Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Gerion
2008-10-27, 12:53
Karczma u Geriona (In Character)
Autor Wiadomość
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-15, 12:33   

Wszedł tylnym wejściem i zostawił zamroczonego krasnoluda w pokoju rachunkowym. Pojawił się po chwili w karczmie zobaczyć co dzieje się na sali. Gdy spojrzenie jego żółtych oczu napotkało szarą stal pięknych oczu Klik, troll mrugnął do niej porozumiewawczo.

- Kozackie macie tu Rum, Gerio! - wycharczał Sharkuz, donośnie spluwając pod nogi
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
Sethariel 
Opiekun X Kręgu


Wiek: 35
Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 1861
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2007-01-15, 12:52   

Seth wyszedł na ulicę, była pusta i mokra. "Idealne miejsce na finalną potyczkę" pomyślał. Zaczerpnął świeżego morskiego powietrza, po czym ruszył powoli w stronę dzielnicy P'shestish. Nie był umówiony na konkretną godzinę, ale sprawa nie powinna już dłużej czekać. "Klik rzeczywiście jest dobrze poinformowana, spis inwentarza nie był pełen. Nawet gdyby plotki o Zabójcy Horrorów były prawdziwe nadal brakowało w spisie tego na czym mi najbardziej zależało. Dawno już nie widziałem tego medalionu... Szkoda, że to wszystko musiało się w ten sposób wydarzyć, bez mojego bezpośredniego udziału. Pewnie staruszek prędzej czy później źle by skończył, tak się dzieje gdy zabiera się cudze rzeczy z czystej nienawiści. Ale mógłby chociaż skonać z mojej ręki. Żałuję tego... Byłby to cudowny widok... A ja bawiłbym się, chełpił zwycięstwem, szydził, tańczył nad pokonanym."

Setha minęło co najmniej kilkunastu zbrojnych na czele z krasnoludem, którego Seth prawdopodobnie skądś kojarzył. "A tych gdzie niesie? ...Mniejsza z nimi, mam własne sprawy na głowie" Elf przyspieszył. Szedł szybkim, zdecydowanym krokiem, nadal jednak nie pozbawionym gracji.

Szuuu.... Coś nagle wyskoczyło z zaułka. Dzięki magicznej broszy, Seth w ostatniej chwili uniknął niespodziewanego ataku. Było ich dwóch, jeden większy, drugi mniejszy. Sądząc po gabarytach, prawdopodobnie ork i krasnolud. Jako, że obaj byli całkowicie zamaskowani, Seth nie wiedział z kim ma do czynienia. Zatańczył wokół nich tak by zyskać sobie jak najlepsze miejsce do manewrów. "Z ukrycia to atakują tylko ostatni tchórze, a nawet nie... tchórz to ma przynajmniej odwagę coś krzyknąć nim ruszy na wroga... Chociażby mamusiu ratunku! Was to nie wiem jak określić theranskie szczury, robaki powinni wami karmić. To opowiednie zajęcie dla was!" Odzywki Setha na napastnikach nie zrobiły żadnego wrażenia, jakby byli całkowicie głusi, ale dzięki nim Seth zyskał czas by zdobyć pełną kontrolę na polem walki. Poczuł jak magia jego dycypliny wypełnia jego ciało i umysł. Krok do przodu, krok do tyłu. Tempo! Piruet, blask rapiera, błyskawica! Wyskok, noga na głowie krasnoluda, odbicie, krasnolud leży na ziemii, wyminięcie, cięcie w żelazo, broń orka w powietrzu, pchnięcie, ork chwyta się za ranę, Seth łapie jego broń... trzyma ją na gardle krasnoluda... "Gadać mi tu! Co wy za jed..." Seth nie zdążył dokończyć pytania, gdy napastnicy zniknęli równie szybko jak się pojawili, rozpłynęli się w powietrzu...

"Magia... Acha Zaczyna się..." Seth stał sam, pośrodku pustej, pokrytej kałużami ulicy. Powietrze było ciężkie, jakby zaraz całe niebo miało spaść na ziemię. I ta wszechogarniająca cisza...
_________________
Wojciech 'Sethariel' Żółtański
Gry-Fabularne.pl - serwis o grach fabularnych
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-15, 13:25   

Stary czarodziej siedział wygodnie w fotelu. "Stary łajdak Mygrelle" Mystic mimowolnie uśmiechnął się. Nie mógł się powstrzymać na myśl, iż ten dureń dał się w końcu komuś podejść. Pomyślał o skończonej partii atlosh t'zdram. "Tak zdecydowanie piękny ruch" Starzec od sieci ugodzony, leżał na plecach. Pionki otaczały go ze wszystkich stron. "Teraz będzie trzeba przygotować się na ruch przeciwnika" - westchnął - "To się nigdy nie skończy".
Mystic Wychwycił porozumiewawcze spojrzenie Geiriona i spojrzał w stronę Klik.
- Powiadasz skarbie że masz wiele informacji? To podejdź opowiedz mi coś o starym Myrgrellu. Jeśli zdołasz mnie zaciekawić nagroda na pewno Cię nie ominie. - ostatnie 4 siekacze Mystica zalśniły w uśmiechu.
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-15, 14:20   

Dwa wietrzniaki przysiadły nad malutkimi kuflami. Lancelot za nic w świecie nie przepuścił by Bezbronnemu - w końcu miał ziomka do towarzystwa.

Sharkuz głośno wyrażał aprobatę dla rumu i kształtów Klik spluwając przy tym haniebnie na podłogę. Ale trollowi to nie przeszkadzało, nie chciał naruszyć katorr SHarkuza. Martwił się bardziej pędzącym na zaplecze Sir'Valeqiem. "Co też on sobie wyobraża, zaraz mi wszystkie gary powywraca" - myślał. ALe nie poszedł za Ksenomantą.

Stanął pomiędzy starym Czarodziejem i ZŁodziejką przysłuchując się ich rozmowie. Podał Mysticowi herbatę, a Kilk puchar letniego wina ze wschodu Travaru. "Powiadasz skarbie że masz wiele informacji? To podejdź opowiedz mi coś o starym Myrgrellu. Jeśli zdołasz mnie zaciekawić nagroda na pewno Cię nie ominie." - ostatnie 4 siekacze Mystica zalśniły w uśmiechu. Gerion odwzajemnił uśmiech Klik i dorzucił - "i ja chętnie posłucham co nieco o Myrgellu, ostatnio omijał mój lokal szerokim łukiem i pojęcia nie mam czemu.." troll wyraźnie nie potrafił kłamać.

Klik chyba jednak nie była w nastroju do opowieści, jej myśli krążyły wokół elfiego Fechmistrza który poł godziny temu opuścił lokal Geriona.

***
Seth stał sam, pośrodku pustej, pokrytej kałużami ulicy. Powietrze było ciężkie, jakby zaraz całe niebo miało spaść na ziemię. I ta wszechogarniająca cisza...
Długim krokiem elf pospieszył w mroczne uliczki Dzielnicy Przybyszów. "Jeszcze dwie godziny i będzie północ" - pomyślał spoglądając na świetlne kryształy czasomierza zawieszonego na frontonie therańskiej ambasady. Skierował swe kroki do dzielnicy t'skrangów.

***

Vasquez wstał i rozciągnął kości. "Co też pognało SirValeqa na zaplecze" - pomyślał, "przecież kibel jest po przeciwnej stronie, na podwórzu?" Łowca Horrorów osuszył róg do dna i spojrzał na salę. Gerion rozmawiał z Mysticem i Klik, dwa wietrzniaki konwersowały (albo jeden słuchał monologu drugiego). Krasnolud Abishai przecierał zmęczone, załzawione oczy i najwyraźniej chciałby się udać w ustronne miejsce. Dwaj potężni ludzie, Sharkuz i MIsiołak przepijali do siebie rum,. Ten większy, kudłaty trzymał cały czas rękę na łbie grubej niedźwiedzicy zwiniętej niczym góra futra na środku karczmy.

"Czas na mnie"- rzekł do trolla, kiedy ten zapytał spojrzeniem Łowcę. Schwycił jeszcze kawałek łososiowej kiełbaski, którą wyczarował Mystic i zagryzł nią kwaskowy posmak hurglu. Wyszedł w mrok nocy. Było cudownie chłodno. WIatr się uspokoił a na niebie świeciło mnóstwo gwiazd. Ork wciągnął głośno nocne powietrze, czuł się znakomicie.
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-15, 14:40   

- a to to, Misiołak padaj mi tu, czy ta Twoja Baryłeczka śpiewającym wietrzniakiem umiałaby pożąglować? Możnaby tu słuszne przedstawienie zorganizować przy rumiku... ahh jak ja dawno na lądzie żem nie bawił ;)
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-15, 15:48   

Klik z trudem skupiała się na rozmowie z wiekowym czarodziejem i Gerionem. Od czasu gdy ten ostatni wrócił po krótkiej nieobecności to karczmy jej spojrzenie wędrowało pomiędzy wejściem na zaplecze a drzwiami wejściowymi. Nie wiedziała jeszcze co powinna zrobić. Zostać tu i czekać aż wielmożny Dagni raczy przynieść swój tyłek to głupota; wyjść na zewnątrz - szaleństwo. Zmierzyła Geriona ponownie szybkim spojrzeniem - na podstawowym poziomie i tak musi teraz komuś zaufać - nie wyczuwała w nim fałszu, perfidii skrytej pod maską uprzejmości. Niech będzie i on. Pan Czarodziej natomiast to zupełnie odmienna piosenka - Mystic, stary czarodziej, którego niektórzy nazywają Szczerbcem lub A-Niech-Go-Próchnica. Zazwyczaj bardzo cicho i bardzo za jego plecami. Znała takich jak on czy Myrgrell - wysuszone żółwie i stare pająki, które z wyrazem niewinności w zaropiałych oczach snują swoje sieci. Patrząc w poczciwe oczy Mystica z rozmysłem dawkowała informacje, które do niczego mu się nie przydadzą, dorzucając garść pikantnych plotek. Nie, nie kłamała mu. Postępowała jak kupiec lub rybak, który zarzuca przynętę. Nagroda mnie nie ominie, tak? - pomyślała. - Aż tak dużą idiotką nie jestem. Nie ma nic za darmo - pokaż co masz mi do zaoferowania tak, jak ja to zrobiłam. To będzie uczciwy targ. Być może ten targ stanie się biletem dzięki, któremu opuści miasto. Na to przyjdzie jednak czas później.
- Gerionie, dałeś mi bandaże i pomogłeś opatrzyć ranę, pozwoliłeś mi odpocząć przy twoim ogniu - zrobiłeś to, co zrobiłby przyjaciel - zmarszczyła lekko brwi. - Pozwól, że odpłacę ci za twą życzliwość. - Mówiła powoli, bardzo cicho, ostrożnie ważąc słowa. - Jeśli fechmistrz, Seth jeśli się nie mylę, jest ci przyjacielem - sprowadź go z powrotem do siebie. To nie będzie dobra noc. Niektóre z therańskich ogarów zostały spuszczone - trzymaj tych, którym życzysz dobrze blisko siebie... Nawet tych, którzy mieli się tu ze mną spotkać a nie zjawili się... jeszcze - dodała mając na myśli Dagniego.
 
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-15, 16:25   

Kalimfor medytował. Pogrążony w myślach przepuszczał przez swój wzorzec drobiny energii astralnej. Przygotowywał się na dzisiejszą noc. Sprzyjał mu horoskop i gwiazdy. Dziś o północy będzie pod szczególnie dobrą gwiazdą. Marzył o tym by wrócić do Iopos, do rodzinnego miasta, ale ślubował posłuszeństwo i wiązała go Przysięga Krwi...
"Najpierw obowiązki potem przyjemność" - westchnął i opadł lekko na ziemię kończąc karmiczny rytuał. Raz jeszcze spojrzał w kryształ pamięci, na jasnowłosą twarz elfiego Fechmistrza.

"O ile therańscy agenci nie zawiodą, to wszystko powinno iść gładko" - dumał. Rozciągał się dobry kwadrans, po czym obwiązał dłonie Sa’nioch ti’maeaerth. Był mistrzem carromeleg na służbie Iopos. Niewielu było elfów wśród popleczników Denairastas, ale Kalimfor był chwalebnym wyjątkiem. Albo haniebnym, zależy jak na to patrzeć....

Wyszedł w mrok nocy. Nie miał absolutnie świadomości, że jego śladem podąża jeden ze sług Lodoskrzydłego....Nie mógł jej mieć..

***
Gerion wysłuchał słów Klik. Wiedział, że nie zdąży w żaden sposób ostrzec Setha. "Moi drodzy goście" - powiedział donośnym głosem. "Jeśli kto chce zostać, to mus mu zostać tu do rana" - znacząco wskazał na ciężką belkę służącą do ryglowania drzwi. "Jeśli zaś komu spieszno do dom - to ma kwadrans na dopicie czy dogryzienie. Potem zamykam."
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Sir Valeq 
Uczeń IV Kręgu
Gracz


Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 82
Skąd: Włocławek/Łódź
Wysłany: 2007-01-15, 17:51   

T'skrang już miał wejść na zaplecze, by przyjrzeć się z bliska krasnoludowi, którego wzorzec wcześniej zobaczył, kiedy usłyszał Geriona.

"Zamykasz? Czyżby jakieśśś problemy?" - wysyczał wyjątkowo głośno.
"Może mogę w czymśśśś pomóc? I dlaczego zostawiamy na zewnątrz Ssssetha? Czy ktośśś nie powinien po niego iśśśść?"

Obrócił się tnąc powietrze ogonem niczym biczem i ruszył w kierunku trolla. Większość oczu zwróciła się na t'skranga. Nikt nie wiedział, czego się można po nim spodziewać. Albo inaczej - każdy wiedział, że można się po nim spodziewać wszystkiego.

"Czy ktośśś wie, jakie problemy ma fechtmistrz? Co? Chciałbym wiedzieć," - rzekł obracając w dłoniach rzeźbioną dziecięcą czaszkę.
_________________
"We cannot all be masters." - William Shakespeare

http://artofcreation.strefa.pl
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-15, 18:24   

"I powstać miał być przed pogromem - Zabójca Horrorów w swej własnej potędze..." - na te słowa krasnoludzka twarz wykrzywiła się w geście pogardy. Abishai nieraz miał okazje widzieć "Zabójcę horrorów ". W każdym większym mieście zawsze trafił się "kupiec" który twierdził że jest w posiadaniu właśnie tego miecza i może go sprzedać po okazyjnej cenie. Oczywiście każdy twierdził że jego miecz jest właśnie tym słynnym artefaktem z czasów Valurusa I-go. Na Pasje !!...Im bardziej znany skarb, tym więcej podróbek można było kupić. W samym Vivanie widział aż trzy, nie wspominając o kopiach krążących po jego rodzimym królestwie. Czasami Abishai wątpił w istnienie tego miecza.. Może to tylko legenda zmyślona przez trubadurów ku pokrzepieniu serc Barsawian?
Zapewne tutejszy nieboszczyk miał magiczne przedmioty i broń, ale Abishai wątpił by był to Zabójca Horrorów.
- Jestem w posiadaniu tej informacji, jak i wielu innych - zwróciła się do Abishaja. - Zdaję sobie więc sprawę z tego, że spis inwentarza żywego i martwego, ochoczo tu przywołany przez pana elfa, jest niekompletny i, delikatnie mówiąc, nieprecyzyjny. Zdaję sobie także sprawę z istnienia pewnych nazwisk i imion, które jednak są zbyt cenne, by po próżnicy i publicznie wycierać sobie nimi buzie.
"- Zdaje sobie sprawę, że w urzędzie miejskim również mógłbym wiele z tych informacji.- dodał cicho Abishai. - Ale interesują mnie te poza nimi."

Rozmowę przerwało wdarcie się straży i lanie jakie Gerion spuścił ich przywódcy. Abishai ucieszył się, że nie musiał interweniować. Nie zamierzał jeszcze opuszczać miasta, wiec utarczki ze strażą były mu nie na rękę.
Abishai pogardliwie spojrzał w kierunku uciekających niedobitków straży. -"Kiepską tu mają ochronę." -pomyślał. - I tchórzliwą."

Gdy Troll poszedł nabrać w szerokie dłonie wody z pobliskiej beczki z deszczówką, iluzjonista wstał i stanął nad Dagnim studiując jego rysy twarzy. "Być może twarz tego strażnika przyda mi się w najbliższej przyszłości." - pomyślał Abishai. Odstąpił od nieprzytomnego Dagniego na widok powracającego trolla. Gerion ochlapał posiniaczoną twarz krasnoluda. "Nie w mojej karczmie synku" - rzekł do Dagniego, syna Dwirnacha. "Mistrzu" wyjąkał krasnolud - "chciałem Cię prosić o Rytuał Awansu". Troll przerzucił go sobie przez ramię "Dla pamięci twojego ojca. Ale stawka podwójna".

- Powiadasz skarbie że masz wiele informacji? To podejdź opowiedz mi coś o starym Myrgrellu. Jeśli zdołasz mnie zaciekawić nagroda na pewno Cię nie ominie. - ostatnie 4 siekacze Mystica zalśniły w uśmiechu. Zaś Abishai schował wyciągniętą księgę do swego plecaka. Był nieco senny, ale postanowił jeszcze posiedzieć, by usłyszeć za darmo to, za co Mystic zapłacić chciał.


- Gerionie, dałeś mi bandaże i pomogłeś opatrzyć ranę, pozwoliłeś mi odpocząć przy twoim ogniu - zrobiłeś to, co zrobiłby przyjaciel - zmarszczyła lekko brwi Klik. - Pozwól, że odpłacę ci za twą życzliwość. - Mówiła powoli, bardzo cicho, ostrożnie ważąc słowa. - Jeśli fechmistrz, Seth jeśli się nie mylę, jest ci przyjacielem - sprowadź go z powrotem do siebie. To nie będzie dobra noc. Niektóre z therańskich ogarów zostały spuszczone - trzymaj tych, którym życzysz dobrze blisko siebie... Nawet tych, którzy mieli się tu ze mną spotkać a nie zjawili się... jeszcze - dodała mając na myśli Dagniego.

Gerion wysłuchał słów Klik. Wiedział, że nie zdąży w żaden sposób ostrzec Setha. "Moi drodzy goście" - powiedział donośnym głosem. "Jeśli kto chce zostać, to mus mu zostać tu do rana" - znacząco wskazał na ciężką belkę służącą do ryglowania drzwi. "Jeśli zaś komu spieszno do dom - to ma kwadrans na dopicie czy dogryzienie. Potem zamykam."
"Ja zostanę do tygodnia.- wtrącił Abishai, odmierzając srebro z sakiewki.- I wolę zapłacić za ów tydzień z góry. "

"Zamykasz? Czyżby jakieśśś problemy?" - wysyczał wyjątkowo głośno ksenomanta, zwracając uwagę iluzjonisty.
- "Może mogę w czymśśśś pomóc? I dlaczego zostawiamy na zewnątrz Ssssetha? Czy ktośśś nie powinien po niego iśśśść?"

Obrócił się tnąc powietrze ogonem niczym biczem i ruszył w kierunku trolla. Większość oczu zwróciła się na t'skranga. Nikt nie wiedział, czego się można po nim spodziewać. Albo inaczej - każdy wiedział, że można się po nim spodziewać wszystkiego.
Wyjątkiem był iluzjonista, który spytał retorycznie t'skranga.- "Powiedz mi, czy mi znacz fechmistrza odwracającego się tyłem do niebezpieczeństwa? Bo ja nie. "

"Czy ktośśś wie, jakie problemy ma fechtmistrz? Co? Chciałbym wiedzieć," - rzekł obracając w dłoniach rzeźbioną dziecięcą czaszkę.

Iluzjonista sięgnął w głąb plecaka i wyciągnął linę, przy okazji na jego przypadkowo odsłoniętym przedramieniu błysnął spiralny wzór ułożony z kryształków, w którym każdy parający się magią rozpoznałby matrycę krwi...Która była zapłatą za jedną z pierwszych misji krasnoluda.
"Lina, najlepszy przyjaciel iluzjonisty."- pomyślał Abishai spoglądając na wzmocnione sploty, jednej ze swoich lin.
Ostatnio zmieniony przez abishai 2007-01-15, 21:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Misiołak 
Uczeń II Kręgu
Łakomiś


Wiek: 36
Dołączył: 23 Maj 2006
Posty: 47
Skąd: Bydgoszcz/Londyn
Wysłany: 2007-01-15, 19:42   

Gdy tylko Misiołak oswobodził Baryłeczkę od ciężaru pakunków, ta w trymiga zaanektowała świeżo zwolnione miejsce w pobliżu ognia. Kudłaty łeb złożyła na potężnych łapach i po chwili zaczęła miarowo pomrukiwać. Rzekłbyś, klasyczny obrazek - skóra z niedźwiedzia przed kominkiem... z tym, że pod tą skórą kryły się mięśnie zdolne zmiażdżyć każdego natręta niemającego szacunku dla misiowej drzemki.

"Humpf! Jak zwierzęta, jak zwierzęta..." - doleciało z sali. Uszy niedźwiedzicy nerwowo zadrgały. Ziewnęła przeciągle prezentując komplet pożółkłych kłów. Pokaz podkreśliła złowieszczym kłapnięciem mocarnych szczęk. Uznawszy, że spełniła swój obowiązek, podjęła przerwany półsen.

Tymczasem Władca Zwierząt wymienił pozdrowienia z Gerionem i przystąpił do przenoszenia swoich specjałów do trollowej piwniczki.

Pracę przerwał mu niejaki Sharkuz:
- A to to, Misiołak padaj mi tu, czy ta Twoja Baryłeczka śpiewającym wietrzniakiem umiałaby pożąglować? Możnaby tu słuszne przedstawienie zorganizować przy rumiku... ahh jak ja dawno na lądzie żem nie bawił ;)
- Baryłeczka wiele wspaniałych talentów posiada - odrzekł Misiołak - Ino grzecznie musisz ją poprosić, bo to wielce łasa na komplementy, a zarazem delikatna dama. Jak ją urazisz, przekonasz się, jak potrafi zatańcować z Tobą...
Misiołak roześmiał się serdecznie.
_________________
.:Rysunki:.:Blog:.
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-15, 21:02   

..."Widzisz Bezbronny mój Ty druhu nowy:) Tak to już w świecie jest że jak my wietrzniaki miejsca zagrzejemy i przy piwie w rozmowie się połączymy tak zaraz ktoś przejmuje naszą rolę i powietrze mąci poruszenie w otoczeniu czyniąc:)"...

... Tak orzekł Lacnelot spoglądając jak zaczęli się wszyscy przemieszczać po gospodzie w ogóle nie wnikając czym to poruszeni jest spowodowane...

... "Widzisz jak to w sumie dobrze że Cię obili:) Gdyby nie to to byś tu nie trafił i byśmy ze sobą pogadać i wypić nie zdołali wcale pewnie... Chłop z Ciebie równy tyle że małomówny:)... Ale pomału pomału piwo Ci język rozwiąże... Zanim jednak rozwiąże to powiem Ci w sekrecie żebyś nie kładł się w kapturze trollowej szaty nigdy bo prać Ci przyjdzie ją z rana a to lejba jak żagiel na statku i zajęcie wielce niemiłe:)...

... Do dna kompanie Ty mój i zaraz poprosimy Geriona o dolewkę bo Nas tu tak samych zostawił sobie że nie wiem co On sobie myśli w ogóle... Co że jak mniejsi jesteśmy to już można Nas ignorować? O niedoczekanie!...

... Spijaj a ja dam Gerionowi znak że osuszylim... [W te słowa zaczął sie Lancelot rozglądać po izbie w poszukiwaniu zwalistej postaci torlla... Znalazłszy ją wreszcie szepnął widząc że Gerion wspomaga Mystica w podrywaniu Klik]... "Ach te chłopy no:) Ledwo umoczą a już każda baba jest na wagę złota:)... I to w dwóch do niej startują No No:)... Prosiaki:D... I tak będzie moja:)... Wygląda smakowicie nie powiem ta ranna kotka:) Palce lizać... i nie tylko palce rzecz jasna:)... [Rozmarzył się Lancelot]... Nie chcąc przeszkadzać w rozmowie szepnął tylko pod nosem wystawiając dwa palce... "My Gerion dwa piwka sobie nalewamy z Bezbronnym no nie"... W te słowa poszedł uczynić dolewkę i szybko wrócił na szynkwas gdzie Bezbronny siedział w milczeniu...

... Rozchmurz się chłopie i daj głos że tak powiem bo siedzisz jakbyś miał nieliche zatwardzenie... Każdy se tu umila czas jak może a Ty się przejmujesz jakimiś tam lichymi zabawkami co Ci skradli... Życie to przygoda... Młody jesteś... Nie takie jeszcze będziesz przedmioty zostawiał od niechcenia i zapominał o nich zupełnie zobaczysz... jak mnie tu widzisz tak będzie i to niedługo zupełnie...

... Ale Ty mi miałeś powiedzieć skąd jesteś i ktoś Ty a tu jak widze ja swoje tajemnice Ci wyjawiam a Ty nic:P... Trzeba Cię jakoś ośmielić...

... Na te słowa golnął sobie Lancelot pokaźnego wietrzniackiego łyka piwa po czym obtarł energicznie usta w rękaw koszuli i rzekł... "Widzisz Brachu tę kicię która tam Gerion z Mysticem zagadują? Na pewno widzisz bo wzrok masz bystry! Otóż w Jej nieuwadze Nasza szansa na rozbujanie tego całego zakisłego towarzystwa i zabawienie się z piękna Panią o sprawnych dłoniach choć trochę:) Jeśli wiesz co mam na myśli a wiesz na pewno:)... Zawtóruj mi więc śpiewem jeśli potrafisz albo po prostu poproś tę pannice do tańca a ja ją potem Ci odbije bo i ja coś z tego interesu mieć muszę:)"...

... "Do dzieła Bezbronny!:) Rób swoje!:)"... W te słowa Lancelot schwycił swoja fujarkę i zaczął grać szybką, taneczną i skoczną balladę o parze zakochanych zbiegających w słońcu wiosennym stokiem pokrytym kwitnącą łąką...

MichalLorenc(Bandyta)TaniecEleny.zip
Pobierz Plik ściągnięto 194 raz(y) 2,23 MB

_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-15, 22:00   

Mystic wraz z Gerionem słuchali słów płynących z ust młodej kobiety. W tym czasie stary czrodziej użył wszystkich swoich umiejętności by zbadać jej wzorzec. Pantera, zwinna córa nocy. Symbol myśliwego. "Na kogo polujesz skarbie?". Mystic spróbował swoimi pytaniami nakierować Klik na bardziej interesujące go tematy, jednak złodziejka zręcznie wywijała się i obdarzała ich tylko mało istotnymi informacjami. Staremu czarodziejowi to nie przeszkadzało. Miał czas aby pomyśleć. "Zwinniutka jak pantera i uroda też niczego sobie". Słuchając Klik myślał o...

"Piękna kobieta wbiegła zapłakana do duzego domu, w którym 3 wietrzniaki ganiały się po pokojach. Wszystkie trzy zatrzymały się zaciekawione.
- Gdzie jest Mystic? - spytała przez łzy
Drzwi do gabinetu otworzyły się.
- Tutaj jestem wejdź proszę - na twarzy młodego czarodzieja widać było zatroskanie. Zamykając drzwi szepnął jeszcze do wietrzniaków
- Tylko podsłuchujcie cicho, zeby was nie słyszała, zrozumiano??
Odpowiedziały mu energiczne skinienia zaintrygowanych wietrzniaków.
Mystic podszedł do kobiety i przytulił ją do siebie. Taktownie odczekał chwilę i zapytał:
- Opowiesz mi co się stało?
- Mistrz Aulcroft nie żyje - wycedziła przez łzy Felidra- To na pewno ten sukinsyn Mygrelle. Zabiję go przyrzekam że go zabiję.
Mystic myślał pośpiesznie. "Podstarzały kochanek zabity przez młodego, zazdrosnego maga, zawód miłosny może zniszczyć jej życie. Myśl, myśl." Mystic pogładził włosy niewiasty.
- Uspokój się Felidro, nikogo nie będziesz zabijać.
- Zabiję go choćby miało być to ostatnią rzeczą jaką zrobię. - ból zaczynała zastępować wściekłość.
- Nie będziesz nikogo zabijać, to przerasta twoje siły - głos Mystica przechodził w szept - Ja to zrobię."

Mystic, spojrzał na siedzącego samotnie krasnoluda. Przysiądź się do nas Abishaiu, jeśli interesuje Cie jej opowieść.
Stary czarodziej uważnie obserwował Klik, w czasie rozmowy. Cały czas zwodziła starego wygę, czym zdecydowanie zwróciła jego uwagę. Była spięta, jej wzrok wędrował od jednych drzwi do drugich. "Zagoniony w kąt, nocny kociak. Szukasz bezpieczeństwa skarbie, mój ruch".
"Jeśli fechmistrz, Seth jeśli się nie mylę, jest ci przyjacielem - sprowadź go z powrotem do siebie. To nie będzie dobra noc. Niektóre z therańskich ogarów zostały spuszczone - trzymaj tych, którym życzysz dobrze blisko siebie... "
Stary czarodziej już miał się odezwać, ale te słowa skierowały jego myśli na inny tor. Zaczął się dopatrywać skrytego w tych słowach sensu. "Symbole, szukaj symboli." Nagle maga olśniło. Nie potrafił powstrzymać delikatnego uśmiechu. "Oj coś mi się wydaje że to nei therańskie ogary są tym, czego Seth powinien się obawiać. Czycha tu na niego coś znacznie bardziej niebezpiecznego". Mystic przypomniał sobie pewnego siebie, szarmanckiego elfa. Już nie raz fechtmistrz pomógł czarodziejowi. Świadomie lub nieco mniej świadomie. "Tak on na pewno podoba się kobietom"

- Nie przejmuj się skarbie, tutaj nic ci nie grozi, przynajmniej bezpośrednio - zachichotał starzec. Jeśli chcesz możemy porozmawiać w bardziej prywatnym miejscu o tych, którzy Cię ścigali i którzy będą ścigać. Gerion na pewno użyczy nam jednego z pokoi. Z pewnością zaradzimy kłopotom. Seth sobie poradzi w ten czy inny sposób. Już nie raz wychodził cało z opresji. - ostatnich słów czarodziej nie był wcale taki pewien.
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-15, 23:58   

SirValeq z wrodzoną sobie bezpretensjonalnością wysyczał obracając w dłoniach rzeźbioną dziecięcą czaszkę.:"Czy ktośśś wie, jakie problemy ma fechtmistrz? Co? Chciałbym wiedzieć," Gerion spojrzał na idącego ku niemu Ksenomantę. Nie znalazł ani cienia lęku czy niepewności w jego gadzich oczach. Na moment opuścił Klik i Mystica. "Sir'Valequ, Seth gdziekolwiek jest teraz powinien sobie dać radę. Póki ta ludzka niewiasta nas nie oświeci, o naturze zagrożenia jakie czycha na ulicach na moich przyjaciół, dopóty zajmijmy
pozycję mądrego. Wygrana bitwa nie czyni wojny zwycięską." - wymruczał troll.

Jedynie Misołak i Sharkuz zdawali sie nie zwracać uwagi na poruszenie jakie zapanowało w karczmie u Geriona. Sharkuz wydawał się mocno wstawiony, a Misiołaka bardziej obchodził zapchlony łeb jego niedźwiedziej pupilki niż dwuznaczne aluzje Złodziejki, czy potencjalne problemy jakiegoś elfiego chmyza. Nie słyszał nawet o kimś takim jak Set, o Klik nie wspominając. Z całego tego tłumu różnobarwnych postaci znał z widzenia SirValeqa (brrrr...nie znosił Ksenomantów i tego jak zmuszali zwierzęta do posług) i Mystica (ten stary Czarodziej już dawno powinien zjednoczyć sie z robakami-trupojadami). Poza tym kojarzył Lancelota (papla jakich mało) no i mrocznego Vasqueza, którego darzył nieco większym zaufaniem (ale ork wybył dobrą godzinę temu). Jako, że miał coraz mniej pożytku z Sharkuza w roli kompana do dyskusji, ściągnął buty, ułożył się wygodnie obok niedźwiedzicy i rzucił wilgotny kaftan na drucianą ramę kominka. Zaczął drzemać, wcześniej jednak po chwili medytacji wszedł w umysł Baryłeczki i skorzystał z jej niebywalego węchu. Nie byłby Władcą Zwierząt gdyby nie troszczył się o swoją podopieczną. Przesłal jej empatyczną falę czulości i spokoju, a sam zaczerpnął jej nozdrzami wiele setek różnych odcieni zapachów, jakie unosiły się w gerionowej karczmie. Skupił się swym talencie wykrywania trucizn. Tak dla pewności...

***
Vasquez nie tracąc rezonu wyminął piątkę gwardzistów. Chyba go rozpoznali, bo jeden nawet podniósł rękę w salucie...a może pomylili z jakimś wachmistrzem z Żelaznych Szponów? Ork postanowił odwiedzić jeszcze Ogrody Liandra, a konkretnie ksenomantę Jandara. Krążył bocznymi uliczkami Centralnej Dzielnicy, gdy ujrzał swym orczym wzorkiem podejrzane kształty. Poszedł bliżej i ujrzał dwójke elfów leżącą na bruku w wielkiej kałuży krwi...Odruchowo zaczerpnął pokłady swej magii smakując astral. Nie, ne czuł zgrzytającego w zębach chłodu, oznaki splugawienia i obecności Horrorów. A więc to nie robota bestii z zaświatów. Teraz mógł reagować wolniej. Jeden elf, jasnowłosy w ciemnogranatowej obcisłej szacie leżał na innym, mlodszym i szczuplejszym. Gdy Vasquez wyciągnął tego drugiego, rozpoznał zakrwawione oblicze Setha, niedawnego gościa gerionowego lokalu. Dotknął palcami jego tętnic. Wyczuł słaby puls. Ten który przyszpilił Setha do bruku już nie żył. Vasquez przerzucił sobie Fechmistrza przez ramię i popędził w górę ulicy, ku wznoszącej się w ciemności Świątyni Garlen.

***
Klik z nieufnością spojrzała na maga. "Na osobności?" - głos miała suchy i brzydki. W jednej sekundzie rozważyła wszystkie za i przeciw...
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Sir Valeq 
Uczeń IV Kręgu
Gracz


Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 82
Skąd: Włocławek/Łódź
Wysłany: 2007-01-16, 01:40   

"Cośśśśś ssssię dzisssssiaj śśśświęci, czuję to," rzekł Ksenomanta wpatrując się w jakiś bliżej nieokreślony punkt na suficie. - "Duchy ssssą niessspokojne. Niezbyt rozmowne."

Powiedziawszy to zamilkł na kilka chwil, ruszając jednak dalej ustami. Nagle trzasnął ogonem w podłogę, machnął rękoma i zasyczał.

"Niezwykle niesssspokojne. Nie mam jednak ochoty ssssię z nimi przepychać, jeśśśśli ktośśśś tutaj będzie potrafił wyjaśśśśnić choć po częśśśści tę ssssytuację..."

" I co, na Passssje, robi ten krassssnal na zapleczu?"

Rozejrzał się po sali. Policzył wszystkich, sprawdził kto jest, kogo nie ma, ilu zostało gości, których nie znał.

Wreszcie jego wzrok padł na Złodziejkę. Widział wiele ludzkich kobiet i nie miał zielonego pojęcia, czemu wszyscy tak wokół niej skaczą ( ;) ). Nie należała do zbyt atrakcyjnych. Zresztą świetnie wychodziło jej udawanie młodych mężczyzn...

"A Ty co nam powiesz?" - wyszeptał, choć głośno, do Klik, nachylając się nad nią i prawie dotykajac dziobem jej nosa. Jego ogon stukał w jej prawą stopę.
_________________
"We cannot all be masters." - William Shakespeare

http://artofcreation.strefa.pl
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-16, 03:54   

Stary czarodziej roześmiał się
- Teraz masz wybór skarbie, teraz masz wybór - patrzył rozbawiony na kobietę.
 
 
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-16, 08:52   

Rosły łupieżca ruszył się! Przemierzył izbę, chwiejnym krokiem zbliżając się do kominka, stąpał niczym po cienkiej linie. W ręku trzymał sporą miarę po brzeg wylaną rumem. Był bez broni, jeno odziany w skórzane spodnie zdobione złotym haftem.
W blasku paleniska, dostrzec można było jaskrawy tatuaż okalający jego pierś. To złowrogi drakkar przedziera nieboskłon!

- Suchajta kamraci! Coście tacy posrani ze strachu!? Wgrr, yghmm... Dziwne to czasy nastały, gdzie baba wietrzniak w roli głównego wodzireja bawi, hehe. - wychylił kufla, przetarł pysk.

- Gerion, a Ty jak zwykle efektywnie potrafisz zatrzymać towarzystwo na imprezę! Poza tym obiecałem ziomkom z załogi, że im słuszną beczułkę napitku stargam na pokład jeszcze tej nocki! - na twardą pointę, trzasnął pięścią w stół blisko Klik, śmiejąc się zawadiacko!
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
Vasquez21 
Administrator


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 337
Skąd: Jaworzno
Wysłany: 2007-01-16, 10:43   

Vasquez przerzucił sobie Fechmistrza przez ramię i popędził w górę ulicy, ku wznoszącej się w ciemności Świątyni Garlen.

Pędząc w górę ulicy, Vasquez przeklinał siebie za to, że nie żałował sobie hurglu w "Karczmie u Geriona", teraz świat wirował mu delikatnie przed oczami, jakby spoglądał na niego przez lustro wody. Wciąż jeszcze w nozdrzach czuł zapach krwi jaki unosił się w miejscu gdzie odnalazł elfy. Przyjemny zapach który zawsze sprawiał, iż włosy jeżyły mu się na karku i dostawał gęsiej skórki, z czasem pojawił się jednak jeszcze jeden objaw... Ork potrząsnął głową i starał się opanować nie myśleć o tym. Skoncentrował się na Świątyni.

Kilka minut później Vasquez mógł ruszyć już w przeciwnym kierunku, miał jeszcze kilka spraw do załatwienia, a Seth jak mniemał znalazł się w lepszych rękach, on nie mógł dla niego już nic zrobić. Ponownie ruszył, przedzierając się przez ciemność.

Kiedy wrócił na miejsce elf wciąż znajdował się w tej samej pozycji w jakiej go zostawił, zewsząd otaczała go krew. Przez krótką chwilę ork pomyślał, że byłby z tego nawet ładny obraz... Kiedy zbliżył się bardziej, znów poczuł zapach krwi, tym razem mocniej, intensywniej. "Zawiadomię straż" - pomyślał. Ciało oderwało się od brukowanej ulicy z głośnym mlaskiem, spojrzał jeszcze raz na chodnik. "Za kilka dni deszcze zmyją dokładnie krew i wszyscy zapomną, że w tym miejscu czyjeś życie dobiegło końca, ciekawe dla jak wielu osób ulice tego miasta były grobem" - zastanowił się Vasquez.

Niosąc ciało elfa wciąż czuł zapach krwi, mięśnie samowolnie się naprężyły, a włosy wciąż jeżyły na karku, nogach i rękach.

- [Nie wygrasz z tym] - usłyszał w głowie znany głos
- Daj mi spokój - pomyślał
- [Nie bądź śmieszny, wiesz, że nie dasz rady]
- DAJ MI KUR** SPOKÓJ !!!
- [Vasquez, przyjacielu...]
- NIE WAŻ SIĘ NAWET TAK MNIE NAZYWAĆ, PRZYSIĘGAM NA WSZYSTKIE PASJE, ŻE PEWNEGO DNIA ZNAJDĘ CIĘ I ROZSZARPIĘ NA KAWAŁKI !!!
- [Hahaha... Twoje życie jest zbyt krótkie Orku... Hahaha]

Vasquez wciąż słyszał śmiech w swojej głowie, kiedy szybkim ruchem naciął ciało elfa, a jego usta błyskawicznie przylgnęły do świeżej rany. Przez długą chwilę delektował się czerwonym płynem jaki wypełniał jeszcze elfa.
[Wyobraź sobie, że masz przed sobą beczkę pełną hurglu, Vasquez'ie] - usłyszał, po czym znów w jego głowie rozległ się śmiech.

Kiedy skończył dookoła panowała przenikliwa cisza. Ork dopiero teraz zdał sobie sprawę, z tego, że kolejny już raz stracił nad sobą panowanie. Jego oczy zaszły łzami...
- Znajdę Cię skur****

Starając się zachować resztki rozsądku, Vasquez ruszył wreszcie w kierunku najbliższego posterunku straży.
 
 
 
Bezbronny 
Nowicjusz
Nie bij


Wiek: 36
Dołączył: 18 Sie 2006
Posty: 1
Wysłany: 2007-01-16, 11:28   

[tak siedziawszy sobie przy kuflu wpatrywałem się w nieuchronnie zbliżające się wysuszone dno... AaAchh! krzyknąłem - po czym przechyliłem kufel, gdy już ostatnia kropelka spłynęła odstawiłem i złapałem za drugi. Widzisz Lancelot nie przepuszczę tego płazem, ta zniewaga będzie go drogo kosztować, wpierw go znajdę - tą mordę ohydną.... śmierdziało od niego gnojówką, a to co zapamiętałem to jego głos był bardzo chrypliwy. znajdę go, a jak już to zrobię to go rozpłatam, a z jego skalpu zrobię sobie worek na jego ząbki. jednak że do mojego skromnego planu potrzeba mi mojego oręża...

Nie bierz mnie za jakiegoś obłąkanego, jednak że miałem naprawdę sporo gotówki przy sobie, podążałem w stronę lasu pająków, tam czeka ma miłość... Ma 189cm wzrostu, jasne piwne oczy, średnio długie, włosy koloru brąz, lekko kręcone, skóra o odcieniu ciemno szarym... Jest to Elfka, kocham ją, widziałem ją ostatni raz prawie 15 lat temu, jak uciekałem przed gargulcem z całą karawaną... Dużo nas nie zostało ech, niech im ziemia lekka będzie. tak więc lecę tam, albo dokładniej jadę tam na moim psie, dobra psinka choć nadpobudliwa troszkę. gdy widzi kuraka to od razu bieginie za nim...

hahahahah.. tak sobie przypomniałem.. kiedyś musiałem uciekać z wioski bo piesek dorwał kuraka pewnego trola heh.. widły koło głowy mi przeleciały, co jak co obiad mieliśmy ;).


Ach, i nie dokończyłem Ci, tak więc podążam do niej, wtedy to ona udzieliła mi schronienia, i...i....i zakochałem się w niej od pierwszego spojrzenia. co dzień o niej myślę, Tak więc postanowiłem że sprzedam wszystko co mam, i polecę do niej a gdy już przybędę to się jej oświadczę. [ patrze na sirLancelota kontem oka na jego wyraz twarzy ] Co śmiejesz się ? myślisz, że wietrzniak nie może się związać z Elfką ?a dlaczego nie? rozmiary aż takiego problemu nie robią!.
[ wywrzeszczałem to na całą karczmę ],

po czym wypiłem duszkiem drugiego browara
Ssłuuchaj lancelot *Hic* idę się *hic* idę się odlać

i próbuje dolecieć do drzwi, potem na zewnątrz i się gdzieś wysikać... może dach?, albo jakies drzewko. albo polecieć w gorę i zrobić wieczorny deszczyk...
_________________
-=[ PIWO Rule 4 Ever ]=-
 
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-16, 13:07   

Klik zdecydowanie nie lubiła ścisku. Zręcznym ruchem zsunęła się z krzesła poza zasięg rąk Adeptów i oddechu Valeqa. Zmrużyła oczy.
- Co powiem? Tobie t'skrangu nie powiem nic oprócz tego, że śmierdzi ci z dzioba - prychnęła gniewnie. Nie lubiła jaszczurek, ksenomanta był kolejnym dowodem na słuszność takiego nastawienia. Zimne, łuskowate, enigmatyczne z paciorkowatymi oczami pozbawionymi wyrazu. Nic nie mogła poradzić na to, że zawsze spodziewała się po nich tego, co najgorsze. Spięła się gotowa do obrony albo ucieczki.
 
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-16, 15:59   

Lancelot nie mógł powstrzymac śmiechu. To co mu opowiedział Bezbrony wyglądało na cięzki uraz głowy, połączony z pijackim zamroczeniem i durem brzusznym. "Ssłuuchaj lancelot *Hic* idę się *hic* idę się odlać ". WIetrzniak zygzakiem zaczął frunąć ku belkom sufitu, zahaczył o nie głową i spadł prosto w szerokie łapy trolla. Gerion nieco poirytowany spojrzał na pijanego latacza. "Zamknięte. I nic ani nikt nie wejdzie ani nie wyjdzie z mojej karczmy." - rozejrzał się nieco wyzywająco po zebranej klienteli. Nikt jednak nie wyraził chęci oddania czci Thystoniusowi, tudzież nadużycia gościnności trolla. Choć Sharkuz wyraźnie miał chęć posiłować się z Wojownikiem na ręce, dziś byl w nadzwyczajnym humorze i chciał koniecznie komuś przywalić...

Klik zdecydowanie nie lubiła ścisku. Zręcznym ruchem zsunęła się z krzesła poza zasięg rąk Adeptów i oddechu Valeqa. Zmrużyła oczy. "Co powiem? Tobie t'skrangu nie powiem nic oprócz tego, że śmierdzi ci z dzioba" - prychnęła gniewnie. Spięła się gotowa do obrony albo ucieczki.

Sir'Valeq dał do zrozumienia ogonem, jak bardzo irytują go takie wyszczekane, ludzkie samiczki. Zastanawiał się czy popieścić ją Bólem dla nauki, czy tylko sparaliżować strachem...

Gerion widząc napięcie wsunął swe cielsko miedzy parę adeptów. "Słuchaj niewasto" - rzekł spokojnie. "Zostawiamy na chwilę całe towarzystwo, bo pilnie musisz obejrzeć zasoby mojej piwnicy. Bardzo pilnie i bez dyskusji." Klik posłusznie poszła za trollem uważając na to co działo się za plecami.

Sir'Valeq zanurzył się w astral próbując nawiązać kontakt z jednym ze służebnych duchów...ALe co do licha! Kto objął lokal kopułą żywiołu powietrza!? Irytacja Ksenomanty sięgnęła zenitu...A tak chciał posłuchać o czym rozmawia troll i Złodziejka.

"Zamknij oczy" - rzekł Gerion do dziewczyny. "Ale..." "Rób co Ci mówię" - rozkazał troll. Klik posłyszała zgrzyt zamka.."Hehe stary głupiec..." - pomyślała rozbawiona. "Ten pokój jest ekranowany Nazwanym Zaklęciem, Możesz się nie obawiać. Opowiedz mi co z tymi theranami i Sethem. I jaki Ty masz w tym udział." Klik tym razem nie kłamała. Ale też nie powiedziała całej prawdy.


***
Seth przyglądał sie wirującemu Sufitowi. Każdy oddech go palił. Bolały stłuczone żebra. "Skąd u licha wziął się w Urupie Powiernik Zaufania? I czemu chciał go zabić?" - przymknął oczy. SUfit przestał wirować. Zrobiło mu się niedobrze.
***

Bezbronny wysikal się na strychu. Był kompetnie pijany. "A niech szlag trafi Lancelota i jego mocny łeb." - wymruczał i zasnął wśród pajęczyn i zeschłego liścia.Na dole Sharkuz usiłował zaprzyjaźnić się z niedźwiedzicą, Mystic radośnie puszczał bąki (i tak ne było słychać, tak
głośno rechotał Łupieżca), a Sir'Valeq szukał w pamięci sposobów jak pokonać tę cholerną barierę utkaną przez jakiegoś Mistrza Żywołów. ZAchodził w głowę, skąd Gerion ma takie cudeńka...


Lancelot zaś poleciał za Gerionem. "Hej, a tyś nie jest Dagni?" - wypraskał czymś wybitnie rozbawiony. "Jam jest kurduplu" - odparł krasnolud. Siedział tu już 2 godziny, zastanawiając się jak opuścić lokal i nie dać się zobaczyć. Gerion go zamknął w pokoju, póki nie doszedł do siebie. A potem go najzwyczajniej olał..."Taaa najpierw mi narobi bałaganu, a potem ...martw się sam Dagni...Stary pierdziel. Ale tęgo mi przywalił. Ciekaw jestem co wymyśłi na Rytuał Awansu? Ale ja se tu o karierze myślę, a miałem dorwać tę suczkę Klik i jej dokopac do chudego tyłka. Tak mnie wystawić! Zrobić w bambuko!" - myślał sierżant. SPojrzał w górę na przyglądającego mu się Trubdaura. "No czego się gapisz! SPływaj i daj mi mysleć" -wyburczał.


***
Vasquez uspokoił się już nieco, gdy przyprowadził gwardzistów na miejsce zbrodni. "Tak, jutro stawię się i zdam relację, teraz dajcie mi się wyspać. Padam z nóg" - odrzekł. Cierpiał. Miał świadomośc nadchodzącego kryzysu swej Ścieżki. Horror użył znamienia, jednak ork nie zdołał mu się oprzeć. Po raz trzeci...Ostatni kryzys trzymał go cały tydzień. "Ciekawe jak będzie rankiem" - pomyślał. DOpiero potem przyszło mu do głowy by obejrzeć swoje oblicze w kamiennej stągwi z deszczówką nad którą świeciła latarnia...Dokładniej wytarł ślady krwi z twarzy. "To dlatego mi się tak dziwnie przyglądali" - pomyślał.
***

"Zamknij oczy" - rzekł Gerion. "Daj spokój" - obruszyła się Klik. "A może porozmawiasz z Dagnim" - zauważyl z przekąsem troll. Dziewczyna nie była już taka uparta. "No dobrze panowie" - głośno oznajmił WOjownik gdy wrócił z dziewczyną na salę. "Pora mi sprzątać i kończyć zabawę. Klik nieco pochopnie wyraziła swoje zdanie." - dopowiedział otwierając rygle drzwi. "Komu w drogę, temu drzwi otwieram. Kto chce zostać na nocleg - proszę na górę. Za majatek własny i dobytek nie odpowiadam. Chyba, że nam panna Klik obieca być grzeczną" - dodał z uśmiechem.
"Za kwadrans zamykam, będzie zaraz godzina po północy" - dodał widząc zdziwione i obruszone spojrzenia. "No co? Tez musze spać. Jutro komu chęć i potrzeba zapraszam do mnie od świtu." A potem się wydarł "Lancelot! SPrzątać mi pomóż i wyciągnij z pajęczyn swego zapitego kumpla..."


Goście zaczęli się rozchodzić do swych domów.
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-16, 17:47   

Krasnolud położył zwój liny na stole . W razie ataku byłby jej w stanie użyć do jednego ze swych ulubionych czarów. Co prawda był śpiący.. ale... Informacja o Theranach, mocno go zaniepokoiła. Co prawda nie był najbardziej poszukiwaną osobą przez władze prowincji. Niemniej Theranie nie mieli zbyt wielu powodów by lubić iluzjonistę. Klik i nagabujących ją magów, Abishai zignorował. Złodziejka nie miała chyba chęci by dzielić się z nimi tym co wiedziała. A wątpił by bez rzucania czarów coś z niej wydobyli.
"...? rozmiary aż takiego problemu nie robią!."- dosłyszał Abishai.
"- Przypomniał mi się dowcip o trollu i rozmiarze jego ..- rzekł sam do siebie krasnolud, ale gdy jego spojrzenie przypadkiem padło na Geriona., dodał prędko. - ..ale chyba nie czas na żarty. "
Sięgnął bo niedokończoną flaszkę z jabłkowym sorbetem i nalał sobie kolejny kielich...Trzeba przyznać, że Gerion miał niezły gust jak trolla, jeśli chodzi o wybór trunków.
Abishai zanotował w pamięci, że przed odjazdem z miasta ,przynajmniej jeden bukłak tego cudeńka musi zabrać ze sobą.
"No dobrze panowie" - głośno oznajmił Wojownik gdy wrócił z dziewczyną na salę. "Pora mi sprzątać i kończyć zabawę. Klik nieco pochopnie wyraziła swoje zdanie." - dopowiedział otwierając rygle drzwi. "Komu w drogę, temu drzwi otwieram. Kto chce zostać na nocleg - proszę na górę. Za majątek własny i dobytek nie odpowiadam. Chyba, że nam panna Klik obieca być grzeczną" - dodał z uśmiechem.
"Za kwadrans zamykam, będzie zaraz godzina po północy" - dodał widząc zdziwione i obruszone spojrzenia. "No co? Tez musze spać. Jutro komu chęć i potrzeba zapraszam do mnie od świtu." A potem się wydarł "Lancelot! Sprzątać mi pomóż i wyciągnij z pajęczyn swego zapitego kumpla..."
Abishai, zabrawszy linę oraz flaszkę z sorbetem ze sobą, podszedł do Geriona i podał mu odliczoną kwotą. Rzekł następnie. "- Powinno wystarczyć na tydzień z góry. Wolę zawczasu opłacać rachunki, nigdy bowiem nie wiadomo co Pasje przyniosą następnego dnia. "
Następnie udał się do jednego z pokojów , który miał dostatecznie nisko położone łóżko i przygotował się do snu. Po zrzuceniu szaty iluzjonisty, widać było dobrze trzy szerokie blizny na plecach, jakby pazurzasta łapą zrobione. Blizny owe były pamiątką zdarzenia które przyczyniło się do ogromnej niechęci krasnoluda jaką darzył on próby sondowania i wchodzenia w przestrzeń astralną .
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-16, 18:24   

Sharkuz podszedł do stołu przy którym siedział Mystic i walnął pięścią w stół
- Coście tacy posrani ze strachu, dziwne to czasy nastały gdy baba wietrzniak w roli głównego wodzireja bawi, hehe.
Stary czarodziej ostentacyjnie wciągnął powietrze w nozdrza.
- Zapachy przeróżne, aczkolwiek kup świeżych nie wyczuwam. - spojrzał na podpitego łupieżcę - A i bab wietrzniaków tutaj dawno nie było. - Tak on miał już zdecydowanie za dużo w czubie.
Mystic wrócił wzrokiem do t'skranga, któemu właśnie dziewczyna wymknęła się z zasięgu ramion i stawiła słowny opór. Sytuacja coraz bardziej bawiła czarodzieja. Z tych dwojga zdecydowanie bardziej niebezpiecznym przeciwnikiem był t'skrang. "Problem jego leży jednak w instynkcie - pomyślał Mystic - łatwo daje się ponieść". Dziewczyna ze swoim sprytem wcale nie stała na takiej straconej pozycji w ewentualnym starciu. "Do którego oczywiście teraz nie dojdzie" -skwitował te myśli Mystic

Doskonale znał Geriona i wiedział że ten ma hopla na punkcie bezpieczeństwa swoich klientów. Sam wykonał mu większość zabezpieczeń, a do tych które nie potrafił, wyszukał odpowiednich ludzi. Był to winien trollowi. Był mu winien o niebo więcej i wiedział, że nigdy tego długu nie spłaci. Mimo że nie uznawał tych wszystkich trollowych katorów i katrali, to podczas wspólnych podróży przesiąknał nimi i nie potrafił się do końca od nich uwolnić. Przynajmniej w stosunku do tej garstki osób, której ufał. A ze wszystkim co nie wiązało się bezpośrednio z przestrzenią astralną troll potrafił poradzić sobie sam.

Ledwo myśli te przemknęły przez głowę Mystica, a już Gerion prowadził kobietę do piwnicy. Mystic tylko uśmiechnął się. Zaczął obserwować Sir'walka. Skupienie i grymas poirytowania dały mu wyraźnie do zrozumienia że t'skranga właśnie spotkała przykra niespodzianka. Ten dzień był bardzo udany.

Gerion i Klik wrócili na górę.
- Komu w drogę, temu drzwi otwieram. Kto chce zostać na nocleg - proszę na górę. Za kwadrans zamykam, będzie zaraz godzina po północy. - wykrzyknął troll
Mystic spojrzał na Geriona i skinął głową. W odpowiedzi troll podrapał się za uchem. Były kwestie, w których rozumieli się bez słów. Czarodziej posiedział jeszcze chwilę po czym podszedł do Klik i szepnął.
- Jeśli interesuje cię luźna współpraca zajrzyj do mnie. Na pewno wiesz gdzie.
Po czym stary czarodziej wygramolił się z karczmy. Wciągnął powietrze i udał się w stronę domu. Nie przejmował się therańskimi ogarami, był już na to za stary. No i oczywiście zwykle gdzie w pobliżu był któryś z jego małych przyjacieli.
 
 
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-16, 19:59   

- O ja Cię... Czas wracac na pokład bo wietrzniaki mi się troją!!! - wycharczał pod nosem Łupieżca i ruszył w stronę wyjścia zataczając szeroki łuk.

Wyszedł z izby, machając niedbale łapą na pożegnanie!
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
Sir Valeq 
Uczeń IV Kręgu
Gracz


Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 82
Skąd: Włocławek/Łódź
Wysłany: 2007-01-16, 22:51   

Ksenomanta dłuższą chwilę zastanawiał się, czy zostać. O Złodziejce już nawet nie myślał. Co go obchodzi ten Dawca Imion? Niewiele, przynajmniej dopóki jest żywa... Jego twarz przyjęła znów zwyczajny, zimny jak lód, wyraz.

"Za kwadrans zamykam, będzie zaraz godzina po północy." usłyszał z ust Geriona.

Kwadrans... T'skrang poszedł szybkim krokiem w róg sali, w swoje ulubione, zacienione miejsce i przysiadł. Usiadł wygodnie zamykając oczy i nie drgnął przez całe 10 minut.

Nie słyszał nawet ryku Sharkuza.

"Teraz mogę iść," powiedział do siebie, wykonując już rękoma jego ulubione gesty - tkając wątki zaklęcia. W jego głowie pojawił się obraz wzorca czaru i sposób, w jaki wpleść w niego wątki. Trwało to wszystko kilka chwil, aż...

... Ksenomanta zlał się w jedno z cieniem, który spowijał kąt pomieszczenia. Gerion zaczął gasić lampy, a t'skrang pojawiał się i znikał, kiedy wchodził w światło jeszcze palących się.

"Do jutra, Gerion," - wypowiedział Sir'Valeq w niesłychanym dla niego przypływie uprzejmości. Potem uchylił drzwi i zniknął w cieniach ulicy.

Poszedł do siebie. Tzn. do swojego tymczasowego lokum w tym mieście, którym była piwnica opuszczonego magazynu. Już cieszył się na spotkanie swojego ulubionego duchowego służącego. I miał w planach przed snem umieścić w wejściu do piwnicy jeszcze jeden glif strażniczy...
_________________
"We cannot all be masters." - William Shakespeare

http://artofcreation.strefa.pl
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-17, 00:21   

Mystic szedł uliczkami Urupy. Kierował się do centrum miasta. Minął grupę żebraków błagających o datek, i 4 uliczników grających w kamienie. Gdy dotarł do kramów zaatakowali go sprzedawcy. Garnki, misy talerze... Świetne pasy. warzywa, najprzedniejszy jedwab prosto zza morza Aras. Mystic zwolnił słysząc to ostatnie.
"Nie, nie mam teraz czasu"
Słońce prażyło niemiłosiernie i młody czarodziej musiał otrzeć pot z czoła. Spieszył się na premierę sztuki "Trzy kuszenia Lanindil: w której główną rolę po raz pierwszy zagrać miała Fellidra. W końcu wyszedł na główny plac Urupy. Po prawej stronie miał olbrzymi plac budowy. To tutaj trolle, obsydianie, t'skrangiu, ludzie, krasnoludy i elfy wspólnymi siłami budowały 3 świątynie, mające się stać najsłynniejszymi w Barsawii świątyniami Pasji. Chorrolis, Mynbruje, Garlen. Mystic zastanawiał się dlaczego akurat te. To jednek nie leżało w jego gestii. Jego wzrok prześlizgnął się po budynkach. Spojrzał w drugą stronę, gdzie znajdował się teatr. Nie za duża budowla zdecydowanie nie pasowała do tego miejsca. Jednak ambitni rajcy planowali zburzyć budynek i na jego miejscu postawić ogromny amfiteatr. Wokół niego kłębił się tłum, każdy chciał zobaczyć sztukę kontrowersyjnego mistrza Aulcrofta. Mystic ruszył w stronę wejścia, przepychając się w stronę drzwi. Już był wejściu gdy w tłumie nastąpiło poruszenie. Plotka szybko rozprzestrzeniała się. "Mistrz Aulcroft zamordowany", "Fellidra zniknęła". Szybko wydostał się z tłumu i pobiegł w stronę zamieszkałej przez ludzi dzielnicy Zenicce. Przeczuwał najgorsze.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template junglebook v 0.2 modified by Nasedo