Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Gerion
2008-10-27, 12:53
Karczma u Geriona (In Character)
Autor Wiadomość
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-12, 10:08   

...do środka aż powiało mrokiem i chłodem, mimo, że mieliśmy gorący upalny dzień..."Vo'darr" - rzekł Gerion...
Vasquez tylko zmrużył swoje brązowe ślepska...wystające, olbrzymie kły, pokryte zawiłym rysunkiem potęgowały niepokojące uczucie, kiedy patrzyło się w twarz orka...Bo jego spojrzenia nikt długo nie mógł wytrzymać.

"Znów coś tropisz Vasq czy też Twoja magia Ci podpowiedziała, że ukrywa się u mnie jakieś naznaczone bydle?" - zapytał Gerion. Łowca Horrorów tylko się uśmiechnął (co jeszcze bardziej udziwniło jego makabryczny wyraz twarzy). "Witaj Wojowniku" - rzekł i uścisnął swą stalową łapą dłoń trolla.

"Ani jedno, ani drugie" - odparł, po czym rozluźnił rzemienie swej łuskowanej zbroi (której granatowe szmelcowania mocno pokrywał kurz). "Mam do omówienia kilka spraw z Ksenomantą Sir'valkiem. Wiesz...tajniki astralnego świata czasem mnie przerastają, ale t'skrang zawsze ma coś interesującego w zanadrzu..."

Vasqez rozejrzał się po sali...skrzywił głowę w lewo i w prawo, aż zatrzeszczały wszystkie szyjne kręgi orka, po czym rzucił swe 200 funtowe ciało na jedną z najbliższych ław...

SirValeq machnięciem dłoni rozwiewał mgliste opary które od dobrej godziny skrywały go w półmroku, w kącie. "Zbiera się na deszzzzzzcz..." - syknął błyskając zielonymi oczami do orka.

Lancelot skończył grać...skończył już dawno. Teraz raczył się zimnym piwem i wachlował skrzydełkami...Już miał się odezwać, kiedy...

[inne miejsce inny czas]
Seth zanurzył się w chłodnej wodzie... Aż po czubek głowy. Jego jasna czupryna długimi pasmami dryfowała w balii. Gdy wychylił głowę na powierzchnię, parskając jak młody źrebak, w jego oczach zapaliły się figlanre ogniki..."Mam na Imię Seth maleńka" - zwrócił się do szczupłej elfki trzymającej jego odzienie - "i dobrzej zapamiętaj to imię bo wkrótce będziesz je krzyczeć z rozkoszy...."
[/inne miejsce inny czas]

Abishai nie poprzestał jedynie na trunkach.

Sakiewkę miał zasobną, efekt finalnej transzy kontraktu z Viggo Czarnym, przebiegłym kupcem z Bethabal (przebiegły to on był póki mnie nie spotkał - pomyślał Abishai - teraz jest tylko Viggo Oskubanym). Więc pozwolił sobie na to i owo...A to wędzone węgorzyki i sielawki, a to podpłomyk kukurydziany, a to półgarńca rozwodnionej wódki owocowej...a na deser słodki wyrób t'skrangów z P'shesitsh - orzechowo-miodowa masa z bakaliami...

Zapił to wszystko łykiem jabłkowego sorbetu, beknął jak przystało na iluzjonistę i przyjrzał się z zaciekawieniem Łowcy Horrorów...
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Sir Valeq 
Uczeń IV Kręgu
Gracz


Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 82
Skąd: Włocławek/Łódź
Wysłany: 2007-01-12, 13:27   

T'skrang też się mu przyjrzał, tak, jak przyglądał się każdemu wchodzącemu. Ujrzał niezwykle rozbudowany wzorzec orkowego Adepta, udało mu się nawet dojrzeć nitki łączące jego Prawdziwy Wzorzec w wzorcami otaczających go talentów. Zauważył też wszystkie magiczne przedmioty, które ork miał przy sobie. Cóż, przestrzeń astralna pozwoliła mu się przez tę minutę dokładnie zbadać.

Oczywiście na zewnątrz zaczęło padać.

"W czym problem, Łowco? Czyżbyć śśścigał jakąś bessstię, która nie ma fizycznej formy? Albo też ma obie, zupełnie rozdzielone, a tyśśś zabił narazie jedynie tę, którą widać zwykłym wzrokiem?"

"A może przygnała cię zwykła ciekawośśść i chęć dowiedzenia się czegośśś o astralu? Czyli cośśś, czego nigdy nie przejawia Iluzjonista?"

"A może zagrasz ze mną w szachy, które Gerion przytaszczył tu wczoraj? Porozmawiamy przy partyjce."

Wypowiedziawszy to, machnął ręką w kierunku pudełka z grą, o którym wiedział, że leżało za ladą (bo przecież widział jego odbicie), a po chwili pudełko samo (tak przynajmniej myśleli wszyscy, poza wietrzniakiem, który widział, co je niesie) przyleciało na stół t'skranga.

"Gramy?"
_________________
"We cannot all be masters." - William Shakespeare

http://artofcreation.strefa.pl
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-12, 13:36   

"Toś se Abishai wymyślił gorącą czekoladę ze szczyptą chili i mielonego zielonego pieprzu" - zżymał się Gerion, nad wyraz zręcznie operując maleńkim młynkiem.

Gdy wrócił do sali, ulice Urupy spływały prawdziwym potokiem. "No proszę...oberwanie chmury...skąd Ty u licha Sir'Valeq masz takie wyczucie pogody ..." - nie dokończył, bo Ksenomanta rozpoczął już z orkiem partyjkę atlosh t'zdram.

Z ogromnym zaciekawieniem, wgapiony w piękne figury Łowczyni i Starca od Sieci postawił filiżankę czekolady na stoliku Abishai...znaczy się dobre 10 cm od krawędzi (wzbudzając na twarzy krasnoluda wyraz przerażenia), ale filiżanka nie spadła...delikatnie ślizgając się w powietrzu spłynęła na właściwe miejsce...
Po twarzy Sir'Valeqa przebiegł tylko dreszcz grymasu...

Było wczesne popołudnie, ale burzowe chmury za oknem skutecznie przysłaniały słońce. Gerion pozapalał kilka lamp oliwnych i świetlny kryształ (choć było mu wszystko jedno czy jest ciemno czy jasno) i wrócił do stolika, sącząc ulubioną jałowcówkę z sokiem jabłkowym. Przyglądał się rozgrywce pełnej namysłu i ciszy...

Wtem drzwi otwarły się na oścież i do środka wczłapał przemoczony do suchej nitki Seth...
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-12, 17:56   

"Ha!" - ryknął od kontuaru troll, wycierając mokre łapska w nowy i suchy kaftan . - "toż to Mistrz Abishai....! Poznaję po brodzie i dziurach w plecaku. A czymże to mości krasnoludzie żeście przybyli do Urupy?" -zagadnął....
"- Przybyłem w nocy wraz z karawaną z Axalalail."- odparł Abishai, i chcąc ominąć niewygodny temat, jakim był powód tak rychłego wyruszenia z tego miasta, dodał."- Co za okropne tu macie straże, przetrzymali nas pod bramami do rana. A jakie cło nałożyli na towary. Dobrze, że nie ja byłem ich właścicielem. "
"Nigdy się nie przyzwyczaję do Valeqowych zwyczajów" - westchnął troll pod nosem i dodał: "Trunek krasnoludzki? a maszże na świecie inne trunki niż krasnoludzkie? Nawet beczułkę keesris kupuję od krasnoludów ;) Wszystko kupuję od krasnoludów, zatem każdy trunek jest krasnoludzki mości Abishaju...Swoją drogą, skądże to takie elfie miano?
"- Ba, ale same krasnoludy keesris nie warzą. Ino kupują. A jak w złym czasie i miejscu nazwiesz wino znad Jeziora Pyros krasnoludzkim napitkiem , to możesz po gębie ścierką oberwać.-" rzekł Abishai."- Tamtejsze elfy są dumne ze swego winiarstwa. A imię? Dobre jak każde inne.. Pasuje do iluzjonisty. Nie to co, imiona krasnoludzkie. "

"Siądźcie sobie Abishaju o tam, przy oknie zaraz Wam coś podam...Może być letnie wino z odrobiną wody? Mamy środek lata a od tygodnia wieją wiatry od lądu i nie dość, że sucho to upalnie..."
"- Niech będzie.. I coś na pusty żołądek by się przydało. Bom wygłodniały przez te podróże.-" dodał krasnolud taszcząc swój plecak na wskazane miejsce.
"Lancelot, zagraj coś na trawienie, a nie takie nieprzystojne, wieczorne kuplety - mruknął z mrocznego kąta Valq"...

Tymczasem do środka wszedł Łowca Horrorów...Powiadają że im straszniejszą Łowca ma twarz, tym więcej bestii więcej posłał z powrotem zaświaty. Jeśli to prawda, to ten już załatwił tuzin.. Abishai nie lubił walczyć ani z Horrorami ani z nieumarłymi. I jedni i drudzy zbyt dobrze radzili sobie z iluzjami krasnoluda. Więc pojawienie łowcy horrorów nie poprawiło humoru Abishai'a.
Niemniej teraz liczył się poczęstunek. I wydanie pieniędzy Viggo, zanim kupiec przyśle "chłopców od mokrej roboty". Tacy "honorowi i uczciwi" kupcy jak Viggo zawsze wysyłali pomagierów o małym rozumku, ale nadrabiających gabarytowo. Na szczęście Viggo był zapewne jeszcze w Axalalail.
Iluzjonista skończywszy posiłek i rozejrzał się po sali. Skoro był tu łowca horrorów, to pewnie nie bez powodu. ..Niemniej krasnolud zauważył w mieście niczego co sugerowałoby obecność horrora.

Czekając na swą czekoladę Abishai przyglądał się rozgrywce pomiędzy łowcą a ksenomantą i zastanawiał się nad tym jak by sam rozegrał tą partię. Tymczasem filiżanka z czekoladą omal się nie rozlała na plecak!! Krasnolud drżącymi rękami objął ją. Było blisko, co prawda plecak był wodoodporny, ale dziury.. Gdyby czekolada rozlała się po woluminach. Straty byłyby ogromne.
Krasnolud sięgnął do plecaka i wyjął podniszczony wskutek częstego używania ( i dwóch orczych strzał) " Jadowite węże południa i sposoby ich wykorzystania".. Dzieło anonimowego uczonego z Thery, zawierające ponoć wskazówki do jakiejś tajemnicy, zaszyfrowane w akapitach. Jak dotąd jednak iluzjoniście nie udało się nawet odkryć jaka to ma być tajemnica. Pijąc czekoladę doprawioną, w sposób jaki lubił, pogrążył się w analizie tekstu....

Wtem drzwi otwarły się na oścież i do środka wczłapał przemoczony do suchej nitki Seth...
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-12, 18:04   

... Wysączywszy w spokoju piwo Lancelot rozłożył się jak długi na szynkwasie zakładając nogę na nogę... Przyglądnął się przez chwilę tym wszystkim osobnikom w gospodzie i zastanawiał się kogo tu jeszcze dzisiaj licho przyniesie... Dobrej muzyki nie doceniają... Zbieranina... Ale cóż to nie jego gospoda i nie On ustala tu zasady...

... Kiedy usłyszał miarowe dudnienie deszczu o dach i do jego uszu doszedł odgłos ciekającej z dachu wody naszła go chęć na zagranie jednej z wietrzniackich ballad...

... Leżąc więc tak jak leżał zamknął oczy i zaczął grać nie zważając na to co się dzieje dokoła... Sam nie wiedząc kiedy przysnął w trakcie gry i obudziło go dopiero wtargnięcie przemoczonego Setha... Wystraszył się na tyle że niemal spadł z szynkwasu wyrwany ze snu...

... "Aleś sobie urządził kąpiel:)"... zaśmiał się Lancelot i poleciał na zaplecze po suchy ręcznik dla przemoczonego elfa z którym wrócił niezwłocznie...

... Podał go bez słowa Sethowi i podleciał do stolika na którym toczyła się szachowa batalia... Usiadł tuż przy szachownicy i obserwował rozgrywkę z przejęciem siedząc po turecku tuż przy planszy...

... [Zawsze najlepiej obserwować bieg wydarzeń z bliska aby móc zaśpiewać o tym prawdziwą pieśń]...
_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-12, 19:24   

Ledwo Seth zdążył wytrzeć się co nieco, a już drzwi za nim otworzyły się z hukiem. Oczy wszystkich odruchowo zwróciły się ku nim wietrząc kłopoty. W wejściu jednak gramolił się najstarszy chyba człowiek jakiego widziały ich oczy. Był bardziej pomarszczony niż słynne "Księgi cierpienia". Starzec odwrócił się tyłem do wszystkich i wymamrotał "No już już, uciekaj. Wystarczy na dziś twoich popisów". Ledwo widoczny duszek powietrza rozpłynął się.

Starzec delikatnie zamknął drzwi i obrzucił wzrokiem bywalców karczmy Geriona. Kiedy jego wzrok zatrzymał się na trollu, delikatnie uśmiechnął. "Przepraszam za Baltka, sam wiesz jaki on czasem bywa. Ale chociaż nie jestem mokry". Wzrok starca skierował się w stronę Setha. "Pozwolisz Gerionie ze przycupne sobie przy kominku." Nie czekając na odpowiedź starzec poczłapał po krzesło i przysunął sobie do kominka. "Aaaaach, tego mi było trzeba".

Zainteresowanie wszystkich znów zwróciło się w stronę szachów, tylko Lancelot wciąż wpatrywał się w starca. Rozpoznał w nim Mystica, słynnego w Urupie czarodzieja, niegdyś osobistego doradcę Fellidry. Słyszał też że Czarodziej ów porzucił swą ścieżkę i został Mistrzem żywiołów. Ale to mogły być tylko plotki, bo wszystko co dotyczyło Mystica było tajemnicze.
"Słodkie dziecię podaj mi proszę ciepłej herbatki, najlepiej ze świeżych owoców agawy, najlepsza na moje korzonki" - zwrócił się Mystic do Lancelota. "I co tam słychać u Ciebie Gerionie, ostatnio widzieliśmy się jak wynosiłeś mnie na rękach, z tej płonącej therańskiej baty. Do dzisiaj mam ślady na tyłku" - zaśmiał się czarodziej. "Piękne masz tutaj domostwo, z chęcią schronię się u ciebie, jak za starych czasów"

Czarodziej mówiąc te słowa przymknął oczy i wyrównał oddech, po chwili słychać było już chrapanie. Umysł maga jednak nie próżnował. Po wielu latach praktykowania, potrafił już świetnie udawać drzemkę i w międzyczasie studiować przestrzeń astralną. To plus jego wiek dawało mu pewność, że żaden natręt nie będzie mu przeszkadzał. Z racji tego, że w karczmie spotkało się wiele ciekawych osób ten dzień zapowiadał się wyjątkowo interesująco...
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-12, 19:53   

...[Skąd wiedziałem że to nie koniec gości na dzisiaj... Pomyślał Lancelot odrywając od niechcenia znudzone oczy od leniwie toczącej się partii szachów... W sumie to czekałem tylko aż ktoś znowu sforsuje drzwi gospody... Dobrze że zaczęło się w karczmie jakieś poruszenie bo był już bliski zaśnięcia spowodowanego burzliwym przebiegiem rozgrywki]...

... Kiedy zobaczył że to ten rodzynkowato pomarszczony mag to uśmiechnął się samoczynnie bo pamiętał tego człowieka... nie pamiętał skąd... może z opowiadań ale postać ta zaciekawiła go nieco bardziej niż inni siedzący w gospodzie...

... Kiedy starzec odezwał się do niego z prośbą o herbatę z chęcią postanowił rozruszać skrzydła i przynieść mu ową herbatę w nadziei że mu Mystic opowie swoje ostatnie przygody... Ciekaw był jego ostatnich dokonań... [Choć w myśli nie omieszkał skląć słysząc jak go nazwano "Słodkie Dziecie":/... Ach Ci ludzie pomyślał... Uważają że jak są w wieku lat 70 pomarszczonymi grzybami to każda rasa tak ma... pewnie jestem niewiele młodszy od Niego albo nawet i starszy... Nie sądzę aby przekroczył osiemdziesiątkę którą ja mam już przecież dawno za sobą... Ach Ci ludzie...]...

... Stawiam herbatę tuż przy Mysticu aby jej aromat wyrwał go z drzemki i powiedział co nieco... Może dowiem się choćby ile ma lat ten sędziwy człek który mnie... 84 letniego wietrzniaka Lancelota śmie nazywać dzieckiem:)...

... Obserwuje oczywiście co na to inni obecni w gospodzie... Uszanuję oczywiście sen maga... wiek wiekiem ale starców innych ras powinno się szanować nawet jak się jest od nich starszym:)...

... Kładę się opodal krzesła Mystica i czekam aż się ocknie i coś opowie bo chętnie zaśpiewał bym o nim pieśń jeszcze tego wieczora:)...

...[Czekam więc cierpliwie i w ciszy wpatrując się w ogień w kominku i rozmyślając nad słowami nowej pieśni i poematem którego skończyć jakoś nie mogę... może Mystic dopełni mi weny i dokończę tę historie nareszcie:)... Było by miło zakończyć ten dzień pozytywnym akcentem:)]...
_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-12, 20:18   

Przemoczonego elfa dość energicznie jak na swój wiek wyminął stary niczym korzenie Gór Throalskich człowiek. Krasnolud zaś zorientowawszy kim ów jest, uśmiechnął się tylko półgębkiem. Skoro taki sławny czarodziej pojawił się tutaj, to na pewno z nie przypadku.
Zabawne było widzeć jak doświadczony czarodziej próbuje ukryć ciekawość pod płaszczykiem chrapania. (nawet jaskiniowe trolle nie chrapią tak głośno). Co prawda Abishai nie mógł tego udowodnić, ale przypuszczał, że Mystic (bo któż to mógł być, jak nie on.. słynny Mystic z Urupy) rzuca po cichu jakiś czar z grupy "wykrywam i rozpoznaję", czy coś w tym stylu. Czarodzieje i ksenomanci wszędzie są tacy sami, zbyt ufni w swoją wiedzę i często przekonani o tym , że przestrzeń astralna nie kryje przed nimi żadnych tajemnic.
Sam Abishai, znał ograniczenia swojej magii i nieraz przekonał się, że nie można niczego brać za pewnik.
Przeglądał nadal księgę, lecz myślami był gdzie indziej. Czyżby czarodziej poszukiwał adeptów których mógłby zatrudnić w jakiejś misji, na którą wiek i kondycja wybrać mu się nie pozwalały? A może wyczuł t'skranga i uznawszy za potencjalne zagrożenie dla miasta postanowił sprawdzić? Abishai znał krążącą po Barsawii niepochlebną opinię o tej dyscyplinie.. I choć nie uważał ksenomancji za zło wcielone, to w jednym się z nią zgadzał. Ksenomanci bywają niebezpieczni. "A ostrożności- jak twierdził dziadek Garnelf.- nigdy za wiele."
Po tych paru refleksjach wrócił do kartkowania księgi zastanawiając się nad zakończeniem tego dnia.
Ostatnio zmieniony przez abishai 2007-01-12, 23:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-12, 20:30   

Nie minął nawet obrót klepsydry, gdy na zewnątrz dało się usłyszeć szybkie, energiczne kroki. Drzwi zostały gwałtownie otwarte przez kolejnego gościa Gerionowego przybytku. Postać weszła do ciepłego wnętrza dokładnie zamykając je za sobą, by nie wpuszczać do sali chłodnych podmuchów wiatru. Siadła na pierwszym z wolnych krzeseł i popatrzyła z lekkim niesmakiem na czerwień plamiącą jasny materiał koszuli.
- Gerion, przyjacielu, mógłbyś użyczyć mi znowu odrobiny bandaża i swojego jakże wspaniałego rumu?
 
 
 
Vasquez21 
Administrator


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 337
Skąd: Jaworzno
Wysłany: 2007-01-12, 20:51   

Vasquez zawsze czuł się dobrze już na samą myśl o tym, że zawita do rodzinnej Urupy.
Geriona poznał kilkanaście lat temu, kiedy troll podróżował jeszcze w poszukiwaniu przygód i ukrytych skarbów, los połączył ich ścieżki i doszło nawet do tego, że Gerion rozpoczął szkolenie młodego wtedy orka, magii jednak nie da sie oszukać i mądrości które starał się przekazać troll szybko okazały się stratą czasu, Vasquez'owi pisana była inna droga.

Samotny ork, znalazł mniej więcej kilka miesięcy później swoje przeznaczenie, poznał tajemnice jakie skrywa dyscyplina Łowcy Horrorów. Kolejne lata życia to seria kolejnych rozczarowań, bólu i ogrom cierpienia jaki spadł na orka. Ilekroć łączyło go coś z jakąś grupą, los w brutalny sposób sprawiał, że jakiś czas później musiało ich coś rozdzielić. To bardzo zmieniło Vasquez, a jego przyjaciół zapewne można by policzyć na jednej ręce (której dodatkowo pozbawiono kilku palcy).

Gerion był jednak jednym z nich, ork zawsze czuł sympatię do trolla, choć zarówno jeden jak i drugi nigdy specjalnie się z tym nie odnosili. Kiedykolwiek więc nadarzała się okazja Vasquez starał się zawitać do karczmy swojego niedoszłego nauczyciela. Te spotkania nie tyle były okazją do wymiany wspomnień z ostatnich tygodni, czy miesięcy, ale uspokajały orka w poczuciu, że jest jeszcze ktoś w Barsawii na kim mu "zależy".

Tym razem nadarzyła się okazja załatwić dwie sprawy na raz, zobaczyć przyjaciela i spotkać się z T'skrangiem. Gerion jak zawsze wyglądał dobrze, a karczma wyglądała na taką w której nie brakuje klienteli. Vasquez uśmiechnął sie w duchu kiedy wszedł do środku i spokojnie raz jeszcze rozejżał sie wewnątrz.
- Brakuje chyba tylko Obsydianina i będzie komplet - pomyślał.

Ksenomanta z którym miał się spotkać Vasquez siedział w rogu sali, z chmury oparów skrywającą postać wynurzył się najpierw jaszczurzy pysk. Syczący głos zawsze sprawiał, że orka powoli zaczynała pobolewać głowa. Nim umysł orka dostosował się do specyficznego akcentu Vasquez zdołał wyłapać tylko fragment o partyjce szachów.

Nigdy nie przepadał za tą grą, ale wiedział, że to jeden z niewielu sposobów w jaki może przypodobać się jakoś SirValeqowi, a tym samym otrzymać odpowiedzi na dręczące pytania.

Sama rozgrywka z góry była jednostronna, Vasquez szybko zrozumiał, że jeśli nawet gra jest wyrównana to tylko dlatego, że Ksenomanta postanowił troszkę utrudnić sobie zadanie poprzez kilka wyraźnie głupich ruchów, nie miał jednak wątpliwości co do tego, jak zakończy się ta partia. Było to troszkę irytujące, a dodatkowo pozostali wpatrzeni w szachowe figury siedzieli na tyle blisko, że rozmowa sam na sam, była conajmniej nierealna.

Heh... może chociaż Gerion ma trochę Hurglu na uspokojenie, z nadzieją spojrzał w kierunku trolla, a kiedy wykonał ruch figurą, wstał i ruszył w kierunku lady.
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-12, 22:49   

Cudny aromat dzikiej róży wpadł w nozdrza starcego czarodzieja. Ten zapach coś mi przypomina....

"Para młodych kochanków chichocząc uciekała przez zaułki Travaru. Mystic zauważył biegnące postaci i udał się w pogoń." Ach ta młodzieńcza sprawność - westchnął starzec "Kochankowie byli szybcy lecz biegnąc razem dawali młodemu czarodziejowi szansę. Dopadł ich przy samym moście.
- Felidro co ty sobie wyobrazasz? Co powie Twoj ojciec jak sie dowie?
- Ale przeciez on sie nieczego nie dowie, prawda mój drogi Mysticu?
Młody czarodziej tylko westchnął zdruzgotany tym błagającym spojrzeniem pięknych oczu niewiasty.
- No dobrze biegnijcie szybko do Urgaka, w Żelaznych Szponach nikt nie będzie was szukał. Ja zmylę tego zazdrośnika.
- Nie zapomnę Ci tego - Felidra obdarowała Mystica całusem w policzek i śmiejąc się pobiegła przez most do dzielnicy Żelazne Szpony.
Mystic poczekał kilka chwil aż usłyszał tupot nóg i..."

Hmm co było potem?? Czy to czasem nie wtedy..., nie chyba nie. Ech pamięć też już nie ta.

Stary czarodziej otworzył oczy i chwilę delektował się zapachem. Zaraz potem odezwał się trubadur leżący tuż obok.
- Widzę że już wstałeś, zrobiłem ci herbaty z dzikiej róży? Powiedz czy nie nazywasz się czasem Mystic z Urupy? Ten słynny czarodziej? Opowiedz mi o swoich przygoda...
- Chwileczkę, zwolnij troszkę moje dziecię bo już lata nie te i nie nadążam - czarodziej uśmiechnął się do wietrzniaka
- Najpierw herbata, potem odpowiedzi - uśmiech czarodzieja odsłonił jego dumę. Posiadać jeszcze 4 siekacze w jego wieku to nie lada wyczyn.

Delektując się smakiem świetnie przyrządzonej herbaty i patrząc na uwijającego się Geriona, nie mającego czasu nawet zamienić słowa ze starym przyjacielem, Mystic zaczął wyciągać wnioski z wypatrzonych w przestrzeni astralnej symboli. Lis, symbol przebiegłości. Ten krasnolud ma w sobie niewatpliwie potencjał, z chęcią zobaczyłbym jak on gra w szachy z tym ksenomantą. Ksenomanta. Tajemniczy osobnik, niewiele można wyczytać w jego astralnym odbiciu, a to co można tylko rodzi następne pytania.

- Dziękuję za świetną herbatkę. Tak jestem Mystic z Urupy moje dziecię, a jak zwą Ciebie? Lancelot? Miłe imię. - nie przerywając rozmyślań o swoich odkryciach postanowił kontynuować pogawędkę. - Może zagrasz mi coś nostalgicznego przy czym moja wymęczona dusza doznałaby ukojenia?
Czarodziej zerknął na grających. Szachy jako gra na pewno reprezentują symbol rywalizacji. Czyżby Ci dwaj mieli ukryte animozje? Oczywiście reprezentują też rozrywkę symbol dużo bardziej pozytywny. Muszę się nad tym głębiej zastanowić. Czarodziej sięgnął do jednej ze swych sakw wyciągając "Spis analogii" mistrza Vomona, zaczął zastanawiać się nad znaczeniem rozgrywki. W sali rozbrzmiewała pięknie prowadzona "Ballada do serca Veren"...
 
 
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-12, 23:30   

W izbie rozległ się potężny trzask. To drzwi karczemne ustąpiły potężnej sylwetce człowieka, który wtargnął tu, niczym behemot na abordażu!

-Ahoj Gerio, lejta tu ino gibko rumu bom spragniony... - zawrzeszczał hucznie ;)

Chłop wielki był jak stodoła. Twarz posępna, zaorana wieloma bliznami. Tak to Sharkuz "Krwawy wiatr"!

Wyszczerzył zaostrzone zębiska gdy ujrzał latającego wietrzniaka.
-Lancelot! Ty stary piecu, gdzieś Ty bywał jak żem Cię na burcie nie miał... Kupsko lat minęli... Ostatnio, no własnie? Gdzie żeś Ty mi zniknął ostatnio!
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
Bezbronny 
Nowicjusz
Nie bij


Wiek: 35
Dołączył: 18 Sie 2006
Posty: 1
Wysłany: 2007-01-13, 00:46   

Wszyscy siedzieli sobie spokojnie w karczmie, karczmarz podawał kolejny trunek szacownym gościom, nagle wszyscy usłyszeli wielki huk o drzwi. i tępy odgłos spadającego "czegoś?!" [...]
_________________
-=[ PIWO Rule 4 Ever ]=-
 
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-13, 01:52   

Gerion nie nagadał się zbyt długo z Abishaiem. Zdołał dostrzec tylko therański tom "Jadowite węże południa i sposoby ich wykorzystania" w rękach krasnoluda gdy do środka wszedł przemoczony Seth.

Lancelot w tym czasie coś zamilkł..chyba przysnął, a Vasqez z SirValeqiem pogrążeni byli w pasjonującej rozgrywce.

Gdy po raz wtóry drzwi karczmy się otworzyły, Gerion ujrzał znajomy chudy tyłek obleczony w granatowo złociste szaty maga...Wchodzący starzec delikatnie zamknął drzwi i obrzucił wzrokiem bywalców karczmy Geriona. Kiedy jego wzrok zatrzymał się na trollu, delikatnie uśmiechnął. "Przepraszam za Baltka, sam wiesz jaki on czasem bywa. Ale chociaż nie jestem mokry". Wzrok starca skierował się w stronę Setha. "Pozwolisz Gerionie ze przycupne sobie przy kominku." Nie czekając na odpowiedź starzec poczłapał po krzesło i przysunął sobie do kominka. "Aaaaach, tego mi było trzeba".

"Pewnie że pozwolę mistrzu Mysticu" - wykrztusił z siebie Gerion widząc jak na szachownicy Ksenomanta bawił się w Vasquezem. Miał wstawić trochę wrzątku na herbatę dla starego Czarodzieja, lecz wstrzymał się widząc iż ten zasnął...

Rozbudzony wietrzniak podał suchy ręcznik elfiemu Fechmistrzowi. Seth bez słowa go przyjął i z chmurną miną począł się wycierać. Lancelot podleciał do drzemiącego maga tylko po to by usłyszeć: "Słodkie dziecię podaj mi proszę ciepłej herbatki, najlepiej ze świeżych owoców agawy, najlepsza na moje korzonki" bez większych protestów Trubadur przygotował starcowi herbatę.

Iluzjonista Abishai miał już dość. Znaczy się dość jedzenia i picia. Właściwie to miał tego w sam raz. Tak. Zdecydowanie. "Przyjemnie poznać smak nowych trunków i potraw. Kolejne doświadczenie na ścieżce Iluzji" -od niechcenia zaczął przewracać kartki księgi traktującej o gadach i innych jadowitych paskudztwach...

Troll zaś obserwował pilnie rozgrywkę Łowcy i Ksenomanty. Właściwie to obserwował orka. Swoimi mądrymi żółtymi ślepiami. Vasquez nie wyglądał najlepiej. Pewnie jego ciało kryło niejedną ranę...a może i nosił na sobie znamiona jakiejś astralnej bestii? Gerion wolał nie myśleć. Oddalił się od stolika i poczłapał do piwnicy....

Piwnica była przeogromna i pełna wielkich stojaków na których gościł wszelki napitek ze wszystkich rejonów Barsawii i nie tylko..."Taaaa...o to jest to..." - wyciągnął rękę w kierunku małej beczułki. Kiedy przed rokiem jeden z jego przyjaciół był na wyprawie w Góry Delaryjskie, zdobył od któregoś z plemion nomadów zamieszkujących rejony podgórza, beczułkę ohydnego hurglu - orkowego alkoholu wyrabianego ze sfermentowanego tłuszczu grzmotorożca..."Ta posmakuje Vasquezowi".

Poszedł żwawo na górę, kiedy właśnie ork powstał od stolika i ruszył w kierunku kontuaru. Nim zrobił 5 kroków, Gerion nalał dobrą kwartę hurglu w polerowany róg z indrisańskiego drzewa iroko. Podał Łowcy życząc zdrowia...

"I co tam słychać u Ciebie Gerionie, ostatnio widzieliśmy się jak wynosiłeś mnie na rękach, z tej płonącej therańskiej baty. Do dzisiaj mam ślady na tyłku" - zaśmiał się czarodziej. "Piękne masz tutaj domostwo, z chęcią schronię się u ciebie, jak za starych czasów"

"Oj Mysticu co słychać...jakbym zaczął CI opowiadać pewnie zasnąłbyś już w połowie" - wymruczał troll. Przysunął się bliżej starego adepta. "Chyba już zmęczony życiem zaczynam się robić. Raduje mnie, że interes rozkręcił się w tym roku nadzwyczaj dobrze. Fundusze lokuję w kamień ;) ZAwsze trudniej ZŁodziejowi go ukraść. A co do baty therańskiej...wiesz..to było dobre 12 lat temu :)

Gerion pozwolił Lancelowi podać herbatę... Pogoda była pod psem. WIatr i ulewa wzmagały się z każdą chwilą... W karczmie pod sufitem wisiała mieszkanka przeróżnych zapachów, choć w tej chwili dominował kwaśny odór hurglu, którym delektował się Vasquez....

"Hmm może by tak Mystic rzucił jakieś zaklęcie wietrzące" - pomyślał Gerion. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo w izbie rozległ się potężny trzask. To drzwi karczemne ustąpiły potężnej sylwetce człowieka, który wtargnął tu, niczym behemot na abordażu! Mocno zmoknięty behemot.

"Ahoj Gerio, lejta tu ino gibko rumu bom spragniony..." - zawrzeszczał hucznie ;)
Chłop wielki był jak stodoła. Twarz posępna, zaorana wieloma bliznami. Tak to Sharkuz "Krwawy wiatr"! Wyszczerzył zaostrzone zębiska gdy ujrzał latającego wietrzniaka.
"Lancelot! Ty stary piecu, gdzieś Ty bywał jak żem Cię na burcie nie miał... Kupsko lat minęli... Ostatnio, no własnie? Gdzie żeś Ty mi zniknął ostatnio!"

"Ciiiiii...." - szepnął Lancelot - "stary drzemie" odparł wskazując na Mystica kiwającego się sennie w fotelu przy komniku. Gerion właśnie dołożył kilka drew. WYglądało na to, że wkrótce będzie wieczór, a właściwie już się ściemniało - wszystko przez ten cholerny sztorm...

Sharkuz wychylił duszkiem 4 kubki rumu i zaczął opowiadać jak to uciekali przed Tańczącą Falą, wredną suką lewiatenem (jak ją zwykł zwać w chwilach gdy nie przeklinał). "Cały ten sztorm przez wkur..tego lewiatana!" - dodał SHarkuz między jednym a drugim haustem....

Faktycznie, wichura mocno szarpała okiennicami karczmy. Gerion się zastanawiał czy nie opłacić Głosiciela Garlen by magią wspomóc to i owo? A może Mystic by coś widział więcej jak te paskudne okna zabezpieczyć?

Gerion myślał o oknach a tu nagle drzwi zostały gwałtownie otwarte przez kolejnego gościa. Postać weszła do ciepłego wnętrza dokładnie zamykając je za sobą, by nie wpuszczać do sali chłodnych podmuchów wiatru. Siadła na pierwszym z wolnych krzeseł i popatrzyła z lekkim niesmakiem na czerwień plamiącą jasny materiał koszuli. Oczywiscie wszyscy zaczęli jej się bacznie przyglądać..może poza Vasquezem i SirValeqiem - ktorzy grali zapamiętale, śpiącym Mysticiem i lancelotem, który zwiał do piwnicy przed Sharkuzem..

"Gerion, przyjacielu, mógłbyś użyczyć mi znowu odrobiny bandaża i swojego jakże wspaniałego rumu?"

Troll nie mógł odmówić tak zacnej prośbie. Prawie siłą wyrwał Sharkuzowi beczułkę rumu i nalał rannej kobiecie odrobinę. Znał Kilka ze słyszenia. Sierżant Dagni, który najlepiej zna wszystkich adeptów jego Ściezki, mówił że Kilk jak jest wkurzona to odgryza uszy swoim ofiarom.

Gerion ostrożnie podał Kilk bandaże i rzucił fachowym okiem na ranę...Wąską i płytka. Ot dziabnięcie nożem. "W jej "fachu" to częsta przypadłość..do wesela się zagoi...a lepiej żyć dobrze z adeptami Garthlikowej prowienencji" - pomyślał troll.

Kilk syknęła, smarując maścią krawędzie rany. Ignorowała ciekawskie spojrzenia gości karczmy...cóż...troll miał swoje obyczaje i jemu by nie przeszkadzsło jakby kto się do naga rozebrał na środku sali. Udawałby że nic nie widzi, by nie obrazić gołego..

Nagle aż drgnął (jak wszyscy w karczmie - poza śpiącym Mysticiem), gdy coś zdrowo walnęło o drzwi...
"Va!" - Gerion wyszarpnął z cholewy długi i zębaty vorstowy sztylet. "Kto mi chce zafundować nowe drzwi!? - ryknął. "Lubię czarny dąb z Axalalai. Polerowany i intarsjowany parzonym jesionem!" - z szybkością błyskawicy szarpnął za klamkę i pochwycił za ucho coś co łomotnęło przed chwilą o drzwi.

"Nie bij!" - zapiszczało coś "jestem Bezbronny"...

W zdumieniu Wojownik opuścił malego Dawcę Imion na deski podłogi.
_________________
Moja wikipedia ED,
Ostatnio zmieniony przez Gerion 2007-10-03, 23:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Bezbronny 
Nowicjusz
Nie bij


Wiek: 35
Dołączył: 18 Sie 2006
Posty: 1
Wysłany: 2007-01-13, 09:55   

leżał tak pod drzwiami wietrzniak, wydrapuwując się z torby.

W...w...witajcie coś przeoczyłem ? ale mnie głowa boli. Gdzie mój miecz ? (...) ach to Ci, zabrali mi go grrr, wejdźmy do środka, chcącemu opowiem co się wydarzyło.

Tak więc szedłem do stajni po mojego psa, jak tu nagle ktoś mnie siatką obrzucił, do wora wsadził a kasę i oręż zabrał... i jeszcze jak! - jak gnaty po gęsi rzucone w kąt. Nie wiem jak on, oni wyglądali jednak że wiem jak mój miecz wyglądał. niech tą mordę zobaczę w dzień tylko a rozpłatam bydlaka.

rozglądam się czy nie został gdzieś jakiś miedziak uchowany, jeżeli tak to kupuję Piwo
_________________
-=[ PIWO Rule 4 Ever ]=-
 
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-13, 12:15   

... Zobaczywszy przedstawiciela swojej rasy Lancelot ożywił się i obserwował go z zaciekawieniem... [Nareszcie jakiś osobnik moich gabarytów który nie będzie zadzierał nosa z racji tego że jest ode mnie większy:)... zaśmiał się w myśli trubadur]... Ciekawe co to za jeden? nie znam go... Nie widziałem nigdy wcześniej...

... Ciekawe co za szumowiny go ograbiły i co się stało z jego psem o którym wspomniał...

... Tę ciekawość postanowił jednak Lancelot zaspokoić nieco później bo wieczór był jeszcze młody i najpierw chciał usłyszeć choć kilka słów od Mystica bo zaciekawiła go możliwość usłyszenia jego najnowszych przygód...

... Przycupnął więc Lancelot obok starego człowieka i wymownie dał mu do zrozumienia że smak herbaty miał na celu skłonić Mystica do opowieści... Spojrzał więc trubadur na gospodę i siedzących w niej osobników raz jeszcze szerokim kołem... unikając wzroku Sharkuza który zaraz pewnie zagadać by go chciał co się ze mną działo od kiedy się nasze drogi rozeszły o czym Lancelot nie chciał mówić przy wszystkich...

... Zbadawszy więc sytuację w pomieszczeniu przycupnął tuż przy Mysticu klepnął go porozumiewawczo i spojrzał wymownie w oczekiwaniu na historie która uzupełni jego poemat...

...[Oby historia Mystica była warta herbaty która go uraczyłem pomyślał przewrotnie Lancelot:)... Zawsze mogę pogadać z Sethem z którym i tak byłem umówiony na rozmowę... Jednakże Mystic intrygował go w tej chwili bardziej]...

...[Co za gospoda się tu robi... tłok jak na wyprzedaży:)... Sami tajemniczy goście tu przesiadują jak widzę... lub wielkie osiłki... Tylko ja i Bezbronny wydajemy się być w tym towarzystwie "zwykłymi" adeptami... reszta to magicy, czarodzieje albo i gorzej]...

... Poza tym ten wiatr zdradza mi nadejście czegoś... Może niebezpieczeństwa?... Może któryś z tych tutaj skrywa jakąś tajemnicę która na Nas wszystkich sprowadzi możliwe zagrożenie? Kto wie? Wszyscy siedzą i nie zdradzają powodów dla których przybyli do tego przybytku... Czas aby rozplątać im języki jakąś "specjalną" melodią:)...

... Najpierw jednak rozplącze język Mysticowi herbatą... Sethowi dotrzymaniem obietnicy rozmowy... no i Bezbronnemu bo w końcu to jedyna pokrewna mi dusza z mojej rasy w tym gronie... Jak to nie przyniesie skutku to zaczerpnę z muzycznej mocy rozwiązywania języków:)...

... Czekam zatem az Mystic rozpocznie swoją opowieść z niecierpliwością...
_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-13, 13:29   

Dzień był długi, męczący i mokry. Jeden z tych, które ciągną się jak nieudana pieśń nadętego trubadura, na szczęście zbliżał się szczęśliwie ku końcowi. Nigdy więcej - pomyślała z niechęcią Klik. - Nigdy więcej żadnego układu z Dagnim, niech go zaraza. Zawiązując końcówki bandaża na ramieniu potoczyła wzrokiem po zgromadzonych w karczmie gościach.
- No co? - lekko wykrzywiła wąskie usta. - Kobiety nie widzieliście?
 
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-13, 15:01   

"No nie...jak w takich warunkach można rozszyfrowywać księgi ?"- mruknął pod nosem krasnolud, gdy usłyszał ponowny huk otwieranych drzwi.
"Ahoj Gerio, lejta tu ino gibko rumu bom spragniony..." - zawrzeszczał hucznie
Chłop wielki był jak stodoła. Widać kolejny znajomek trolla. Abishai pobieżnie spojrzał na owego osobnika i zajął się z powrotem księgą.
Nie minął nawet obrót klepsydry, gdy na zewnątrz dało się usłyszeć szybkie, energiczne kroki. Drzwi zostały gwałtownie otwarte przez kolejnego gościa Gerionowego przybytku. Postać weszła do ciepłego wnętrza dokładnie zamykając je za sobą, by nie wpuszczać do sali chłodnych podmuchów wiatru. Siadła na pierwszym z wolnych krzeseł i popatrzyła z lekkim niesmakiem na czerwień plamiącą jasny materiał koszuli.
- Gerion, przyjacielu, mógłbyś użyczyć mi znowu odrobiny bandaża i swojego jakże wspaniałego rumu?
Kątem oka Abishai wyłowił kolejną postać i uśmiechnął się. Spędziwszy większość czasu w przeróżnych miastach, często przyjaźnił się z przedstawicielami złodziejskiej dyscypliny. Doskonale przy tym się uzupełniali w akcji. A i po akcji nie było problemów. Abishai'a interesowały księgi, złodziei złoto i klejnoty. Więc podziałowi łupów rzadko towarzyszyły kłótnie. Ach te czasy, spędzone w Vivane i w tamtejszym ruchu oporu. Pozostał po nich jedynie zbiór therańskich woluminów i piękny list gończy jaki wystawiły za iluzjonistą sługusy Kyprosa. Abishai zachował sobie jedną kopię, na pamiątkę. ..Jakby tak się zastanowić, to w Urupie jest chyba therańska palcówka dyplomatyczna. Na myśl o księgach będących w ich posiadaniu, krasnoludowi zabłysły oczy.
Kolejne huknięcie w drzwi wyrwało Abishai'a z rozmyślań...Czy w tym mieści nie potrafią pukać?- pomyślał rozdrażniony krasnolud.
"Va!" - Gerion wyszarpnął z cholewy długi i zębaty vorstowy sztylet. "Kto mi chce zafundować nowe drzwi!? - ryknął.- "Lubię czarny dąb z Axalalai. Polerowany i intarsjowany parzonym jesionem!" - z szybkością błyskawicy szarpnął za klamkę i pochwycił za ucho coś co łomotnęło przed chwilą o drzwi.

"Nie bij!" - zapiszczało coś "jestem Bezbronny"...

W zdumieniu Wojownik opuścił małego Dawcę Imion na deski podłogi.

W...w...witajcie coś przeoczyłem ? ale mnie głowa boli. Gdzie mój miecz ? (...) ach to Ci, zabrali mi go grrr, wejdźmy do środka, chcącemu opowiem co się wydarzyło.

"Wietrzniaki...Nie ma istot bardziej hałaśliwych od tej rasy."- westchnął cicho krasnolud.

"- No co? - " Klik lekko wykrzywiła wąskie usta. "- Kobiety nie widzieliście?"
- "Kobiet napatrzyłem się aż nadto. Rzecz raczej innej natury mnie trapi.- rzekł iluzjonista zamykając tom i odwracając się w kierunku złodziejki. - "zapewne znasz plotki krążące ostatnio po mieście? Bo, będąc w drodze usłyszałem ,że magik jakiś zakończył swój żywot, nie zostawiwszy testamentu. A majątek po nim przepadłszy na rzecz rady miasta ma być wyprzedany, w przygotowywanej w tym celu aukcji. Możesz to potwierdzić te plotki, lub zaprzeczyć im? "
 
 
Sethariel 
Opiekun X Kręgu


Wiek: 35
Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 1861
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2007-01-13, 15:57   

"Wśród majątku wszelkie znane Dawcom Imion dobra znajdziecie, Meble z nogami, co to je same niosą, Miotły co bez rąk, komendy ni nadzoru sprzątają, Garnki co miesiącami mięso w świeżości utrzymują, Kandelabry swym własnym ogniem świecące, Krzesła latające, Koce ogrzewające, Urządzenia alchemiczne, skrypty kartograficzne, mapy, książki wszelakie, wina, alkohole z różnych stron świata... mnóstwo i więcej skarbów magicznych, brosze, amulety, pudełka, flakoniki. I zbroje wątkowe przez najlepszych zbrojmistrzów robione, skórzana, kryształowa, kolczuga a nawet płytowa. I bronie różne też do majątku należały, sztylety magiczne, miecze długie i trollowe, rapiery V'strimońskie, berdysze Tylońskie i korbacze z Landis. Cała zbrojownia, lecz wśród tego i najcenniejszy okaz. Gdzieś ponoć wśród mieczy zbiorowiska, ten najważniejszy, ten wszechmocny, co na prośbę samego Varulusa I powstać miał być przed pogromem - Zabójca Horrorów w swej własnej potędze..."

Zarecytował jakby z pamięci Seth, siedząc gdzieś na uboczu, przy drewnianym stole, popijając kielich wina. Uśmiechnął się do siebie. Po czym znowu zamilkł...
_________________
Wojciech 'Sethariel' Żółtański
Gry-Fabularne.pl - serwis o grach fabularnych
 
 
 
Misiołak 
Uczeń II Kręgu
Łakomiś


Wiek: 36
Dołączył: 23 Maj 2006
Posty: 47
Skąd: Bydgoszcz/Londyn
Wysłany: 2007-01-13, 16:14   

Drzwi Gerionowej karczmy poraz kolejny zostały potraktowane dość bezceremonialnie, bo solidnym kopniakiem. Tym razem do pomieszczenia wkroczył stękając i pomrukując włochaty Władca Zwierząt taszczący pod pachami dwie przyjemnie pękate beczułki.

- Dobijam się i dobijam do kuchni, i nic. Cisza... Myślę sobie, pewnie jakaś lepsza zabawa się kroi, to od przodu zajdę, w towarzystwie trochę poprzebywam, cywilizacją się nacieszę... Ech... Ze zmęczenia głupoty gadam - westchnął ostrożnie ustawiając dębowe antałki pod ścianą. Następnie otarł pot perlący się na czole.

- Miodu i ziół przyniosłem zgodnie z umową. Baryłeczka ma na grzbiecie jeszcze trzy beczułki. Znajdź dla niej jakiś zacny udziec, bo się kruszynka nadźwigała.

Jak na komendę do pomieszczenia wsunął się potężny, kudłaty łeb niedźwiedzicy, a z głębi jej gardła wydobył się basowy pomruk aprobaty. Zwierz śmiało wkroczył do wnętrza, a właściwie próbował, bo przytroczone do grzbietu pakunki zaklinowały się w przejściu. Niedźwiedzica fuknęła ze złością.

- Oj, utknęło maleństwo... - Władca Zwierząt spoglądał na nią z czułością i czym prędzej pospieszył z pomocą.
_________________
.:Rysunki:.:Blog:.
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-13, 18:16   

... Widząc to że Mystic jest albo zmęczony albo zajęty i że nie dowie się żadnych szczegółów z ostatnich jego przygód Lancelot postanowił dać na razie starcowi spokój i pozwolić mu zająć się drzemaniem lub sprawami które czynił markując sen w co nie wnikał trubadur zupełnie...

... Słysząc ciekawą sentencję którą wygłosił Seth wiatrzniak nabrał ochoty aby teraz z nim porozmawiać... Nudziła go cisza i statyczność atmosfery która zagościła w gospodzie po tym jak ork z t'skrangiem zabrali się za szachy... Senny się robił przez tę ciszę i musiał sobie znaleźć jakieś zajęcie aby go sen nie zmorzył...

...[Ciekawe kogo tu jeszcze los przywlecze?... zastanawiał się Lancelot łypiąc katem oka czy Sharkuz go nie obserwuje chcąc przemknąć się w kierunku Setha. Czy wszyscy adepci z okolicy zwykli przesiadywać w tej gospodzie? Oczywiście cieszy mnie ta popularność Gerionowego przybytku bo i zysk to dla Niego i zawsze sposobność do posłuchania ciekawych historii z podróży które tekstami pieśni i poematów stać się mogą w głowie sprawnego trubadura jak ja... Jest też po wtóre komu zaśpiewać a o dobra publiczność w ostatnim czasie niełatwo]... Ględził Lancelot i wychodziły mu z tego ględzenia same plusy z zaistniałej sytuacji i tłoku adeptów w gospodzie Geriona:)

... Zakończywszy tą wnikliwą wewnętrzna analizę sytuacji okrasił wynik do jakiego doszedł szczerym uśmiechem i najszybciej jak mógł podleciał do siedzącego opodal drzwi i worka z którego się wygramolił Bezbronnego...

..."Witaj... Lancelot jestem... Mów coś chociaż Ty brachu bo to całe towarzystwo mnie w sen wpędza ta cisza i szachami... Dałeś się wyraźnie zaskoczyć skoro skończyłeś w tym worku... Ale nic to skoro tutaj jesteś nic Ci już nie grozi"... W te słowa zaśmiał się Lancelot i dodał... "Nie kwaś się bo na krzywą gębę nikt Ci skradzionych rzeczy nie odda:)... Jak dostałeś łupnia to trzeba to przeboleć... A w bólu piwo Ci ukojenie przyniesie zawsze:)... Pozwól więc że postawie Ci piwo i nareszcie napije się z kimś o moich możliwościach konsumpcyjnych:)...

W te słowa uśmiechnął się Lancelot i rzekł... "Fruwaj Bezbronny na szynkwas a ja znajdę dwa kufelki i pogadamy sobie przy piwku:)"... "Powiesz mi coś Ty za jeden bo nie słyszałem o Tobie a kręcę się w tych okolicach już jakiś czas... Chętnie bym tez usłyszał kto Cię i dlaczego pokarał taka ksywą jak Bezbronny bo to intrygujące:)... "No fruwaj za mną"...

W te słowa Lancelot wleciał za bar i zaraz na szynkwasie wylądowały dwa kufle piwa... Ledwo to Lancelot zrobił a zaczął się w ciszy przyglądać bacznie niewieścim kształtom złodziejki która opatrując rękę nie wyczuła spojrzenia bystrych wietrzniackich oczu Lancelota błądzących po jej ciele...

..."Mniam":)... Wyrwało się Lancelotowi w efekcie tego co zaobserwował ale na spojrzenie Bezbronnego szybko się zreflektował... Podniósł kufel i dodał... "Mniam... to piwo będzie Ci smakowało zobaczysz"... Do dna i opowiadaj mi tu zaraz bo rad bym usłyszeć od Ciebie to i owo"...

... Nie zdążył wziąć drugiego łyka kiedy załomotało coś w drzwi... wtoczyła się postać a za nią niedźwiedź do wnętrza gospody...

...[Matko co jeszcze?!?... Pomyślal zirytowany już nieco Lancelot... jeszcze chwila i ktoś tu wjedzie konno lub wozem dla efektu... Coś się święci... Pomyślał wietrzniak... Na pewno... kryjemy się tutaj w atmosferze jakby ta gospoda miała się stac naszym azylem i ochroną przed czymś co jest jeszcze nieznane... [Czuje się jak w oczekiwaniu na pogrom tuz przed zapieczętowaniem kaeru... coraz mniej mi się to podoba ale cóż]...

... Napijmy się Bezbronny i zapomnij o tym co Ci się dzisiaj przytrafiło... Ja zasadniczo jestem Lancelot trubadur i siedzę w tym miejscu od czasu... [Zaczął opowiadać Lancelot jak poznał Geriona i zabawiać jego klientelę muzyką, rozmową, dowcipem i śpiewem... Nie wdawał się z zbyt wielkie szczegóły ani nie cofał się do czasu zanim poznał Geriona aby Sharkuz nie usłyszał niczego co by mogło go zaintrygować... [Z nim to musze pogadac indywidualnie aby nie narobił mi siary i bigosu zarazem:)]...

..."A co Ciebie tu sprowadza i czym się zajmujesz"... W te słowa uderzył Lancelot kończąc krutka acz treściwą opowieść jego znajomości z Gerionem i związku z tym miejscem...

..."No słucham Cię brachu"...[Słuchając obserwował poczynania pozostałych przesiadujących w gospodzie osób... Miał baczenie zwłaszcza na niedźwiedzicę... Sharkuza czy za bardzo nie lustruje rozmowy... A już najbardziej na smukłą sylwetkę Pani Kradziejki:)]...
_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-13, 23:17   

"Chyba już zmęczony życiem zaczynam się robić. Raduje mnie, że interes rozkręcił się w tym roku nadzwyczaj dobrze. Fundusze lokuję w kamień ;) ZAwsze trudniej ZŁodziejowi go ukraść. A co do baty therańskiej...wiesz..to było dobre 12 lat temu :)

Czarodziej zaśmiał się słysząc słowa Geriona.
- Zmęczony życiem powiadasz. Też już wstajesz z bólem stawów? Ja muszę smarować się codzień maścią. A i kręgosłup już szwankuje.
Obydwoje zamyślili się. Gerion westchnął i poszedł dołożyć do kominka a potem zapatrzy się na szalejącą wichurę.
- Dzisiaj żywioły szaleją w Urupie. Będzie ciężka noc - stwierdził czarodziej.

Do karczmy przybywali kolejni Dawcy Imion. Zaczynało robić się ciasno. Mystic spojrzał na Lancelota, który czekał na opoowieść o przygodach starego czarodzieja, gdy ten odfrunął do na szynkwas, napić się z Bezbronnym.
"No coż będzie jeszcze czas na opowieść" - pomysłał
Wtargnięcie niedźwiedzia do karczmy przechyliło szalę. Mystic zwinął księgę, wrzucił ją do sakwy i udał się do kuchni gdzie krzątał się Gerion.
- Osobliwe masz tu dziś towarzystwo stary trollu, czy to specjalnie na moje przybycie sprosiłeś ich wszystkich? Widzę że muszę Ci pomóc w przygotowaniu wieczerzy dla całej tej zgrai. A zapomniałbym, przymocuj lepiej te okiennice, bo ci wypadną - zarechotał, zanosząc się kaszlem czarodziej.
Czarodziej wymknął się na chwilę na dwór i zaraz wrócił trzymając w dłoni zerwane przed chwilą rośliny. Poruszał się dużo żwawiej, gdy nie krył się ze swoją dobrą jak na te lata sprawnością. Całe swe życie oddał magii pieszcząc ją i kochając każdego dnia i teraz ona opiekowała się Mysticiem. Wyciągnał z szafek miski, wazy, talerze i po chwili oddał się całkowicie światu żywiołów. Żywioł drewna przesączał się właśnie przez jego kości, rozwijając się i rosnąc popłynął w stronę rozłożonych naczyń. Zaczęły się one napełniać owocami, warzywami, mięsiwem, w talerze wlała się pyszna zupa.
- A na deser uyglar therański - mruknął zadowolony z siebie Mystic.
Gerion patrzył na to przypominając sobie odległe czasy
- Dobrze mieć cię znowu koło siebie stary duchu - klepnął delikatnie Mystica
- Ciebie również Gerionie, ciebie również. - Mystic zadumał się na chwilę - No ale napitek musisz sobie niestety przynieść z piwniczki.
Stary czarodziej usiadł rześko na taborecie i chwycił do połowy upity kufel piwa Geriona.
- Twoje zdrowie trollu - wzniósł toast mrugając do niego okiem.
"Niektórzy nigdy się nie zmieniają - pomyślał Gerion"
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-15, 09:26   

Klik przesunęła uważnym spojrzeniem po wszystkich osobach zgromadzonych w karczmie, najwięcej uwagi poświęcając jednak Abishajowi, Sethowi i wietrzniakowi, któremu najwyraźniej znaczenie słowa "cisza" jest całkowicie obce. Zdawało się, że szare oczy oceniły i oszacowały wartość każdej sztuki broni, każdej szmatki, rzeczy a nawet organów wewnętrznych.
- Jestem w posiadaniu tej informacji, jak i wielu innych - zwróciła się do Abishaja. - Zdaję sobie więc sprawę z tego, że spis inwentarza żywego i martwego, ochoczo tu przywołany przez pana elfa, jest niekompletny i, delikatnie mówiąc, nieprecyzyjny. Zdaję sobie także sprawę z istnienia pewnych nazwisk i imion, które jednak są zbyt cenne, by po próżnicy i publicznie wycierać sobie nimi buzie.
Kiwając się lekko na krześle odsuniętym od stołu tak, by nie znajdowała się w zasięgu czyjejkolwiek ręki czy broni, miała dobry widok na całą salę. Jej wzrok tańczył pomiędzy zgromadzonymi gośćmi i choć ruchy miała spokojne a głos cichy, przywodziła na myśl napiętą silnie sprężynę, która niedługo zostanie gwałtownie zwolniona.
No chodź tu, no chodź. Przyjdź i miejmy to już głowy, ty stary pierdzielu. Ten dzień trwa już zdecydowanie zbyt długo. Nigdy więcej układów z Dagnim. Nigdy. Bo spłacać długi jej się zachciało. Wariata-mordercę wyśledzić, informacje zebrać, w bohatera się pobawić, zaraza. - Nieładnie wykrzywiła wargi. - Trzeba było gardziołko poderżnąć, gdy okazja była, a tak... A tak za przynętę najprawdopodobniej robić będzie. Bo Dagni uparł się na czym świat stoi, żeby spotkać się właśnie tutaj, że tu doskonałe miejsce jest, by informacje od niej odebrać. Palant. I nawet jeśli wszystko skończy się zgodnie z jej przypuszczeniami, to niczego nie zmieni. To tak jakby i tak ją zabił. Znowu przyjdzie jej rozpocząć żonglerkę imion i tożsamości. Była już Hansem - młodym kupcem z Travaru. Była Kristin, niezbyt rozgarniętą dziwką. Miała do tej pory wiele twarzy, twarz Klik polubiła jednak. Twarz, na której reputację pracowała dwa lata. Szkoda. Szkoda, cholera.
 
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-15, 10:24   

Gerion przez chwilę przyglądał się wietrzniakowi, ktory wypełzł z worka.

"...niech tą mordę zobaczę w dzień tylko a rozpłatam bydlaka." - obślinił się młody Władca Wiatru. Rozgorączkowanym wzrokiem rozglądał się po karczmie i szukał ostatniego grosza w kieszenie. Troll tylko kątem oka dostrzegł śmigającego pod sufitem Lancelota. "Oho, ciągnie swój do swego" - pomyślał. Zauważył tylko jak Trubadur unika Sharkuza przyklejonego do rogu z rumem. Marynarz zdawał się na chwilę zapomnieć o Lancelocie..

Drobiąc skrzydełkami Trubadur myślał: "... tym ten wiatr zdradza mi nadejście czegoś... Może niebezpieczeństwa?... Może któryś z tych tutaj skrywa jakąś tajemnicę która na Nas wszystkich sprowadzi możliwe zagrożenie? Kto wie? Wszyscy siedzą i nie zdradzają powodów dla których przybyli do tego przybytku... "

*****

Dagni był wściekły. "CO za podła dziwka! Flaki jej wypruję jak ją dorwę...ale wcześniej..." - zgrzytał zębami i zabawiał się myślą jak będzie wyglądać ludzka kobieta gwałcona przez krasnoluda. Zastanawiał się jaką znaleźć wymówkę przed Magistratem, w końcu był na służbie. Kroczył w swych ciężkich buciorach do przybytku Geriona, starego trolla Wojownika, u którego zwykle zbierało się najdziwniejsze towarzystwo w Dzielnicy Przybyszów. Towarzyszyło mu 12 gwardzistów.

Dagni czuł się tym faktem nieco pokrzepiony. "Niech mnie zaraza...jak coś nie wyjdzie, to poproszę trolla o Rytuał Awansu".

****

- No co? - Klik lekko wykrzywiła wąskie usta. - Kobiety nie widzieliście? Nim Gerion zdołał coś wykrztusić z siebie, krasnoludzki Iluzjonista powiedział: "Kobiet napatrzyłem się aż nadto. Rzecz raczej innej natury mnie trapi.- rzekł Abishai zamykając tom i odwracając się w kierunku złodziejki. - "zapewne znasz plotki krążące ostatnio po mieście? Bo, będąc w drodze usłyszałem ,że magik jakiś zakończył swój żywot, nie zostawiwszy testamentu. A majątek po nim przepadłszy na rzecz rady miasta ma być wyprzedany, w przygotowywanej w tym celu aukcji. Możesz to potwierdzić te plotki, lub zaprzeczyć im? "

"Pomału pomału" - wtrącił się Gerion, gdy Seth rozpoczął litanię słów opiewających skarby i łupy znajdujące się w majątku maga. "Psia krew, wszyscy tu wkoło
coś wiedzą, a ten mag to cholera jasna wielki Myrgelle z Urnostu. CZarodziej i nieprzejednany konkurent Mystica. Założę się że w zgonie Myrgelle maczały
paluchy jakieś wietrzniaki zasiedlające strych starego Mystica...Od lat mag lubił pociągać z przeróżne sznureczki, a Myrgelle mu tylko je podcinał.
Gerion przyjrzał się Klik uważniej. Pomógł jej zabandażować ranę i z zadowoleniem stwierdził że usiadła w najbardziej strategicznym punkcie jego lokalu.

"NIkt jej nie zaskoczy, nie ma szans" - pomyślał Gerion.

Vasquez i SirValeq kończyli partię atlosh t'zdram. Czwartą. Było 3:1 dla Ksenomanty. "Niezły jesssssteśśś orku" - wysyczał t'skrang.


Seth podszedł do kominka. Chciał się wysuszyć, a nie ogrzać. Było dość ciepło i tak. Wnętrze karczmy parowało, a ciężkie zapachy mdliły i doprowadzały do bólu głowy. "Chyba pójdę na przechadzkę, wichura ustała a po deszczu jest czyste powietrze" - pomyślał Seth. Wychodząc natknął się na zarośniętego człowieka (który cuchnął niemiłosiernie smrodem niedźwiedzia), a za nim kroczyła ogromna niedźwiedzica zwracając na siebie uwagę połowy ulicy.

"A na deser uyglar therański" - mruknął zadowolony z siebie Mystic. Gerion patrzył na to przypominając sobie odległe czasy
"Dobrze mieć cię znowu koło siebie stary duchu" - klepnął delikatnie Mystica. "Ciebie również Gerionie, ciebie również." - Mystic zadumał się na chwilę - "No ale napitek musisz sobie niestety przynieść z piwniczki."Stary czarodziej usiadł rześko na taborecie i chwycił do połowy upity kufel piwa Geriona. "Twoje zdrowie trollu" - wzniósł toast mrugając do niego okiem."Niektórzy nigdy się nie zmieniają - pomyślał Gerion. Już miał wrócić do piwnicy spiesząc po trunki, kiedy w drzwiach ujrzał Misiołaka z Serwos. Aż mu się oczy zaświeciły. "Nie mów, że Baryłeczka jest z Tobą" - uśmiechnął się troll i uściskał człowieka który prawie że dorównywał mu wzrostem. Lubił Misiołaka za siłę i naturę wręcz trollową. Jego współplemieńcy, dla odmiany, nie bardzo go za to lubili, toteż Misiołak często włóczył się z baryłeczką na traktach nad Wiją. Nie lubił wody i t'skrangowchy łodzi, ale piechurem był niezgorszym. Gerion czym prędzej pognał do piwnicy po kilka odpowiednich trunków...


Lancelot podleciał do Bezbronnego..."Witaj... Lancelot jestem... Mów coś chociaż Ty brachu bo to całe towarzystwo mnie w sen wpędza ta cisza i szachami... Dałeś się wyraźnie zaskoczyć skoro skończyłeś w tym worku... Ale nic to skoro tutaj jesteś nic Ci już nie grozi"... W te słowa zaśmiał się Lancelot i dodał... "Nie kwaś się bo na krzywą gębę nikt Ci skradzionych rzeczy nie odda:)... Jak dostałeś łupnia to trzeba to przeboleć... A w bólu piwo Ci ukojenie przyniesie zawsze:)... Pozwól więc że postawie Ci piwo i nareszcie napije się z kimś o moich możliwościach konsumpcyjnych:)...


Mystic rozsiadł się wygodnie w fotelu, pogiwzdywał cicho tęskną melodię "Orelia i jej zarżnięty kochanek". Przyglądał się wzorcowi Klik (jakoś tak cieplej mu się w kościach zrobiło) i czuł się niewypowiedzianie szczęśliwy. Myślał o Myrgelle. O martwym Myrgelle. Wypełniała go radość i spokój.

***
Lodoskrzydły spoglądał przenikliwym wzrokiem w kryształ pamięci. Troje Dawców Imion klęczało przed monumentalnym cielskiem smoka pochylając swoje głowy. "Otwórzcie swe umysły w tej chwili" - zadudnił smok. "Jego imię brzmi Hans z Travaru i jest fałszywym kupcem" echo słów starożytnego smoka rozbrzmiewało po jaskini. "Obdarzę was kryształem pamięci. Udajcie się do Urupy i przyprowadźcie mi go. Ma być żywy, albo przynajmniej w takim stanie by rozumiał sens moich słów." - machnięciem ogona dał do zrozumienia, że zakończył audiencję.

***

Gerion wytargał z piwnicy dwie beczki therańskiego wina. Goście byli pogrążeni w rozmowie. Noc nadchodziła szybkim krokiem...troll dałby głowę, że krokiem defiladowym. Niby wychodząc za potrzebą na podwórze, Gerion wymknął się ze swojej karczmy. "Tej, trollu" - krzyknął rozbawiony Lancelot. Ale gdy ujrzał spojrzenie Geriona, słowa zamarły mu na ustach. Lancelot nie lubił zamieszania, ani przelewu krwi. A wzork trolla powiedział mu wszystko. Gerion wybiegł na ulicę, słuch go nie mylił. Od dzielnicy P'shestish maszerował Dagni w towrzystwie kilkunastu strażników. "Zejdź mi z drogi trollu" - warknął. Gerion bez wahania zamienił się w tygrysa, wspomagając karmiczną energią, wyskoczył na 4 metry w górę i spadł na nieco zaskoczonego krasnoluda. Nie chciał mu robić krzywdy. Dagni bronił się jak umiał, a czwórka jego towarzyszy ośmieliła się zaatakować szalejącego trolla..."Thystoniusie, dla ciebie moja siła i szybkość" - wymruczał troll, odbijając nogami ciosy włóczni i waląc pięścią jak młotem w hełm sierżanta. Po dwudziestu sekundach Dagni stracił przytomność, podobnie jak 3 jego kompanów. Reszta biegiem wróciła do swego posterunku. Ulica dziwnie opustoszała.

Troll nabrał w szerokie dłonie wody z pobliskiej beczki z deszczówką. Ochlapał posiniaczoną twarz krasnoluda. "Nie w mojej karczmie synku" - rzekł do Dagniego, syna Dwirnacha. "Mistrzu" wyjąkał krasnolud - "chciałem Cię prosić o Rytuał Awansu". Troll rzerzucił go sobie przez ramię "Dla pamięci twojego ojca. Ale stawka podwójna".

Wszedł tylnym wejściem i zostawił zamroczonego krasnoluda w pokoju rachunkowym. Pojawił się po chwili w karczmie zobaczyć co dzieje się na sali. Gdy spojrzenie jego zielonych oczu napotkało szarą stal pięknych oczu Klik, troll mrugnął do niej porozumiewawczo.
_________________
Moja wikipedia ED,
Ostatnio zmieniony przez Gerion 2007-10-03, 23:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Sir Valeq 
Uczeń IV Kręgu
Gracz


Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 82
Skąd: Włocławek/Łódź
Wysłany: 2007-01-15, 12:06   

Vasquez i SirValeq kończyli partię atlosh t'zdram. Czwartą. Było 3:1 dla Ksenomanty. "Niezły jesssssteśśś orku" - wysyczał t'skrang.

Sir'Valeq, miał nie tylko wyczucie pogody. Przeczuwał także, kiedy coś się święciło i choć był już dość zmęczony astralnym lustrowaniem każdej postaci, która zjawiała się w karczmie, wytężył zmysł dany mu przez magię raz jeszcze, kiedy gospodarz zniknął. Widział, jak troll opuszcza karczmę i bawi się na zewnątrz.

"Humpf! Jak zwierzęta, jak zwierzęta..." - wymruczał niechcący. Zawsze pogardzał tymi, którzy posuwają się do takich prymitywnych działań, jak walka wręcz.
Ork chyba usłyszał te słowa, ale t'skrang miał nadzieję, że nie zorientował się, o co chodzi. Choć Łowca Horrorów też spojrzał nagle w tym samym kierunku...

Zaczynali właśnie piątą partię, kiedy Ksenomanta nagle przewrócił swoją główną figurę na znak poddania partii, wstał nic nie mówiąc i ruszył w stronę zaplecza. Miał gdzieś, czy trollowi się to spodoba, czy nie. Miał gdzieś zasady współżycia Dawców Imion, a już w ogóle nie obchodziły go sprawy takie jak prywatność czy zachowywanie tajemnic. Jego zainteresowanie leżało wszak poza granicami tego świata, dlatego tak mało się troszczył o to, jak go na nim postrzegano.


T'skrang zniknął na zapleczu. Oczywiście nie martwiąc się, czy ktoś to widział czy nie. Był ciekaw, co się tam dzieje i nic go nie było w stanie powstrzymać. Hmm, no może poza zjawieniem się nagle ducha jakiegoś Ksenomanty z arcymistrzowskiego Kręgu...
_________________
"We cannot all be masters." - William Shakespeare

http://artofcreation.strefa.pl
Ostatnio zmieniony przez Gerion 2007-01-15, 13:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template junglebook v 0.2 modified by Nasedo