Poprzedni temat :: Następny temat
Biała dama
Autor Wiadomość
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-25, 02:24   Biała dama

Biała dama spojrzała przez okno balkonu. Księżyc powoli chował się za horyzontem, a ona nie zmrużyła tej nocy jeszcze oka. Już niedługo skończą się jej męki i będzie mogła wyjechać z tej smierdzącej therańskiej metropolii. Jeszcze tylko kilka dni. Wytrzyma. Musi wytrzymać, bo inaczej cały wysiłek jej i reszty spełzłby na niczym a ona najpewniej wylądowała by w jakiejś zapyziałej dziurze albo za biurkiem. A to była ostatnia rzecz jakiej chciała. Uwielbiała przypływ adrenaliny i nie zamierzała zawieść. "Jeszcze nie tym razem" - pomyślała, odwracając się od okna.
Stanęła przed fotelem i płynnym ruchem zrzuciła nań swe ubranie. Popatrzyła w lustro na zmysłowe ciało, po czym wskoczyła do łóżka, chcąc zażyć jeszcze choć nieco snu tej nocy.

Dwie uliczki dalej potężny obsydianin usłyszał coś co go zaniepokoiło, rzut okiem wystarczył, by uzyskał pewność. Idąc swobodnie, wyciągnął fajkę i zaczął ją odpalać. Szukał odpowiedniego miejsca, w którym mógłby się schować przed śledzącym go orkiem. Gdy dostrzegł już takowe skrył się i pykając sobie w ciszy, nasłuchiwał zbliżające się kroki.
"Amator" - pomyślał w duchu - "Gdybym ja tak chodził to już dawno by mnie pogrzebali"
Ork przeszedł obok niego i po kilku krokach zatrzymał się. Powoli odwrócił głowę , po czym uskoczył do tyłu na widok wychodzącego z cienia obsydianina z fajką w ustach.
- Powiesz mi dla kogo pracujesz? - zaczął spokojnie Klag - Czy muszę użyć perswazji? - dokończył, kładąc rękę na ciężkim toporze.
Ork spojrzał w bok szacując odległość od obsydianina i swoje szanse ucieczki, przegapił juz jednak ów moment, korzystając z wachania orka, Klag zbliżył się na odległość ciosu.
- No to jak będ...? - Obsydianin nie zdążył dokończyć. Ork wyszarpał miecz i rzucił się na niego. Klag mimo iż przygotowany nie zdążył zrobić uniku, cios rozorał nieco pierś obsydianina. Wojownik instynktownie naparł na orka i unosząc się nieco na ziemię wykonał drapieżny skok zamachując się toporem. Ork próbował się schylić przed ciosem, nie zdążył jednak i padł na ziemię. Charczał a z jego szyji płynęła struga krwi.
- Ech i po co żeś się uchylał? Dostałbyś w brzuch to może byś przeżył a i ja bym się czegoś dowiedział, a tak z obu nici.
Kolejny cios ukrócił rzężenie orka.
Klag rozejrzał się w około czy nikt nie był świadkiem brutalnej sceny po czym podniósł upuszczoną fajkę, pyknął sobie i zaczął się zastanawiać co teraz...
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-25, 17:09   

Klag pyknął znów swą fajkę i przesunął palcami po nowej bruździe która była przed śmiertelnym "podarunkiem" od orka. Nie poczuł krwi... Nie była zbyt głęboka. W myślach dziękował pasjom za swoja twarda skore.

Jego uwaga powróciła do zwłok orka.. pyknął ponownie i powoli kucnął przy ciele.
"Kim byleś zakapiorze... i jak długo mnie śledziłeś?" pomyślał gdy przyglądał sie orkowi.

Jego ręce dość niezdarnie zaczęły przeszukiwać zwłoki szukając czegokolwiek co dałoby odpowiedz na to pytanie.

Klag westchnął i puścił kolejny kłąb śmierdzącego dymu z ust. Miał swoje podejrzenia. Wiedział ze nie mógł to być zwykły napad... bo kto mający choć troche oleju w głowie rzuca sie na 2 metrowego Obsydianina z toporem w reku?

"Spotkałem już paru takich" pomyślał "Orki wpadające w ten ich szał... jak oni to zwą.. Gahad?" Ale to nie było to. Wiedział jak rozpoznać ten atak... Nie jedna bliznę kosztowała go ta lekcja.

Mógł za nim iść od początku ale od razu odrzucił ten pomysł... z natury był uważny.. tego wymagała jego praca. Za brak ostrożności można słono zapłacić.

"A ten tu był wyjątkowym amatorem... nie mógłby mnie tak długo śledzić." Pyknął swa fajkę ponownie w pewnej zadumie. "To musi być ktoś stad..."

Nagle podniósł znad ciała coś brzęczącego i uśmiechnął sie dość ponuro... "Sakiewka, lekka dość... cóż tobie już potrzeba nie będzie." I schował ja do swojej sakwy.

"Może ktoś stara sie mnie sprawdzić...? Albo obrazić.. wysyłając kogoś takiego. Kto cię wysłał?" Pomyślał i pyknął znowu swa fajkę.

W ręce trzymał już wszytko co znalazł przy orku... nie było tego wiele. Przyjrzał sie tym śmieciom.
Ostatnio zmieniony przez Dzik 2008-01-25, 17:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-25, 19:51   

W ręce trzymał już wszytko co znalazł przy orku... nie było tego wiele. Przyjrzał sie tym śmieciom. Wyciągnięty zza pasa sztylet powiedział mu, że ork był pewnie jakimś oprychem, bądź złodziejaszkiem. Nędzny ubiór świadczył raczej za tym pierwszym. Zawartość sakiewki dawała do zrozumienia, ze dostał zaliczkę całkiem niedawno, nie zdążył jej jeszcze wydać. Jedyną rzeczą jaka go zainteresowała był żeton z wizerunkiem Pasji Astendar. Klag szybko skojarzył, że jest to waluta z sali gier Ognia Astendar. Chowając topór skierował swe kroki w stronę alei Kupców, przy której położona była ta gospoda. Denat albo był bywalcem tej karczmy, albo ktoś kto tam bywał znał go. Tak czy inaczej był to jedyny ślad. Warto rzucić okiem

Bigta Beszeb zebrał ze stołu żetony uśmiechając się szeroko, szczęscie dzisiaj mu dopisywało ale zbyt wysoka wygrana mogłaby narazić go na jakiś niechciany napad. Postanowił wydać od razu część zysku. Wszedł z piwnicy na parter i rozejrzał się. Zgiełk był tu znacznie większy niż na dole. Na scenie tańczyła właśnie Karelia. Młoda elfka wyginała się ponętnie, co wywoływało okrzyki podniecenia z ust podstarzałej części klienteli.
"Swoje zbierze" - pomyślał młody człowiek, siadając przy stoliku położonym nieco dalej od sceny. Rozejrzał się po przybytku noszącym nazwę Ogień Astendar. Potężny piętrowy gmach krył w sobie wiele tajemnic. Przyciągał rozmaitą klientelę, poczynając od znudzonych swymi żonami kupców, przez młodzieńców chcących popodglądać tancerki do podejrzanych typów. "Takich jak ja" - uśmiechnął się w myślach do siebie.
- Przynieś mi butelkę tego Rugariańskiego wina Ali - rzucił do kelnerki, która sprytnie uwijała się między klientami - a jak się szybko obrobisz, to i napiwek będzie, dzisiaj jest mój dzień - mrugnął do niej okiem.

Patrzył jak ludzka dziewczyna przemyka między stolikami i ten widok przyniósł mu na myśl łódź kołyszącą się na falach. Myśl ta rozluźniła go. Stać za sterem smukłego żaglowca no chociaż barki... Ech. Westchnął. Rzucił okiem na potężnego obsydianina, który właśnie wszedł do gospody. Jego uwagę przykuł wielki topór sterczący u boku obsydianina.
"Pewnie nowy. Jeszcze mu strażnicy nie wyperswadowali noszenia takich rzeczy luzem". Czekał na wino zastanawiając się, która dziewczyna będzie dzisiaj jego.
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-26, 16:17   

Klag otworzyl drzwi Ognia Astendara i nagle uderzyla go aura zapachow owego miejsca i tloku w nim jak i glosna muzyka akompaniujaca tancerkom... Jego twarz skrzywila sie w grymasie podirytowania a nawet bolu.

Powoli wszedl do srodka, stanal w dzwiach i rozejrzal sie po przybytku. Obsydianin z duzym toporem w dzwiach zwracal uwage nawet w takim miejscu. Wiedzial o tym. Przez sekunde nawet przykul uwage staruchow i mlodzikow sliniacych sie na elfke.

"Nie bede musial dlugo szukac" pomyslal i zasmial sie w duchu.

Ruszyl w strone szynkwasu nie musial sie nawet przedzierac przez tlum... ludzie instynktownie rozchodzili sie nie chcac byc zdepnietym przez taka mase. Zatrzymal sie przy szynkwasie i zerknal w strone karczmarza ktory sie wlasnie uwijal przy tak licznej klienteli.
Rzucil kilka miedziakow... "Mocne.. krasnoludzkie i niechrzczone" rzucil. I po chwili stal przed nim pelen "kufel". Wzial lyk i oparl sie o szynkwas.. rozglodajac sie po karczmie.

Znal to miejsce. Byl tu raz lub dwa. Nigdy jednak sam. Zawsze byla jakas robota.

Elfka tanczyla w rytm muzyki, innym sie to podobalo.. on tego nie rozumial. Muzyka go irytowala... a glosna nawet bolala.. przytknal reke do membrany ucha i westchnal.

"Cholerna rana" wymamrotal nerwowo swym basem. Glupi elf wiedzial gdzie go trafic.

On tez go dopadl... I z krzykow wywnioskowac mozna ze jego to bardziej bolalo.

Siegnal do sakwy i wyciagnal fajke.. nabil ja i zapalil. Chmurka smierdzacego dymu opuscila jego usta i poczul sie troche bardziej zrelaksowany. Wspomnienia plynely struga przez jego swiadomosc... Wypil lyk piwa... bylo mocne i niezbyt ochrzczone.. karczmarz wiedzial komu co dac... a jego oczy wedrowaly po sali szukajac znajomych twarzy... lub zbyt ciekawskich oczu.
 
 
 
birchie 
Uczeń IV Kręgu
Metal Fist Shaman


Wiek: 35
Dołączył: 23 Mar 2007
Posty: 94
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-26, 18:29   

...Skinieniem głowy i szerokim uśmiechem podziękowal kelnerce za kufel pełen malo klarownego plynu. Niemal podswiadomie rzucił jakąś uwagę pod jej adresem, wywołując kokieteryjny śmiech (juz dawno przestała sie rumienic slyszac takie rzeczy),cała jego uwaga była juz jednak skupiona na zwalistej postaci kamiennego czlowieka, ktora przed chwileczka stanela przy szynkwasie. Zdanie z natury pragmatycznego Bigty na temat kamiennych ludzi nie było zbyt pochlebne: po prostu nie wiedzieli co dobre w zyciu... Słabo nadawali sie tez na ofiary zlodziejskich zapędow: byli bystrzejsi i szybsi niz mozna by wnioskowac na pierwszy rzut oka, zas o prostym napadzie rabunkowym w ogole nalezalo zapomniec... Stanowili wyzwanie. A krótko mówiąc- on lubił wyzwania...

Obsydianin odwrocil sie, niemrawie rozgladajac po izbie. Bigta przybral znudzony wyraz twarzy. Nie uciekal wzrokiem w obawie bycia zauwazonym. Tak robili amatorzy, wywolujac skutek zupelnie przeciwny do zamierzonego. Ofiara zawsze wiedziala, ze cos jest na rzeczy... Ich spojrzenia spotkaly sie na moment: "fale...spokone fale... " - Bigta przywolal w myslach najbardziej uspokajajacy go widok...To pozwalalo mu zawsze odciac sie od emocji i gwarantowalo pewną rękę w kazdej wytuacji...Wytrzymal spojrzenie złotawych oczu, emanujac wprost spokojem i znudzeniem wlasciwym dla wielokrotnego bywalca przybytku, ktory widzial juz tak wiele,ze nic nie bylo go w stanie nie tylko zaskoczyc, ale nawet zainteresowac... W miedzyczasie, opierajac sie na wielkosci i sposobie w jaki zwisala przy pasie olbrzyma, zdazyl juz ocenic zawartosc sakiewki na jakies 150..moze 200 sztuk srebra... potrzebował tylko...tylko... chwiilkii zaamieeszaaniaa..

A tymczasem "chwilka zamieszania" wlasnie wchodzila do Ognia Astendar... Tarqa, szef miejscowej bandy,razem z dwoma przytepawymi orkami pojawil sie w drzwiach... Normalnie Bigta wolalby uniknac z nimi spotkania,jako ze wisial tym przegrancom calkiem sporo brzęku, tym razem jednak postanowil upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Wstał i ruszyl w kierunku nowo przybyłych. W jego głowie kiełkowal juz plan...
_________________
Szaman wali pozytywem w twarz agresora... pozytywne fluidy...
Ostatnio zmieniony przez birchie 2008-01-26, 18:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-27, 00:27   

Karelia wbiegła do garderoby. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. W dłoniach trzymała pokaźny napiwek. Jeszcze nie zdążyła przeliczyć, ale dawno już nie było tego tyle.
- Illayah dzisiaj mają głębokie kieszenie, korzystaj ile wlezie.
- Wiesz że to nie dla pieniędzy tam wychodzę. To taniec, on mnie tak pociąga. - odpowiedziała starsza elfka.
- Ale jak uzbierasz to się stąd wyrwiesz do Starego miasta - Karelia ściszyła głos - słyszałam, że tam dają napiwki w złocie.
Illayah zaśmiała się.
- Masz za długie uszy, uwiń się dobrze to sobie przygruchasz jakiegoś kupca i będziesz żyć w dostatku.
- Wolę Theran, oni są tacy przystojni i mają takie możliwości.
- No i jakie kieszenie... - wtrąciła Ilayah
- Illayah na scenę! Już się niecierpliwią - głos należał do Kalandira, elfa, który był właścicielem przybytku. Miał na wszystko baczenie, przez co wiecznie nie miał czasu na nic poza tą swoją gospodą.
- No idź już owiń ich wokół palca - zaśmiała się Karalia, upychając srebrniki w gustownej sakiewce z barwionej koźlej skóry.
Illayah przejrzała się po raz ostatni i ruszyła na scenę.


Klag wypil lyk piwa... bylo mocne i niezbyt ochrzczone.. karczmarz wiedzial komu co dac... a jego oczy wedrowaly po sali szukajac znajomych twarzy... lub zbyt ciekawskich oczu. W gospodzie wciąż było wielu gości, większość z nich go nie obchodziła, jednak ten ciemnowłosy, żylasty człowiek, który się w niego wgapiał był podejrzany. Chwilę zmierzyli się wzrokiem po czym kontynuował przegląd otoczenia. W kącie dostrzegł R'ssaloka, młodego złodziejaszka, który już raz okazał mu się użyteczny. Młody t'skrang kiwnął ogonem witając obsydianina. Klaga zawsze zadziwiał język ciała t'skrangów, podobnie jak ich umiłowanie co wody. Rozumiał je, on odczuwał to samo w stosunko do ziemi, ale podziwiał.

Odwrócił się by zobaczyć trzech zawadiacko wydętych orków. Przywódca skierował wzrok na żylastego człeczynę i rzekł:
- Idziesz mi oddać moje 200 sztuk srebra Beszab?
- Tarqa - zaczął niepewnie Bigta - mam tylko pięćdzie...
Potężny cios w szczękę przerwał mu w pół słowa. Człowiek zatoczył się w kierunku Klaga, robiąc krok więcej niż powinien. Obsydianin wyciągnął rękę i zatrzymał go. Bigta obrócił głowę i wyszeptał:
- Dzięki. - zgrabnie odcinając pękatą sakiewkę.
- Oddasz mi teraz albo nie ujrzysz już słońca. Zetrę cię na proch - kontynuował wściekły ork.
- Spokojnie Tarqa - Bigta otarł usta. - Chodźmy do loży.Nie będziesz stratny.
- Prowadź i żadnych cyrków. Chłopaki czuwają.

Mistrz Tajemnic przeglądał starożytne księgi. Szukał w nich wskazówek potrzebnych do magicznego rytuału. Moze będzie się musiał spieszyć, a on bardzo tego nie lubił. Nie lubił wtrącać się w losy maluczkich, ale ostatnio dość często mu się to zdarzało. Na prośbę Władcy Marionetek pomógł jego karłom stworzyć kompendium wiedzy o bestiach Barsawii. Ostatnio musiał uaktywnić jednego ze swych nielicznych, acz elitarnych agentów, a teraz jeszcze ten rytuał. Impertynenci zdecydowanie zaczynali go irytować. Bedzie trzeba z nimi coś zrobić.

Generał Ilfaralek jeszcze nie spał. Przeglądał mapy i notatki szpiegów tyczące południowej Barsawii, a także raporty od sympatyzujących z Therą t'skrangów z domu K'tenshin. Akarenti szukał odpowiedniego miejsca. Musiał też pokierować odpowiednio wydarzeniami, by nakłonić K'tenshinów do współpracy. Trzeba będzie wydusić fundusze od Patracheusa. Cel był jednak szczytny. Otrzymał pismo od samego Najwyższego Gubernatora, więc misja była priorytetem. Patracheus raczej nie robił problemów, jeśli nie podejrzewał działań skierowanych przeciw sobie. Tym razem jednak nawet gdyby miał coś przeciwko i tak nie mógł oponować. Inaczej stawiałby swoje życie na szali. Ilfaralek przywołał sekretarza...
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 01:28   

Klag zatrzymal upadajacego czlowieka tuz przed soba... z lekkim poirytowaniem dmuchnal dymem w jego twarz gdy ten sie obrocil i pchnal go do przodu. Nie podobal mu sie... "Idiota" pomyslal przysluchujac sie rozmowie orka i czlowieka.

Wzial kolejny łyk swojego piwa patrzac jak ta cala zgraja znika w lozy.
" Tacy jak on dlugo nie zyja. A ten najwyrazniej lubi ryzyko..."

Wzruszyl ramionami i jego uwaga skierowala sie na scene skad nadbiegl dosc wyrazny glos -sadzac po dzwiecznosci elficki zapowiadajacy kolejna tancerke.

"Panie i Panowie! Stali bywalcy i nasi nowi drodzy goscie! Oto wystep na ktory wszyscy czekaliscie! Slyszeliscie o niej bo kto nie slyszal! Slawna na cala There i Barsawie cudowna i hipnotyzujaca, magiczna duma Ognia Astendara! Illayah!" Glos skonczyl a karczma wybuchla oklaskami i krzykami zadowolenia a na scene weszla ona...

Klag chwycil sie za lewa strone swojej glowy.. bol spowodowany halasem byl ostry jakby ktos wlozyl kij z gwozdziami gleboko w jego ucho. Syknal podirytowany i zamknal oczy potrzasajac glowa przez chwle.

"Cholera!" synkal gdy gwar i gwizdy powoli ucichly... zaczynal sie wystep. Wszyscy nagle uciszyli sie i w skupieniu obserwowali elfke... muzyka grala i nie przerywal juz nikt, tylko mlodziki gwizdaly od czasu do czasu.

Klag otworzyl oczy i wyprostowal sie.. westchnal i pyknal ze swojej jeszcze tlacej sie fajki. Uspokoilo go to troche... a jego oczy powedrowaly do mlodego t'skranga

"Jak o mial na imie? R...Rss.. R'ssaloka czy jakos tak... " Chwycil swoj kufel i postanowil powedrowac w jego strone. "Pewnie sie orientuje w najnowszych plotach... bedzie od czego zaczac"

Przeszedl przez tlum... Zaslaniajac tym i owym widok... neiktorzy probowali cos powiedziec, ale nikt nie odwazyl sie na nic wiecej niz szept. Elfka zachecajaco i kusicielsko krecila swoimi biodrami do sliniacego sie tlumu w rytm muzyki ktora... wydawala sie stworzona dla niej. Nawet Klag musial przyznac ze miala "cos" w sobie. To nie byl zwykly taniec... to byla sztuka.

Dotarl do stolika T'skranga i usiadl kolo niego... mlody jaszczur wpatrywal sie w elfke. Klag usmiechnal sie do siebie i tez zerknal... " Magia... czy sztuka?" Spytal... raczej retorycznie i pyknal swa fajke w zadumie obserwujac taniec.
Ostatnio zmieniony przez Dzik 2008-01-27, 01:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
birchie 
Uczeń IV Kręgu
Metal Fist Shaman


Wiek: 35
Dołączył: 23 Mar 2007
Posty: 94
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 02:19   

Usiedli w lozy przy niewielkim stoliku rzezbionym w poplatane motywy roslinne... "fale i bryza"-pomyslal Bigta, po czym zdobyl sie na nieco wymuszony usmiech...Wysypal zawartosc sakiweki na stol i pchnal w strone orka... "To na dobry poczatek..."-(wściekle spojrzenie orka)-"Oddalbym wszystko,ale zrozum,ze nie moge... Widzisz tego tam?" - obrocil glowe i podbrodkiem wskazal obsydianina torujacego sobie wlasnie droge wsrod klienteli- "to jego brzęk...Szukal,psia jego mac, kogos dobrego w cichej robocie, no i padlo na mnie, ma sie rozumiec :mrgreen: ja do niego od razu: potrzebuje brzęku...Jest brzęk-jest robota...No bo wisze gosciowi, ktory rzadzi tym rejonem i nie chce z nim zadzierac ...Ale kamiennoglowy sie uparl, ze niby reszta potem, bo zywoglaz nie pozwala... Nic to,mysle, moze nie zrozumial jakie tu sa uklady, wiec jeszcze raz powoli mu rzekę... On na to: nie, bo zywoglaz...jade z nawijka,ale on ciagla zywoglaz i zywoglaz... No i nic brachu nie poradzisz..." (tu Bigta przybral zbolala mine,w stylu "sila wyzsza,sam rozumiesz")...

-"Sluchaj gnojku!" - orkowi zaczynaly puszczac nerwy-"Mam to gdzies...Dawa brzęk,albo wyr-"
-"ale jego zywoglaz..."-wtracil sie Bigta
-"Nie obchodfzi mnie...Chce moje sre-"
-"Wiem,ale jego zywoglaz..."...

Klag dotarl do stolika T'skranga i usiadl kolo niego... mlody jaszczur wpatrywal sie w elfke. Klag usmiechnal sie do siebie i tez zerknal... " Magia... czy sztuka?" Spytal... raczej retorycznie i pyknal swa fajke w zadumie obserwujac taniec.

"W DUPIE MAM JEGO ZYWOGLAZ,ROZUMIESZ BIGTA!!??!! SRAM NA ZYWOGLAZ I NA TEGO SKURWIELA!!ZRESZTA KTO GO TU WPUSCIL :-/ ?? "- nieoczekiwany ryk orka wpadajacego w gahad wstrzasnal przybytkiem

...glowy wszystkich zwrocily sie w kierunku lozy... Nawet powabna elfka wybita zostala z rytmu i zamarla w dosc wydumanej pozie...A nie byla przeciez ona osoba na ktorej uslyszane slowa wywarly najwieksze wrazenie...
_________________
Szaman wali pozytywem w twarz agresora... pozytywne fluidy...
Ostatnio zmieniony przez birchie 2008-01-27, 02:47, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 03:51   

Nieoczekiwany ryk orka wpadajacego w gahad wstrzasnal przybytkiem

...glowy wszystkich zwrocily sie w kierunku lozy... Nawet powabna elfka wybita zostala z rytmu i zamarla w dosc wydumanej pozie...A nie byla przeciez ona osoba na ktorej uslyszane slowa wywarly najwieksze wrazenie...

Uwaga Klaga skupila sie na lozy. Powoli wyciagnal z ust fajke i uderzyl nia pare razy o stol by wyrzucic z niej reszte ziela. Po sali rozlegl sie szept... muzyka dawno ucichla a oczy tych, co spodziewali sie co nastapi skupily sie na nim.

Klag schowal fajke.. i powoli, majesetatycznie wstal. Powolnym lecz systematycznym krokiem torowal sobie droge do lozy przez srodek sali. Teraz juz wszytkie oczy skierowane byly na niego.Czul to ale nie obchodzilo go to. Szept zmienil sie w wrzawe wymieszana z dzwiekiem jego powolnych krokow oraz krzesel.. odsowanych z jego drogi.

Kto obyl sie w swiecie i widzial juz niejedno wie, ze Obsydianie to z natury spokojna rasa. Kraza wprost legendy o ich spokoju i cierpliwosci. Ale sa tez inne legendy...
Obrazic obsydianina to jak ruszyc skałe o jego wadze. Wiekszosc obelg traktuja oni jak zart a tego co probuje ich obrazic z poblazaniem. Ale kazda skale mozna ruszyc za pomoca odpowiedniej dzwigni... Obrazic zywoglaz obsydianina to wlasnie taka dzwignia.

Ta zniewaga musiala byc wyjasniona... jak najszybciej. Dzialanie Klaga bylo wprost instynktowne.

Niedlugo tez trwalo zanim stanal w dzwiach lozy... jego reka spoczela na toporze a swiecace , wsciekle zloto-zolte oczy spogladaly na tam zebranych...

"Ktory to powiedzial..." Powiedzial Klag spokojnym basowym - lecz niosacym obietnice bolu jesli odpowiedz nie nastapi nagle- glosem.
 
 
 
Bibi 
Nowicjusz

Wiek: 37
Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 4
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-27, 10:44   

W gospodzie rozległ się głos Kalandira:
"Panie i Panowie! Stali bywalcy i nasi nowi drodzy goście! Oto występ, na który wszyscy czekaliście! Słyszeliście o niej, bo kto nie słyszał! Sławna na całą Therę i Barsawię, cudowna i hipnotyzująca, magiczna duma Ognia Astendara! Illayah!" Głos skończył, a karczma wybuchła oklaskami i krzykami zadowolenia, a na scenę weszła ona...

... jej posuwisty krok i kołysanie bioder spowite w prześwitującą spódnicę, sprawiło, że zapadła cisza. Illayah usłyszała pierwsze nuty muzyki, lekko przymknęła oczy i wprowadziła swoje ciało w ruch. Najpierw powoli i leniwie niczym kot, prężąc się i wyginając, a później zaczęła wirować coraz szybciej, coraz bardziej agresywnie i wyzywająco. Z pełną świadomością tańczyła i odsłaniała kilka tajników swojego ciała, jej nagi brzuch i piersi, przesłonięte błękitną szarfą wirującą w jej rękach budziła zachwyt w oczach przyglądających się występowi.

Ale dla elfiej kobiety to nie był zwykły taniec, wyobrażała sobie, że to była walka z wrogiem, a szarfa w jej ręku to długi, smukły miecz, którym walczy. Jednak jej uwaga zwrócona była również na osobników znajdujących się w gospodzie. Kiedy muzyka zaczęła być już bardzo natarczywa, a Illayah gotowa była do swojego popisowego numeru, aby zebrać kilka sztuk srebra, nieoczekiwany ryk orka wstrząsnął przybytkiem, a głowy wszystkich zwróciły się w kierunku loży... Nawet powabna elfka została wybita z rytmu i zamarła w dość wydumanej pozie, a nie była przecież osobą na której usłyszane słowa wywarły największe wrażenie...

Tak naprawdę spodziewała się tego rozpoznając kilku osobników, jednak nie mogła zdradzić czym się zajmuje. Illayah pospiesznie rzuciła na siebie zaklęcie chroniące i czekała na rozwój wypadków. Z wielka chęcią skoczyłaby w wir nadchodzącej walki, jednak brak oręża i rozsądek ostudził jej zapał, więc pozostała na swoim miejscu, czekając na rozwój wypadków.
Ostatnio zmieniony przez Bibi 2008-01-27, 10:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-27, 13:22   

Dotarl do stolika T'skranga i usiadl kolo niego... mlody jaszczur wpatrywal sie w elfke. Klag usmiechnal sie do siebie i tez zerknal... " Magia... czy sztuka?" Spytal... raczej retorycznie i pyknal swa fajke w zadumie obserwujac taniec.
- A jaka to rósssznicia? Ważne że ma się ją ochotę pobujać psszez pół nocy. - zaśmiał się obskurnie młody t'skrang.
- Pobujać? - zdziwił się Klag
- No wiesz pochędożyć ździebko - weseliła go obsydiańska niewiedza.
Klag zawsze podziwiał rytuały godowe pozostałych ras. Wyłaniający się z żywogłazu obsydianie nie odczuwali potrzeby zblizenia fizycznego.

- W DUPIE MAM JEGO ZYWOGLAZ,ROZUMIESZ BIGTA!!??!! SRAM NA ZYWOGLAZ I NA TEGO SKURWIELA!!ZRESZTA KTO GO TU WPUSCIL ?? "- nieoczekiwany ryk orka wpadajacego w gahad wstrzasnal przybytkiem. Sala zamarła. Nawet Illayah wyprostowała się, wymamrotała jakieś zaklęci i gotowała się do skoku.
W Klagu wzbierała lawina, wstał i udał się w kierunku trzech orków i człowieka.

Kalandir skinął na Puga. Dzisięciolatek wiedział co ma robić. Wyskoczył z karczmy jak z procy i biegiem udał się w kierunku koszar straży. Spojrzał na Łamignata. Troll wykidajło właśnie sprawdzał czy miecz wysuwa się z pochwy. Z Sal gier wychodzili właśnie Morak i Kardak, krasnoludzcy bracia, którzy pomagali Łamignatowi. Mogł już więc ruszać.

Obsydianin stanal w dzwiach lozy... jego reka spoczela na toporze a swiecace , wsciekle zloto-zolte oczy spogladaly na tam zebranych...
- Ktory to powiedzial... - Powiedzial Klag spokojnym basowym - lecz niosacym obietnice bolu jesli odpowiedz nie nastapi nagle - glosem.
Tarqa przerwał w pół zdania, oglądając się przez ramię na przybysza. Bigta wykorzystał moment, by przesunąć się nieco w kierunku wyjścia.
- Zaraz się tobą zajmę skalniaku. - ork odwrócił się w stronę Bigty, łapiąc go za frak. - masz czas do jutra buunda albo roszszarpią cię czakty. - pchnął Bigtę w stronę drzwi. Człowiek znów zatoczył się na obsydianina.
- Masz jakiś problem wielka mordo?! Życie ci się nudzi?? Czy zgubiłeś tu coś!?
Dwa przydupasy Tarqi sięgały po broń.

Bigta zatrzymał się mimowoli, chcąc obejrzeć widowisko lecz poczuł uchwyt rąk na koszuli. Został mocno szarpnięty w tył. Odruchowo wywinął się i przewrócił pociągając za sobą napastnika i sięgając ręką po sztylet ukryty w bucie. Zobaczył nad sobą zdziwioną twarz kelnerki. Oczy Ali wpatrywały się w niego z troską i złością zarazem.
- Znowuś się w coś wplątał!
Bigta zaczął się podnosić...

Illayah patrzyła jak Łamignat i Kalandir wchodzą do loży a za nimi drepczą bracia.
"Zaraz się powinno uspokoić". Spojrzała na muzyków. Nie byli raczej zainteresowani jej występem, więc schowała swe wdzięki schodząc ze sceny do garderoby. Minęła Karelię ciekawsko wyglądającą zza kotary oddzielającej zaplecze od sceny.
- Ale akcja - młoda była wyraźnie podniecona.
- Nic nie będzie - odrzekła jej spokojna Illayah. - Tarqa dostaje swoją działkę, wiesz jaki on jest chciwy, przełknie to swoje gahad.

Napięcie w loży stawało się nie do zniesienia...

Biała dama patrzyła na zgrabne ciało jej therańskiego kochanka. Właśnie szykował się do wyjścia po wycieńczającym miłosnym maratonie. Odwrócił się i musnął palcami jej udo. Usmiechnęła się do niego. Musiała się uśmiechnąć. Wstał ubrał się i wyszedł, a ona padła na piękne mahoniowe łoże. "Już niedługo. Wytrzymam." - pomyślała.

Uhl Denairastas niespokojnie kręcił się na swym fotelu. Coś się zbliżało. Czuł to w powietrzu. Coś wielkiego. Będzie musiał spotkać się ze swym najważniejszym doradcą. "Doradcą" - zaśmiał się w myślach. Sam nei był pewien kto tu kogo wykorzystuje. Spotkania z nim były jak nieustająca bezkrawa walka dwóch potężnych umysłów. Mimo przewagi Wyrzutka, nie ustępował mu. Nie miał zamiaru mu ustąpić.
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 15:45   

Klag dobrze wiedzial co zaraz nastapi. Znal te karczme i znal tez wykidajla. Wiedzial ze nie ma za duzo czasu. Slyszal juz kroki zbierajacej sie bandy ktora ma ten caly bajzel uspokoic.

Wzial gleboki oddech... jego skora nagle,w mgnieniu oka zmienila kolor... tu i uwdzie pojawily sie brazowe grudy. Ten talent nie raz uratowal mu zycie.

Tarqa przerwał w pół zdania, oglądając się przez ramię na przybysza. Bigta wykorzystał moment, by przesunąć się nieco w kierunku wyjścia.
- Zaraz się tobą zajmę skalniaku. - ork odwrócił się w stronę Bigty, łapiąc go za frak. - masz czas do jutra buunda albo roszszarpią cię czakty. - pchnął Bigtę w stronę drzwi. Człowiek znów zatoczył się na obsydianina.
- Masz jakiś problem wielka mordo?! Życie ci się nudzi?? Czy zgubiłeś tu coś!?
Dwa przydupasy Tarqi sięgały po broń.

Klag bez sekundy zastanowienia wykorzystal ten moment. Loza nie byla za duza wiec machanie toporem nie wchodzilo w rachube. Skoczyl,nagle i tak szybko ze dwaj orkowi straznicy zamarli ze zdziwienia. Jego wielkie kamienne piesci uderzyly z impetem na jednego z nich posylajac go w powietrze zanim zdazyl cokolwiek powiedziec w strone drugiego, ktory instynktownie probowal odskoczyc od zagrozenia - tyle ze w lozy nie bylo zbtnio gdzie. Orkowy straznik przetoczyl sie przez stol ladujac dosc niezdarnie na ziemi po drugiej stronie.

"Jeden.." pomyslal Klag spogladajac na pozostalych dwoch.

Tarq byl juz na nogach, z wyciagnieta bronia przygladal sie Klagowi z wsciekloscia w oczach

Szybko spojzal na swojego straznika gdy ten podnosil sie z ziemi po swoim "salcie" na stole.
"Na co ty cholera czekasz!!! Zabij tego skalniaka! Za co ci place!?" Ork lekko wstrzasniety dobyl miecza i spojzal na obsydianina.

Klag nie czekal dlugo i gdy Tarq odwrocil swa uwage skoczyl ponownie. Nie minela chwilka a trzymal orka za gardlo w swym kamiennym uscisku. Jego oczy palily sie jak dwa ognie gdy lekko podnoscil orka. Ten rzucil miecz i charczal patrzac na Klaga wsciekle przerazonymi oczyma probujac wyrwac sie z jego uscisku kopal i bil obsydianina. Orkowy straznik cofnal sie o krok do wyjscia z lozy.. gdzie wlasnie wchodzil Lamignat.

Cofajacy sie ork uderzyl w Lamignata... odwrocil sie i zobaczyl jego piesc ktora poslala go w drugi kat lozy.

Obsydianski uscisk powoli dusil orka. Klag spojzal na wejscie do lozy i parsknal a potem zwrozil sie do Tarqa:

" Cos ty powiedzial hmm? Nie wiesz ze takie slowa moga przyspieszyc twe odejscie z tego swiata co?!"

Ork charczal , dusil sie, kopal i bil obsydianina panicznie ale nic nie wzruszalo skaly... Obsydianin poluznil uscisk dajac mu odetchnac...

Tarq nabral powietrza w pluca.. i zaczal skamlec..." Nie.. nie rozumiesz! to nie mm...moja w..wina! " Wykrztusil z siebie... "To Bigta! To.. to on mnie podpuscil! "

Lamignat wszedl do srodka wraz z krasnludami. Ustawiali sie powoli by zapanowac nad sytuacja. W ich rekach blyszczala juz bron..."Puszczaj go!" Powiedzial jeden z krasnoludow. "Dosc juz dzis narozrabiales.." Powiedzial drugi. Klag zerknal na nich a potem znow na orka.

"Nigdy wiecej tak nie mow... " Powiedzial obsydianin dosc spokojnie po czym rzucil Tarqa na ziemie az pod same wejscie do lozy... Stal w miejscu i ogladajac sie na wykdajla... czekal na ich ruch.

Tarq kaszlal i krztusil sie lezac na ziemi pod stopami Kalandira.
Ostatnio zmieniony przez Dzik 2008-01-27, 16:30, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-27, 16:56   

Kalandir ogarnął spojrzeniem ten burdel. Łamignat i bracia czekali tylko na słowo, zwłaszcza podchmielone krasnoludy były chętne obić komuś ryja. Elf spojrzał na leżacego pod jego stopami orka.
- Tarqa ty skurwysynu jak się umawialiśmy? Żadnych interesów pod moim dachem. Jeszcze jeden taki wybryk i sie rozzłoszczę. A teraz bierz tych ćwoków i spierdalaj! - Morak chwycił orka i wytargał go z loży. Za nimi posłusznie wyszły pozostałe orki, rzucając wściekłe spojrzenia w stronę obsydianina.
- A co do ciebie przyjacielu - głos elfa zmienił się w słodki i uprzejmy - koszt naprawy stołu i foltela zniszczonego tym strażnikiem to 25 sztuk srebra, plus pietnaście opłaty rozjemczej, razem 40 sztuk srebra. Uiszczone teraz czy przy wyjściu? Bo nie wiem co powiedzieć tym uprzejmym strażnikom miejskim, którzy niechybnie się tu zaraz pojawią - wymuszony uśmiech miał w sobie wiele złośliwości.
Klag właśnie się opanowywał. - Zapłacę przy wyjsciu. A teraz czy mógłbym zostać sam?
- Ależ oczywiście wielmożny panie. - Elf ukłonił się w pas, zasłaniając uśmiech. - Miej oko na niego - szepnął przechodząc obok Łamignata.

Wszyscy wyszli i Klag ocenił zniszczenia. Były warte góra 15 sztuk srebra, ale to nie było istotne. Chciał jeszcze zostać w gospodzie bo w uszach dźwięczały mu słowa Tarqi: "To Bigta! to.. to on mnie podpuscił! "
No i nie dokończył rozmowy z R'ssalokiem...

Illayah starła puder z twarzy, wymyła się i przebrała. Wyszła z garderoby i skierowała się do swego pokoju. Nie miała już sił na myślenie. Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Zrobiła dwa kroki po czym odwróciła się dostrzegając ukradkowy ruch. Na fotelu siedział Tariel. Elf uśmiechnął się nieznacznie do Ilayah. Dziewczyna podeszła do lampy i zapaliła ją.
- Co cię do mnie sprowadza Tarielu?
- Obowiązki, mała, obowiązki.
- Mów - Illayah nie przepadała z tym dandysem, zmuszona była jednak z nim współpracować.
Elf wykonując kilka gestów zaczerpnął nieco energi z przestrzeni astralnej i przesączył ją przez matrycę. Zapanowała nagła cisza. - Mistrz chce wiedzieć co w trawie piszczy. Masz zdobyć jakieś informacje. Jak najszybciej. - skinął głową w stronę Starego miasta.
Elf zastanowił się przez chwilę - Porgl nie żyje. Pomyślałem że będziesz chciała wiedzieć.
- Twoi? - Ilayah była tą, która przebiła się przez maskę orka, wykrywając fakt że jest on jednym z pionków Ilfaraleka.
- Nie. Znaleziono go z głową ledwo zwisającą z karku, odartego z wszystkich przedmiotów. Albo rabunek, albo natrafił na lepszego.
Illayah nie chciała wierzyć w przypadek. To nie był rabunek. Ktoś musiał włączyć się do rozgrywki.
- Może znajdziesz dla mnie chwilę? - Elf wstał, podszedł do dziewczyny i położył jej rękę na biodrze.
Zrzuciła ją ze złością. - Nie dotykaj mnie, jeśli to wszystko to wyjdź już. Przecież nie chcemy być widziani, czyż nie?
- Nie przejmuj się, pomyślą że zadowalasz następnego. W końcu długo pracowałaś na swą reputację - odrzekł rozbawiony Tariel.
- Wyjdź natychmiast!
Elf podniósł ręce w geście niewinności. - Dobrze już dobrze, mój koteczku - po czym ruszył w stronę drzwi.
Illayah siadła na fotelu i rzuciła się w wir rozmyślań.
 
 
birchie 
Uczeń IV Kręgu
Metal Fist Shaman


Wiek: 35
Dołączył: 23 Mar 2007
Posty: 94
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 17:16   

Bigta mrużył lekko oczy za każdym razem gdy potęzne piesci obsydianina trafialy w cel... " no no, psia jego mac!.."- wyszeptal pod nosem...Rychłe wejscie wykidajłów uswiadomilo mu jednak potrzebe szybkiej ewakuacji... Zaczal powoli przemieszczac sie bokiem ku wyjsciu. Gdy Tarqa upadl na ziemie, Bigta wlasnie mijal Kardaka, kierujac sie ku drzwiom wejsciowym lokalu...Korzystajac z faktu,ze wszyscy wciaz gapili sie na loze, napil sie po drodze z kielicha jednego z gapiow... "Jakie to szczescie, nie byc taka kupa kamienia, ktora wszedzie zwraca na siebie uwage", pomyslal opuszczajac lokal, po czym zderzyl sie z mundurem strazy miejskiej,wypelnionym kto wie czy nie kamieniami wlasnie...Tak przynajmniej odczul to Skawianin...
_________________
Szaman wali pozytywem w twarz agresora... pozytywne fluidy...
Ostatnio zmieniony przez birchie 2008-01-27, 17:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 20:42   

Wszyscy wyszli i Klag ocenił zniszczenia. Były warte góra 15 sztuk srebra, ale to nie było istotne. Chciał jeszcze zostać w gospodzie bo w uszach dźwięczały mu słowa Tarqi: "To Bigta! to.. to on mnie podpuscił! "
No i nie dokończył rozmowy z R'ssalokiem...
Klag westchnal ciezko. Uspokoil wszystkie miesnie... rosprostowal sie troche.
Nie mial sobie za zle tej sytuacji. Sa takie wypadki ze, spawy musza zostac wyprostowane. A to byl jeden z nich.

"Bigta... " pomyslal. "Zapamietam sobie."
Rozejrzal sie naokolo jeszcze raz... byl juz sam w lozy. Najwyrazniej Elf nie zorganizowal jeszcze sprzatania..
Nagle zauwazyl cos blyszczacego na ziemi wsrod resztek stolu. Pochylil sie i podniosl srebrna monete... a obok niej lezala jego sakiewka.. przecieta...odruchowo siegnal do swojego pasa. Wisial tam odciety kawalek jego sakiewki.
"O zesz.. co za ***!" Rzucil. "Wedy jak na mnie wpadk! Ze tez wczesniej nie zauwazylem!" Przeklinal w myslach zbierajac czesc monet z podlogi.
Wstal i zobaczyl jak do lozy chodzi jedna z kelnerek. Stanela jak wryta i usmiechnela sie troche wystaszona. Klag schowal sakiweke za pas i ruszyl w strone drzwi...
"Dzis masz dobra noc..." powiedzial do niej przechodzac obok.
Wyszedl powolnym i ciezkim krokiem z lozy.
Kelnerka spojrzala na balagan w lozy i pokrecila glowa..."ehhh chyba jednak nie."

Sytuacja w karczmie sie uspokoila... Wrzawa powrocila a muzyka znow zaczynala sie rozkrecac. Czesc dyskutowala o tym co sie stalo... czesc sie smiala, a Klag wiedzial ze wiesci sie szybko rozniasa i jutro kazdy w okolicy bedzie juz wiedzial o Obsydianinie z wielkim toporem i orkach w Oginiu Astendara.
"Robie za duzo halasu" Stwierdzil. "Ale moze to i dobrze... " Trudno nie zwracac uwagi bedac obsydianinem. A Klag wolal jak informacje przychodza do niego niz szukac je samemu.
Przeczuwal tez ze z Tarqiem tez jeszcze sie spotka...

Rozejrzal sie w poszukiwaniu Bigta... Czlowiek mignal mu przy dzwiach... By zaraz potem zostac wepchnietym do srodka przez straznikow, ktorzy najwyraznij nie byli zadowoleni.
Spokojnym krokiem Klag ruszyl w strone stolika T'skranga, siadl przy R'ssalokiem ktory rzucil mu rozbawione spojrzenie i parsknal smiechem.
"Ales narobil burdy!" wysyczal swym specyficznym glosem t'skrang.
Klag burknal cos pod nosem i wyjal swa fajke... obserwowal co robi straz. Szczegolnie interesowal go czlowiek... ten.. Bigta.

Kalandir podszedl do straznikow i najwyrazniej cos wyjasnial. Bigta probowal "zniknac" i nie zwracac na siebie uwagi ani strazy ani elfa ktory rownie dobrze mogl wszystko zganic na niego.
Ale obsydianin mial na niego oko.
Zapalil swoja fajke i pyknal smuge smierdzacego dymu w twarz t'skranga ktory wciaz sie smial... Ten zakrztusil sie.
"Hej! Wez to smierdzace gowno! Nie dmuchaj mi tym w twarz do cholery!" Powiedzial wymachujac rekami i ogonem by pozbyc sie smrodu.
Klag usmiechnal sie szyderczo." A ty przestan rechotac jak jakas zaba i gadaj kto to jest ten Bigta" i wskazal czlowieka swa fajka.
Ostatnio zmieniony przez mystic 2008-01-27, 21:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
birchie 
Uczeń IV Kręgu
Metal Fist Shaman


Wiek: 35
Dołączył: 23 Mar 2007
Posty: 94
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 21:12   

"Bigta? hshshshs"-zachichotal tskrang -"To drobny kancsiarzsz..Tacssy ssie wszszedzsie zzsnajda...Zazswyczszaj odcina sakiewki amatorom tanca Illayah...Czassem ogrywa ich w kosscsi...Ale wierz mi-ten drugi ssposob nie jest nawet csiut uczciwszy..hshshs"-tu tskrang lyknal elfickiego wina,siorbiac niemilosiernie.
-"A o co chodzi z tym calym Tarqa?"-wtracil sie obsydianin
-"No nie lubia ssie,hshshs"-<siorb>-"Bigta kiedyss trafil na lepszszego od ssiebie... gosc ogral go prawie do gatek hasshshshs...A ten Bigta, duren ssskonczony, zamiast zrezygnowac- pozyczyl mamone u Tarqi...Splacssa go chyba od roku juzsz..."-<siorrrb>-" Swoja droga po tym dzissiejsszszym numerzsze... Nie wiem czy sama Garlen zna takie sztuczki, cso by Bigte zalatac, kiedy Tarqa go dorwie...Biedna Ali... Widaccs, zsze dziewczyna chcsialaby go wycsiagnac z tego wszystkiego, ale kiep jej nie slucha... Slepy jak krylowiec... "
_________________
Szaman wali pozytywem w twarz agresora... pozytywne fluidy...
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-27, 22:01   

Kalandir podszedl do straznikow, którzy właśnie weszli do karczmy. Wdał się w krótką dyskusję. Bigta zauważył błysk przekazywanych monet. Strażnik obrzucił groźnym wzrokiem towarzystwo, znacznie już zresztą mniejsze, po czym wyszedł...

Bigta probowal "zniknac" i nie zwracac na siebie uwagi ani strazy ani elfa ktory rownie dobrze mogl wszystko zganic na niego.
Ale obsydianin mial na niego oko.
Zapalil swoja fajke i pyknal smuge smierdzacego dymu w twarz t'skranga ktory wciaz sie smial... Ten zakrztusil sie.
"Hej! Wez to smierdzace gowno! Nie dmuchaj mi tym w twarz do cholery!" Powiedzial wymachujac rekami i ogonem by pozbyc sie smrodu.
Klag usmiechnal sie szyderczo." A ty przestan rechotac jak jakas zaba i gadaj kto to jest ten Bigta" i wskazal czlowieka swa fajka.

- Rozrywkowy gość, często tu przesiaduje, lubi pograć na dole w smoki. W sumie równiacha. Kiedyś grałem przeciw niemu, mało co a by mnie orżnął do gołego. A co chcesz odzyskać srebrniki? Dzisiaj już chyba nie dasz rady.
- Sprytny - rzekł z lekkim podziwem Klag, patrząc na miejsce w którym mgnienie oka wcześniej był Bigta.
- No nienajpodlejszy z niego złodziejaszek. - zarechotał jak żaba R'ssalok. - Chcesz wiedzieć coś jeszcze, bo jak nie to zmykam zaznać nieco snu.

Bigta przemykał w cieniu alejki. Miał pełną głowę. Tarqa, Obsydianin i pasje wiedzą kto jeszcze. Musiał to wszystko poukładać. Narazie jednak chciał udać się do swej tajnej kryjówki w zniszczonej dzielnicy. Nie chciał dzisiaj spać u siebie. Nie to żeby się kogokolwiek bał, ale ostrożny złodziej to żywy złodziej...

Illayah leżała na swej świeżutkiej pościeli, wciąż rozmyślając. Powoli odpływała w senny niebyt.

W jednym z domów starego miasta wrzało.
- Jak to Porgl nie żyje kto sobie na to pozwolił? W moim mieście z szyją rozpłataną toporem! Na ulicy! Jak mogliście do tego dopuścić? Imbecyle! Czy ja zawsze muszę robić wszystko za was? - ciemnowłosy elf wydzierał się na trójkę swoich podwładnych.
- Macie go odnaleźć i dowiedzieć się wszystkiego na jego temat. Chcę jutro wiedzieć, jak wygląda, gdzie przesiaduje i kiedy sika!! Rozumiecie barany?!
- Tak jest! - ork, elf i krasnolud odpowiedzieli zgodnie.
- To do roboty! Jazda!
 
 
birchie 
Uczeń IV Kręgu
Metal Fist Shaman


Wiek: 35
Dołączył: 23 Mar 2007
Posty: 94
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-27, 22:29   

Bigta dobiegł do jednego z domow, opuszczonych po pozarze 2 lata temu i przeslizgnal przez szczeline w rumowisku..."W sumie o czym ja przedtem myslalem? Przeciez to Tu jestem u siebie...".. Zza pasa wyjal niewielki, krzywo rzezany krysztal swietlny, ktory po potarciu wierzchem dloni rozświetlil waski ciemny korytarzyk...Sploszona mysz dala nura miedzy kawalki gruzu... Bigta cicho ruszyl przed siebie(w butach nasaczonych esencja powietrza bylo zreszta trudno isc glosno), omijając zmyślny alarm ze sznurka i mnostwa metalowych drobiazgów...po przejsciu jakichs 20 metrow natrafil na chropowata powierzchnie drzwi zbitych z nieoheblowanych desek...Naparl calym cialem na przeszkode, ktora niechetnie ustapila... Oczom Złodzieja ukazalo sie znajome niskie i ciasne pomieszczenie, w rogu ktorego znajdowal sie siennik, przykryty derka... Obok siennika stal krzywy stolik...na stoliczku z kolei mala lampka oliwna... Bigta nasaczyl oliwa kawalek szmaty, po czym skrzesal ogien i zapalil lampke... Cofnal sie i przystanal nasluchujac, a upewniwszy sie,ze nie slyszy zadnych krokow z korytarza,ktorym nadszedl- zamknal drzwi... Nastepnie podszedl w przeciwlegly kat izby i wspinajac sie nieco na sciane sprawdzil,czy klapa zapasowego wyjscia lekko sie otwiera... Wszystko gralo jak nalezy... Ufff...Dobrze poczuc sie w koncu bezpiecznym. Z wyrazna ulga opadl na siennik... Ręka pomacal sciane... Wyjal z niej kamien i siegnal do powstalej dziury.. Jego palce natrafily na sporej wielkosci sakiewke. Z usmiechem na twarzy wyjal ja i i odplatal rzemyk...Zaczerpnal ze srodka pelna garscia, czujac blogosc przepelniajacej go magii dyscypliny... Swiatlo lampki rozpalilo setki roznokolorowych ognikow w jego dloni... Juz dawno mogl opuscic to przeklete miasto. Dlaczego tego dotad nie zrobil? Wmawial sobie,ze to kwestia zysków... "Bzdura!"- krzyczal wewnetrzny glos,a Bigta wstrzasnely dreszcze. Złodziejski dar ulatnial sie z niego jak z nadmuchanego rybiego pecherza, ktorym zwykli sie bawic skawianscy chlopcy... Przeciez byl Złodziejem. Byl sam. Nie moglo byc nikogo innego...
_________________
Szaman wali pozytywem w twarz agresora... pozytywne fluidy...
Ostatnio zmieniony przez birchie 2008-01-28, 17:15, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-28, 00:13   

Klag pyknal stoicko swa fajke. Smuga gestego dymu rozplynela sie w powietrzu. T'skrang dopil to co mial do dopicia... i juz mial sie zbierac na noc. Lokal juz powoli pustoszal, choc byl otwarty cala noc. Stali bywalcy nadal pili ostro, muzyka grala a rozmowy nie cichly.

"Jeszcze jedna sprawa " Powiedzial Klag swym basowym glosem.

"Posspiessszyło mnie. Do jutra..." - t'skrang najwyraźniej dojrzał kogoś lub coś co go tak ponagliło. No cóż, będzie musiał dzisiaj tu zanocować.

Muzyka grala spokojnie.. a tancerki juz dawno spaly, niektore pewnie z klientami :P
Klag wzial lyk krasnoludzkiego piwa ktore jeszcze zostalo... Myslal co dalej zrobic.
Ostatnio zmieniony przez mystic 2008-01-29, 02:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-28, 09:28   

Klag postanowił przenocować tutaj. Miał nadzieję ze zjawi się tu Bigta Beszeb, a on chciał zamienić dwa słowa ze spryciarzem. Fascynował go. Zamówił pokój na jedną noc i udał się na spoczynek w asyście Puga, który co rusz rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku obsydianina.
Ostatnio zmieniony przez mystic 2008-01-28, 16:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-28, 17:05   

Klag wszedl do swojego pokoju i zamknal dzwi. Odetchnal ciezko rozgladajac sie. Pokoj jaki byl taki byl. Na pewno nie zbudowany z mysla o trolach czy obsydianach. Bylo tam nawet lozko z porzadnym nakryciem, choc on nie mial zamiaru tam spac- po co placic za kolejne meble...

Zamknal za soba drzwi. Podszedl do stolika i potarl krysztal swietlny, gustownie rzezbiony na ksztalt plomienia... Pokoj zalala struga baldawego swiatla. Objrzal sciany w zadumie... wisialy na nich obrazy przedstawiajace pasje Astendar w roznych postaciach.

Chwycil koc lezacy na lozku i wzial poduszkopodny zaglowek. Rozlozyl go pod dzwiami i usiadl... opierajac sie na nich i znow westchnal. Swoj topor polozyl tuz obok.

Pyknal swa fajke... w ktorej jeszcze tlil sie ogieniek. Wypuscill chmure dymu ogladajac jak jej ksztalt zmienia sie i rozplywa w powietrzu.

Rozwazal wydarzenia tego dnia. Zbyt czesto sytuacja wymykala mu sie spod kontroli. Nie lubil tego.

-Narobilem halasu, a jutro juz wszyscy beda slyszec o rozrubie w Ogniu. I pewnie znajda tego orka... Jesli jeszcze go nie znalezli.-

Kolejny klab dymu opuscil jego usta... ksztalt zmienial sie, rozplywal by w koncu calkowiecie zniknac w mdlym swietle.

Nie byla to najlepsza robota dla niego. Nie byl jednym z tych co sie skradaja i wbijaja sztylety w plecy komu trzeba. Subtelnosc nie byla w jego naturze... i moze dlatego tu byl? Moze subtelnosc sie nie sprawdzila? Kto wie. Ale czul ze niedlugo znow spotka sie z Tarqiem... jak i pewnie kolejnymi takimi jak ten ork w zaulku. Tm razem bardziej przygotowanym...

-Po nitce do klebka- powiedzial do siebie i zasmial sie.

Niedlugo sie okaze... weschnal i spokojnie wypuscil ostatni klebek dymu. Uderzyl pare razy fajka o podloge wysypujac z niej resztke ziela.

Rozlozyl sie pod dzwiami, zaslaniajac swoim cialem wejscie. Kto ruszy 400 kg? A jak ktos bedzie probowal to on to na pewno poczuje. Stary sposob. Przydal sie nie raz...

Trzeba wypoczac... jutro bedzie jeszcze ciekawiej. Stwierdzil w duchu.
Ostatnio zmieniony przez Dzik 2008-01-28, 17:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Bibi 
Nowicjusz

Wiek: 37
Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 4
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-28, 22:37   

Illayah leżała na swej świeżutkiej pościeli, wciąż rozmyślając. Powoli odpływała w senny niebyt. Jednak podświadomość nie pozwalała jej zasnąć. Jej oczy wpatrzone w deski sufitu nie widziały słoi drewna, lecz obrazy ostatnich wydarzeń.

- Coś zaczyna się dziać, czuję to przez skórę – jednym zgrabnym ruchem skoczyła na podłogę. Wysiłek fizyczny pomagał jej w myśleniu, więc sięgnęła po miecz. Przyjęła postawę: wciągnięty brzuch, proste plecy, głowa uniesiona wysoko, zaś kolana ugięte, gotowe do skoku. Ujęła broń w obie dłonie i przyjrzała się mu z rozkoszą. Rozpoczęła trening; machnięcie mieczem, wykrok, obrót, unik, cięcie. Dodała do tego szarfę, potrzebny był przeciwnik, a cóż jest bardziej ulotnego niż jedwabna chusta. Każdy jej ruch był sprężysty, silny i pełen gracji. Każde zetknięcie głowni z chustą zmniejszała jej rozmiary o kolejny kawałek. Gdy po godzinie kropla potu spłynęła pomiędzy jej piersiami, Illayah stwierdziła, że czas poukładać kawałki układanki.

Usiadła wygodnie w wiklinowym fotelu wymoszczonym puszystymi poduszkami i rzuciła się w wir rozmyślań.
- Kawałki układanki...
...wizyta Tariela i wiadomość o śmierci Porgla
...obsydianin w gospodzie
...poruszenie w Starym mieście
...ponaglenie Mistrza...

...hm, to będzie wymagało trochę zachodu, może ten śliniący się t’skrang będzie wiedział coś więcej o nowym przybyszu. Jutro muszę się ładnie okręcić wokół jego ogonka – zaplanowała sobie swój kolejny dzień i wtuliła głowę w puchatą poduszkę powracając myślami do dawnych dni spędzonych wśród lasów. Te przyjemne wspomnienia uśpiły ją na wiele długich godzin.
Ostatnio zmieniony przez mystic 2008-01-28, 22:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 108
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-01-29, 02:38   

Świergot ptaków przebił się przez lekko uchylone okno pokoju Illayah. Dziewczyna otrząsnęła się ze snu. Tej nocy miała sen o pięknym elfim wojowniku, który ratował ją z rąk smoka, a może to był Horror? Sama juz nie wiedziała. Wojownik był jednak smukły i przystojny wciąż jeszcze miała go przed oczyma.

Bigta tymczasem, był już po sniadaniu i porannej przebieżce. Zastanawiał się teraz jak zagrać z Tarqą. Mógł prześliznąć się podziemnymi tunelami, do dzielnicy Theran i tam obdarować kilku niesczęśliwych, bogatych Theran radością. Tunele był solidnie obstawione pułapkami i magią. Widział kilku martwych nieszczęśników. Jemu jednak dwa razy już się udało. Tyle że było to rozwiązanie zbyt proste. Nie lubił łatwizny. Nie, nie tędy droga. Doprowadzę tego buca do szału...

Klag klęczał. Przed sobą trzymał broń... Uniósł się nieco w powietrze po czym przeszedł do działania. Ziemia, wykonał prostą zastawę. Woda, czuł jak energia karmiczna zaczyna krążyć w jego żyłach, Ogień skoczył do przodu jakby plując ognistym mieczem, powietrze, rozciął delikatnie powietrze opadając na ziemię. Nie był nawet zdyszany. Energia powoli zajmowała swe miejsce w jego wzorcu, a on sam szykował się do wyjścia z pokoju.

- Panie to był wielki diabeł, taki troll bez rogów.
- Miał obcięte rogi czy nie miał wcale? - zapytał poirytowany krasnolud.
- Głupiś - wciął się drugi głos - to był kamienny ludek, obsydek.
- Obsydianian jesteś pewien?
- No tak Obsydianek na pewno, z wielkim toporkiem lazł.
- Dobrze, oddaliście mi wielką przysługę- rzekł oficjalnie krasnolud wręczając im po srebrniku.
Tiglim był zadowolony z siebie. Ta informacja znacznie przybliżała go do zabójcy Porgla. W końcu iluż było aktualnie obsydian w Vivane. Mając do dyspozycji zasobi Imperium to może nawet dziś jeszcze uda się go odnaleźć. Chyba w końcu dostanie upragniony awans.
 
 
Dzik 
Nowicjusz
Skala


Wiek: 34
Dołączył: 20 Paź 2007
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-29, 15:25   

Zakonczyl swoj rytual. Czul jak magia go wypelnia. Byl gotowy by zaczac kolejny dzien.
Wyszedl z pokoju i spokojnie przeszedl przez karczme, rozgladajac sie za Bigta , lub T'skrangiem z ktorymi musial jeszcze pogadac.
Mial juz dosc tego miejsca, nie przepadal za zamknietymi przestrzeniami choc zdazyl sie juz do nich przyzwyczaic. Jego praca tego wymagala...

Troll-wykidajlo przygladal mu sie podejzliwie ale on juz zdazyl zaplacic za szkody elfowi. Nie mial na niego nic. Skinieniem glowy pozdrowil trolla. Ten o dziwo usmichnal sie lekko i odpowiedzil tym samym gestem.

Bylo wczesnie a Ogien byl prawie pusty.
Klag opuscil karczme... Wyciagnal z swej sakwy dosc duze jablko i zaczal pogryzac kierujac sie w strone bramy do starego miasta. Przy bramie mieszkal kolejny jego kontakt...

Miasto juz dawno bylo na nogach. Zylo juz wlasnym zyciem i sadzac po spojrzeniach ludzi wielu juz slyszalo plotki o walce w Ogniu i wscieklym Tarq-u.

Klag liczyl na te plotki. Liczyl ze trafia do odpowiednich uszu i ze dowie sie tego co chcial wiedziec na koncu... Lubil jak informacje przychodzily same do nigo.

Zatrzymal sie przy straganie z owocami i kupil jeszcze pare, uzupelniajac swoje zapasy.
Gdy juz mial odchodzic sprzedawca zaczal sie smiec. Byl krasnoludem i najlepsze lata mial juz za soba - stwierdzil na oko Klag.
- Te skalniak... to ty skopales dupe Tarqowi co?- Klag kiwnal glowa potwierdzajac - I dobrze! Nalezalo mu sie!- zasmial sie znow krasnolud.

- Ale uwazaj! moze jestes i duzy... ale Tarq ma swoich chlopcow. - sypowaznial troche.- a wiesz na kupe nie ma silnych...

Klag skinal znow. Znal swoje umiejetnosci... ale nie wiedzial jakie sily mial ork.

- Tarq... ma jednak konkurencje.. mozesz z nimi pogadac.
 
 
 
birchie 
Uczeń IV Kręgu
Metal Fist Shaman


Wiek: 35
Dołączył: 23 Mar 2007
Posty: 94
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-01-29, 16:01   

... Kolejny cios owiniętej w łancuch piesci przebił się przez garde orka...Kośc jego zuchwy wydała miekki trzask... struzka sliny zmieszanej z krwia splynela po brodzie neiszczesnika...Zawodnik zatoczyl sie i upadl ciezko, tracac przytomnosc...Tlum zawył dziko... Siedzący na honorowym miejscu trybuny Tarqa usmiechnal sie pod nosem. Takich ludzi jak ten na dole bylo mu trzeba... Wciaz czul wscieklosc na mysl o wczorajszym incydencie i obiecywal sobie,ze zemsta bedzie bardziej niz satysfakcjonujaca... Skinal na swoich goryli,ze zamierza opuscic trybune, po czym w zbrojnej asyscie udal sie "za kulisy" przybytku...
_________________
Szaman wali pozytywem w twarz agresora... pozytywne fluidy...
Ostatnio zmieniony przez birchie 2008-01-29, 16:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template junglebook v 0.2 modified by Nasedo