Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Gerion
2008-10-27, 12:53
Karczma u Geriona (In Character)
Autor Wiadomość
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-19, 15:55   

"Dostałem wczoraj wspaniały wędzony boczek ...wieprzowy...od jednego z rzeźników z Żelaznych Pazurów. Mówię Ci - paluchy lizać" - troll uśmiechnął się do wygłodniałego Łupieżcy. Poszedł na chwilę do kuchni i żelaznymi szczypcami umieścił kilka Gorących Kamieni pod żeliwnym kociołkiem. Spróbował drewnianą łychą ziemniaków, dosypał mielonego kminku z zielonym pieprzem...dorzucił pół garści wiórków z suszonej czuszki (piekielnie ostrej) i 4 kulki indrisańskiego ziela. Zadowolony z siebie wrócił do karczmy.

- Żarcie podpasi Gerion! Czuję, że coś cięższego pitrasisz. Nos mi się już wykręca od tej owsianej papki z owocami co na niebie żremy. - uderzył pięścią w stół wielce zadowolony.
- A co tam na lądzie słychac, ktoś nęka Urupe, jakieś bitwy? Aaa, popatrz mam dla Ciebie trochę świeczników ze szczerego złota.

Bezbronny siedział na stole przed Sharkuzem i przez długą słomkę cedził piwo w sharkuzowego pucharu...Łupieżca był tym bardzo rozbawiony. "A wiesz co lataczu, jako żywo Lancela mi przypominasz" - parsknął piwną pianą w powietrze.

-Pijjj, niech Ci na zdrowie wyjdzie bo po minie to licho wyglądasz, jakbyś conajmniej godzine temu z sarkofagu wyszedł. hehe
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-19, 18:38   

- Bardzo dobra herbata. Hmm białe liście Karripai sprzedawane przez lud zza morza, zgadłem? - zapytał elf
- Tak, zgadłeś to Karripai, ale chyba nie herbacie zawdzięczam tak niespodziewaną wizytę?
- Nie. - Fechtmistrz rozsiadł się wygodnie i oopowiedział czarodziejowi o wydarzeniach minionej nocy.
Ale my Mystic coś wymyślimy, na pewno. Mam nadzieję, że Mygrelle tym razem pożałuje wszytskiego, a ja odzyskam co moje. To co współpraca? Jak kiedyś?" Seth wyciągnął dłoń w stronę Mystica, czekąjąc aż ten zgodzi się współpracować...
...
Dłoń Mystica z wolna płynęła przez gęste powietrze jego komnaty. Zdziwiona mucha machając wolno skrzydełkami przyglądała się upierścienionym palcom maga. A zwłaszcza ciemnogranatowemu kciukowi. Z każdym uderzeniem serca, dłoń Czarodzieja zbliżała się do wyciągniętej ręki Fechmistrza. Wreszcie po długim oczekiwaniu, obie ręce z wielką siłą, klasnęły o siebie i zamarły w uścisku...
Nad kamienicą Mystica zgęstniałe powietrze utworzyło ogromny wir...porwało kilka dachówek i wystrzeliło w górę, kręcąc piruet Pięścią Jorkawa....zdezorientowani Żeglarze, rozsypali się po pokładzie.........
...
W umyśle czarodzieja błysnęła jedna myśl "Dokonało się"
...
Obydwoje usiedli.
- Z chęcią przystaję na propozycję współpracy drogi Sethu - zaczął czarodziej i pomyślał "Na pewno będzie ona dla mnie bardzo owocna"
- Wiem że chciałeś odzyskać medalion, który skradł ci Mygrelle, wiem także, że nie działał z własnych, nikczemnych pobudek. Był szantażowany przez Theran, swoją drogą zastanawiam się, co takiego mieli oni na niego.
- Theranie a cóż oni ode mnie chcą? - przerwał mu zdziwiony elf
- Myślę, że to ja powinienem o to zapytać - uśmiechnął się czarodziej - ale jeśli chcesz mogę popytać, mam znajomych w therańskiej ambasadzie. Na pewno nie nadepnąłeś komuś na odcisk?
- Theranom? Hmmm... nie przypominam sobie. Stoczyłem wiele pojedynków - odezwał się po chwili Seth - może ktoś ma za złe, że kiedyś przegrał?
- Myślę że to coś poważniejszego - odparł czarodziej
- No właśnie. Nie angażowano by takich sił i środków.
- A rodzina, przyjaciele?
- Rodzina daleko... w Throalu prowadzi interesy
- Może uwiodłeś jakąś kobietę z Thery? Kobiety bywają pamietliwe...
- Kobieta z Thery - zamyślił się fechtmistrz
- Może Klik? - podsunął mu Mystic
- Klik? - elf wyraźnie się zdziwił - raczej nie. Dlaczego?
- Bo to ona jest teraz w posiadaniu twojego medalionu.
- Ona?? - Mystic obserwował emocje na twarzy elfa, całkowite zaskoczenie przemieszane z szokiem - ona jest magiem?
- Nie, to zwykła złodziejka, sprytna ale magiem nie jest.
Elf zamyślił się na chwilę, po czym uznał, że Mystic powinien poznać wszystkie szczegóły. Pewnie i tak wcześniej czy później by się dowiedział.
- Jakiś czas temu - zaczął elf - skradłem Mygrellowi kobietę. Znienawidził mnie i cały czas mści się na mnie. Z wściekłości jak pies ogrodnika zabił ją, a nieco później ukradł mi medalion. Właściwie to nie medalion a brosza, która jest moim pomniejszym przedmiotem wzorca. Dzięki temu trzymał mnie w szachu, nie mogłem mu sie odgryźć.
"Dzięki temu przyszedłeś do mnie" - cieszył się w duchu czarodziej.
- Gdy usłyszałem o jego śmierci - kontynuował elf - postanowiłem ukraść z jego dobytku swoją własność. Wczorajszej nocy, gdy mnie zaatakowano, szedłem na spotkanie z umówionym złodziejem. Resztę już znasz...
- Tak no coż, wiemy już że Mygrelle nie ma tego medalionu
- Właściwie to nie medalion, lecz brosza - wtrącił Seth
- Wiemy też, że ma lub miała ją Klik - kontynuował niezrażony czarodziej - Myślę że naszym priorytetem w tej chwili powinno stać się podejście Pantery.
- Spróbujemy - uśmiechnął się zawadiacko fechtmistrz
- Trzeba sie dowiedzieć dla kogo pracuje i po co mu ta brosza. Być może działa na własną rękę. W każdym bądź razie Mygrelle mało co nie przypłacił tego życiem.
- Ktoś chce mnie szantażować, ale po co? Dlaczego? - Seth miał teraz w głowie istną burzę. - Po co Theranom mój pomniejszy przedmiot wzorca? I co z tą trzecią osobą? Tą która rzuciła we mnie Falę ognia?
- Zbadam tą sprawę, jak tylko się czegoś dowiem dam Ci znać - Mystica najbardziej interesowała właśnie ta osoba, bardziej nawet niż znikający napastnicy, choć i im postanowił nie przepuścić.
- Masz jakieś domysły co do celu tych wszystkich działań? - denerwował sie elf.
- Po co Theranom twój przedmiot wzorca też nie wiem
- Jesteś czarodziejem rozwiąż tą zagadkę! - wykrzyknął wyraźnie zdenerwowany Seth
- Przecież wiesz że kocham takie zagadki - Mystic starał się uspokoić elfa - i na pewno nie spocznę dopóki ich nie rozwiążę. Będę miał zajęcia na kilka najbliższych dni.
Obydwoje zamyślili się.
- A co z Mygrelle skoro już wiemy, ze upozorował swoją śmierć?
- Mygrelle ma na pewno ten sam cel co my. - stwierdził Mystic - odzyskać twoją broszę. Oczywiście trzeba na niego uważać, ale myślę, że ma on teraz większe problemy na głowie by nam bezpośrednio zagrażać. - Nie zamierzał jednak lekceważyć Mygrella, zrobił to już raz i więcej nie powtórzy.
- W każdym razie nadal nie rozumiem po co komukolwiek, prócz Mygrelle, mój pomniejszy przedmiot wzorca. - westchnął Seth
- Dobrze jest znać swoich wrogów - zaśmiał się Mystic - zwłaszcza, gdy ma się ich tylu co ty.
- Nie sądzę też by był to Zinjan... kimkolwiek jest
- Zinjan?
- Chciał się ze mną spotkać, ponoć w sprawie rytuału awansu
- Wczoraj?
- A nie wiem w sumie
- Nie wiesz kiedy chciał się z tobą spotkać?
- Spotkałem tylko jakąś krasnoludkę, która coś wspomniała - odrzekł Seth - ale nie zawracałem sobie tym głowy. Zwłaszcza że ta krasnoludka wcale ładna nie była
- Jak wyglądała?
- Szpetnie owłosione krasnoludzkie dziewczę, szukała mnie
- Znalazła cię?
- Właściwie to nie, ale przekazano mi wieści
"Najpierw mówi że spotkał, potem że dostał informację". Mystic stłumił w sobie irytację. Bądź co bądź elf był świeżo po przejściach.
- Acha, w takim razie uruchomię swoje zasoby, by się jak najwięcej dowiedzieć o motywach działania Theran, tego jegomościa od fali ognia i całej reszty twoich fanów. Jeśli będziesz chciał się czegoś dowiedzieć przychodź do mnie lub pytaj Jupika. Przekażę mu treść naszej rozmowy.
- Jest jeszcze ten Dagni - przypomniał sobie Seth - spotkałem go idąc wczoraj w nocy
"Na Thystoniusa ilu jeszcze? Jak ten elf dożył takiego wieku" - dziwił się Mystic
- Dagni? - spytał zrezygnowany
- Szedł w stronę karczmy Geriona z małym oddziałem strażników
- Ten sierżant?
- Tak sierżant straży, mam wrażenie że jest w to wszystko wplątany
- Znam go czesto przychodzi do Geriona po nauki
- Aha... tylko po nauki?
- Tak, ale raczej bez oddziału - Mystic zastanawiał się - Dobrze w takim razie zacznę od Dagniego. Zna mnie więc sam się z nim spotkam, myślę że nie będzie miał oporów, by mi wyjawić jakie miał sprawy u Geriona.
- Theranie, Iopos, Klik, Mygrelle, Zinjan, Dagni - zaczął wyliczać Seth
- Tak zdecydowanie mamy dużo roboty. Nie ma co dłużej zwlekać. - stary czarodziej wstał, uznając rozmowę za zakończoną. - Spotkamy się wieczorem u Geriona, tam przekażę Ci czego się dowiedziałem.
Mystic stanął przed oknem patrząc na płynący w powietrzu drakkar Pięść Jorkawa. Już planował gdzie zarzucić sieci.
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-20, 11:04   

Klik wcisnęła chłopcu w dłoń kilka miedziaków. "Nie wiesz jak wyglądam" - cmoknęła go w czoło. Chłopak zrobił głupią minę. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i pomachała mu ręką na pożegnanie. Niektóre wieści, które usłyszała były całkiem interesujące: o śmierci Myrgella powstały już dwa równoległe strumienie plotek. Jeden mówił, że mag zaprzedany sercem i majątkiem Therze zgodził się na inscenizacje swojej śmierci nie wiedząc, że tym samym podpisuje na siebie wyrok. Pamiętliwi Theranie wykorzystali jego "zgon", by zapewnić mu przemiłe zajęcie pośród galerników. Jednakże jeden z młodych medyków, z którym zamieniła kilka słów potwierdził informację, że przyczyną odejścia Myrgella z tego świata był prozaiczny atak serca. Naturalny bądź wywołany przez zbyt wysoką dawkę środka pobudzającego, pomyślała. Tak czy inaczej ta wiadomość była dobitnym dowodem na to, że mag nie miał jednak w piersi twardego kamienia.
Złodziejka kupiła torbę owoców na straganie Arminy – ludzkiej kobiety, która próbowała matkować całemu światu. Tak odżywia się dobrze. Nie, nie jest chora – miała ostatnio dużo zajęć. Tak, z przyjemnością wezmę jeszcze dwie figi. Nie, jeszcze nie zamierza wychodzić za mąż. Oczywiście, że wpadnie jutro. Z ulgą oddaliła się z powrotem ku Dzielnicy Przybyszów odprowadzana zmartwionym spojrzeniem staruszki.
Garth siedział na swoim zwykłym miejscu niedaleko centralnego placu. Gdyby wiek mierzony był cynizmem i czarnowidztwem człowiek miałby tysiące lat. Mimo wszystko, a może właśnie dlatego Klik lubiła go. Upadły dandys, degenerat, uważał się za arystokratę pośród żebraków. Podała mu torbę z owocami.
- No tak, no tak... Owoce nie są już takie jak kiedyś, popatrz jakie małe i suche. Wypisz wymaluj Theon – przez chwilę z zainteresowaniem oglądał pomarszczoną figę.
- Masz na myśli tego dyplomatę z Thery?
- Tak. Tego samego, który tak bardzo lubi Belle ze „Srebrnego Dzwonka” – wskazał palcem w kierunku domu uciech.
- Słuchaj, skoro już zacząłeś mówić o Theranach, co mógłbyś mi powiedzieć o...
Pół godziny później uboższa o owoce szła powoli w kierunku Gerionowej Karczmy zastanawiając się dlaczego u licha całym ziemskim majątkiem świętej pamięci Myrgella "zaopiekowała" się therańska ambasada.
 
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-20, 22:09   

Cholera co ja jestem pies gończy!?! - Myślał zezłoszczony Lancelot kiedy po 2 godzinach ani śladu Bezbronnego nie znalazł.

Ciekawe gdzie się udał ten wsiowy ciołek ze słabą głową - Zrzędził Lancelot.

Latał tak trubadur po zatłoczonych ulicach Urupy i pytał co jakiś czas przechodniów czy nie widzieli takiego osobnika jak Bezbronny którego przedstawiał swym dokładnym opisem.

Nużyć go zaczęło to zajęcie i zaczął się rozglądać nieco bardziej za tym kogo ulice Urupy noszą niż za tym czy nie noszą akurat jego kompana od kieliszka który zaginął jak kamień w wodę.

Znalazłszy na środku drogi słup wysoki wyglądający jak maszt statku a na którym wisiały ogłoszenia rozmaitej maści przysiadł sobie wygodnie na szerokim szczycie słupa i zaczął rozglądać się bacznie bo wielkich połaciach Urupy tętniącej życiem. Sam nie wiedząc oznak czego szuka zamyślił się trubadur na moment...

Ciekawe że ze wszystkich ras tylko my wietrzniaki nie mamy swojego konta w Urupie - Zaczął swój wewnętrzny wywód Lancelot. Gdyby był taki zakątek to bym wiedział gdzie mogę spodziewać się Bezbronnego a tak to d***. Może być wszędzie, gdziekolwiek go oczy poniosły te łakome! Jak wiedział że jest cienki bolek do kielicha to mógł się pilnować. Co On myślał że mi dzień w dzień osuszającemu składzik Geriona po trochu dorówna tak z marszu?:) Niedoczekanie!:)

Zakończywszy przemyślenia naszła go ochota aby dać wyraz temu że wietrzniaki nie mają w tym mieście miejsca stałego ale istnieją. Z tą myślą wyciagnął swój flet i siedząc na maszcie w środku wielkiej Urupy zaczął grać.

Było kilku takich którzy przystanęli na chwile i zadzierając do góry głowy słuchali tego co Trubadur grał, inni zerkali idąc dalej... Większość nie zwracała uwagi w pedzie codziennego życia.

Lancelot skończył grać. Przypomniał sobie nagle o co prosił go Gerion przed wyjściem.

O psia mać! Zapomniałem zupełnie że Gerion mówił przyprowadź mi Rufine a potem poszukaj Bezbronnego. Zrobiłem zupełnie odwrotnie... Jak zwykle. Tu Lancelot uśmiechnął się pod nosem i w te pędy poleciał w kierunku domu Rufin.

Doleciał dosłownie w oka mgnieniu. Od razu zapukał do drzwi najmocniej jak potrafił zasapany szybkim lotem. Czekał cierpliwie na reakcję z wewnątrz...

05-NA CEKALIKU.zip
Pobierz Plik ściągnięto 280 raz(y) 577,55 KB

03-DWOR KSIECIA BOGUSLAWA RADZIWILLA.zip
Pobierz Plik ściągnięto 283 raz(y) 1,04 MB

_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-22, 11:10   

SIrValeq zakończył swoją opowieść zawieszonym w próżni spojrzeniem, gdzieś pół stopy nad głową trolla. Gerion poczuł, że rozbolała go głowa...

"Mówisz, że nie mógł zaznać spokoju, gdyż o tym nie wiedziałem?" - wolno wycedził Wojownik. "Czy to oznacza, że teraz będzie mógł odejść do krainy Śmierci?. Oj Valequ zostawiasz mi solidne brzemię wiedzy..." westchnął. Usiadł ciężko i dodał - "Muszę to przemyśleć nim podejmę jakąkolwiek decyzję. Przejdę się do świątyń, poradzić Głosicieli" - dodał.

***
"Ooooohhh kochanie, nie mogę już...."-wydyszał Theon uwalniając swoje uda z objęć czarnowłosej piękności. Belle lubieżnie odgarnęła wilgotne pasmo włosów ze swojej twarzy i spojrzała w górę na swego klienta. Therański urzędnik pośpiesznie wkładał togę na swoje ciało. "Pachnę cały tobą, maleńka" - rzucił na pożegnanie. Jak zwykle zostawił na jej łóżku sakiewkę wypełnioną złotymi florenami i wyszedł w pośpiechu. "Nawet się nie wykąpał" - stwierdziła dziewczyna. Podeszła do lustra w drzwiach szafy i przyjrzała się z zadowoleniem swojemu nagiemu ciału. Uniosła dłońmi piersi, zawirowała w radosnym piruecie...Miała idealną twarz, mistrz Iluzji Kolarat sprawił się jak należy. Od miesiąca nie mogła opędzić się od klientów...Tanecznym krokiem wbiegła do salonu kąpielowego i wskoczyła do wanny wypełnionej pachnącą wodą. Na krawędzi wanny siedziała mała wietrzniaczka. "Skrzydełka sobie zamoczysz" - od niechcenia rzuciła Belle. "Wiesz ile mnie obchodzi twoja troska?" - prychnęła z pogardą wietrzniaczka. "Mów mi co wyciągnęłaś...albo wyssałaś z Theona. Inaczej wiesz....mogę stać się mniej przyjemna." Ciemnowłosa dziewczyna zanurzyła się pod wodę...

***

Zbliżał się wieczór. Gerion smętnie stał w kuchni i bez zapamiętania przygotowywał kilka dań na kolację. Obok, na stole stał złoty świecznik, prezent od Sharkuza. Łupieżca zmęczony chrapał radośnie w pokoju na górze.

Troll wyniósł wielką michę panierowanych krewetek. Postawił przed Abishajem, któremu urupańskie upały też dały się we znaki. Iluzjonista wypił dobrą kwartę cytrynowej lemoniady i znów zamówił kolejny dzban. Zresztą Gerionowi też chciało się pić. Chętnie by porozmawiał a krasnoludem, ale nie miał na to czasu. Za to Bezbronny pojawił się punktualnie i pomagał jak licho. Troll był z niego bardziej zadowolony niż z Lancela, Bezbronny przynajmniej nie mielił tyle ozorem.

***

"Usiądź mi na ramieniu Lancelocie" - Rufina po raz kolejny upomniała wietrzniaka - "Nie będę skręcała sobie karku z tego powodu, że mój rozmówca krąży mi nad głową" Lanceot uraczył ją kolejną ze swoich długich opowieści. Zaczął zapadać zmrok, kiedy doszli do karczmy Geriona. "Uuuuu lala" - wymruczał Lancelot, "a kogoż tu moje oczy widzą? Seth?! Cały i zdrów, a tak żeśmy się o CIebie martwili" - uśmiechął się Trubadur. "Mistrzu Mysticu...." - błagalnie spojrzał wietrzniak - "wczoraj miała być opowieść..." Stary czarodziej wydawał się dziwnie zamyślony, gdy przekraczał próg lokalu.

***
Klik ostrożnie przemykała uliczkami Urupy. Szła tam, gdzie cień pozwalał jej stawać się niewidoczną. Jeszcze kilka przecznic i usiądzie sobie w karczmie, za stołem. Strasznie chciało się jej pić. A Gerion podawał wyśmienity mus z pomarańczy, schłodzony tak, że aż zęby pękały...

***
Bezbronny musiał odpocząć. Wyrwał się na chwilę z dusznej karczmy Geriona, przysiadł na długiej wystającej krokwi i wziął kilka głębszych wdechów. Ulicę wypełniał rzedniejący tłum. Zmierzchało i tu i ówdzie zapalano już kryształy świetlne. Bezbronny przypomniał sobie o Burku. Wrócił się na chwilę do karczmy i zabrał kilogram gorszego mięsiwa dla psa, licząc na to, że Gerion nie zauważy,albo nie będzie miał nic przeciwko.

Burek był mocno rozdrażniony. Nagle wyrwał się wietrzniakowi i z głośnym ujadaniem wybiegł na ulice...Bezbronny bez zastanowienie śmignął za psem. Doścignął go po dobrym kwadransie szaleńczego lotu. Pies stał ze zjeżonym karkiem zastawiając drogę wychudzonemu człowiekowi, który z niepewnością przywarł plecami do ściany. Bezbronny zapikował w dół...między nogi zdziwionych przechodniów. Wziął w ręcę największy kamień jaki mógł unieść i wzbił się wysoko..."Burek cię znalazł łachudro" - żądza zemsty podsycana przez Raggoka pchała go w dół, w kierunku czaszki złodzieja...
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Bezbronny 
Nowicjusz
Nie bij


Wiek: 36
Dołączył: 18 Sie 2006
Posty: 1
Wysłany: 2007-01-22, 15:53   

bez namysłu podniósł wietrzniak z ziemi kamień po czym poleciał w stronę złodzieja. rozpędzone 34 kilo z kamieniem uderzyło w głowę człowieka, który padł jak kłoda na ziemię.

Bezbronny wylądował przed kilkoma przechodniami, spojrzał się na nich tak jak by próbował ich przestraszyć. Lewą ręką klepnął się w udo, dając znak psu aby usiadł przy jego nodze, rozkazał mu "Pilnuj drania" po czym czym sił poleciał do karczmy po pomoc.

Mały władca Wiatru ledwo wychamował przed drzwiami karczmy, wszedł i zawołał Geriona, GERION MAM ZŁODZIEJA ! - leży niedaleko nieprzytomny pomóż mi go przenieść.
_________________
-=[ PIWO Rule 4 Ever ]=-
 
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-22, 19:28   

Abishai skończył posiłek i odruchowo kiwnął głową w odpowiedzi na pozdrowienie Klik.
Potem siedział przy stole czekając na wietrzniaka który miał przyprowadzić jego przewodniczkę. Wyciągnął dłoń przed siebie i po chwili owa dłoń zapłonęła ogniem. Barwa ognia przechodziła jednak z czerwonej w purpurową, potem w złota, pomiędzy złotymi płomieniami pojawiły się fioletowe ogniki, zaś cały płomień po chwili zmienił barwę na zieloną. Od razu widać było, że ogień ten to zwykła iluzja kreowana przez krasnoluda.
A podobno skrzydełka i niewielki rozmiary ułatwiają poruszanie się w mieście...Widać wietrzniaki nie są tak prędkie jak się o nich mówi, Albo miałem takiego pecha, że natrafiłem na jedynego powolnego wietrzniaka w całej Urupie. -pomyślał z irytacją Abishai, czekając na swa przewodniczkę.
Troll wyniósł wielką michę panierowanych krewetek. Postawił przed Abishajem, któremu urupańskie upały też dały się we znaki. Iluzjonista wypił dobrą kwartę cytrynowej lemoniady i znów zamówił kolejny dzban. Krasnolud mocno już zniecierpliwiony, rozważał czy nie zignorować wietrzniaka oraz przewodniczki.. I samemu wybrać się na miasto.
"Gdyby, nie to, że kobietę ma sprowadzić, to bym poszedł nie czekając na przewodnika. Ale damy wystawiać do wiatru się nie godzi. Ale niech ten Lancelot na napiwek nie liczy."- mruczał ponuro pod nosem Abishai, pijąc lemoniadę i częstując się krewetkami. Wreszcie wietrzniak wleciał w towarzystwie krasnoludzkiej dziewoi. I to całkiem ładniutkiej.
Abishai wstał, wykonał zamaszysty pokłon z tymi wszystkimi dziwacznymi ruchami dłoni, których nauczył się od kupca z Maraku ..Pokłon ten, według iluzjonisty, był bardzo efektowny.
- Na imię mi Abishai, iluzjonista.- rzekł na powitanie, podając Rufinie swe ramię .- Ponieważ czas mnie goni, wyłuszczę całą sprawę podczas wycieczki.. Choć zapewne wietrzniak coś wspomniał po drodze.
Wziąwszy krasnoludke pod ramię Abishai ruszył na wyprawę po mieście. Rufina była bardzo dobra i bardzo miłą przewodniczką. Iluzjonista nie żałował, że musiał czekać.. choć wolałby wcześniej załatwić swe sprawy. Najpierw oboje skierowali swe kroki, do Throalskiej ambasady gdzie urzędnik obiecał zabrać listy wraz z najbliższą poczta dyplomatyczną. Iluzjonista nie ominął okazji do pogadania o ojczyźnie i wysłuchania najnowszych plotek z krasnoludzkiego królestwa. Potem wpadł do urzędu miejskiego gdzie dowiedział się na temat szczegółów aukcji (zwłaszcza jeśli chodzi o termin i o miejsce) rzeczy zmarłego maga i spis rzeczy wystawionych na sprzedaż (który zresztą zakupił) ..Nic imponującego, meble, trochę magicznych drobiazgów w stylu magicznej miotły i płaszcza zimowych nocy, oraz spory zbiór niemagicznych woluminów (te szczególnie interesowały iluzjonistę). Wartościowsze skarby urząd miasta zapewne zachował dla siebie. Nie martwiło to Abishai'a, Czasami pozornie bezwartościowy przedmiot krył w sobie tajemnice wartą więcej niż księga zaklęć. Popołudnie spędził Abishai na zwiedzaniu Biharj i drobnych zakupach . Same zakupy nie były celem samym w sobie. Gdyż z każdym kupcem poplotkował i zapytał się o wiele pozornie nieważnych rzeczy.
Resztę dnia spędził przyglądając się drakkarom i zabawiając Rufinę anegdotami zasłyszanymi w Vivane. Gdy zbliżał się zmierzch odprowadził Rufinę wręczając jej drobną miedzianą brosze ( oprócz umówionej zapłaty za oprowadzenie po mieście) którą kupił od jednego z kupców.
Wracając do karczmy iluzjonista starał się z zasłyszanych plotek odtworzyć prawdę o śmierci Myrgelle z Urnostu. Nie, żeby żywił jakieś cieplejsze uczucia wobec tego czarodzieja.
Dochodzenie prawdy na podstawie plotek było ćwiczeniem umysłu równie dobrym jak partia atlosh t'zdram z trudnym przeciwnikiem. Plotki co do śmierci starego czarodzieja były niejasne. Wiadomo że nie mógł widzieć swego mordercy (jeśli jakiś był), bo wtedy władze Urupy bardzo szybko zabójcę namierzyłyby. Stać je było na początkującego ksenomantę potrafiącego za pomocą magii zajrzeć do przedśmiertnych wspomnień nieboszczyka. Istniała teoria, że umarł śmiercią naturalną. Ale wielu posądzało, że czarodzieja zabił Mystic (totalna bzdura. .pomyślał Abishai, wspominając wczorajsze zachowanie czarodzieja) zazdrosna kochanka albo kochanek, Theranie, Horror, Throal, krwawe elfy, a nawet zabójca ludu za Aras ??
Musiał mieć ciekawy żywot ten Myrgelle, że zebrał taką różnorodną gromadę śmiertelnych wrogów.- pomyślał Abishai. Większość z nich odrzucił. Strachliwi kupcy wszędzie widzą rękę Horrorów, krwawych elfów i Theran. Horror za bardzo rzucałby się w przestrzeni astralnej (chyba.. iluzjonista nie znał sie na Horrorach), żeby podejrzewać krwawe elfy, Threan lub Throal, trzeba znaleźć jakieś powiązania miedzy nimi a Myrgellem. Lud z Aras zbytnio się izoluje, żeby zajmować miejscowymi sprzeczkami magów. Zaś Mystic zbyt mało wiedział, jak na potencjalnego zabójcę. Ewentualna kochanka mogła podejść czarodzieja ..Niestety nie udało się Abishai'owi poznać tożsamości kochanki/kochanka czarodzieja. Być może wiec Myrgelle nie miał w otoczeniu takiej osoby. Może ambitny uczeń, który zagarnąwszy magiczne księgi czarodzieja , postanowił usunąć potencjalne zagrożenie? - pomyślał Abishai, uznając taką teorie za dość prawdopodobną , aczkolwiek tak samo jak przypadku teorii o kochance, brak imienia takowego, utrudniał sprawę.
Może gdybym zainwestował trochę srebra, uzyskałbym odpowiedzi na me pytania, ale czy warto? Raczej nie.- pomyślał Abishai i rozważył inne plotki. Czy Myrgelle żyje czy nie, łatwo stwierdzić odkopując jego doczesne szczątki. Jeśli będą w grobie, to trudno posądzić czarodzieja przebywanie wśród żywych , jeśli nie...To zapewne zjawi incognito się na jutrzejszej aukcji, by odzyskać co wartościowsze ze swych przedmiotów.
Co zaś do plotek, że therańska ambasada zaopiekowała się rzeczami maga, to je odrzucił jako mało wiarygodne. Ciekawe w jaki sposób Theranie udowodniliby, że mają prawo do majątku Myrgella ? Nawet jeśli był ich tajnym współpracownikiem, to naiwnością było by dopominanie się o jego rzeczy. I w ten sposób zwracanie uwagi na ich wartość. Bezpieczniej i dyskretniej byłoby je zakupić podczas jutrzejszej aukcji. -pomyślał Abishai dochodząc do karczmy z której okien blask rozlewał sięna ulicę.
Ostatnio zmieniony przez abishai 2007-01-22, 20:43, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-22, 20:02   

Mystic szedł wraz z Sethem w stronę karczmy Geriona. Rozmawiali spokojnie omawiając ostatnie szczegóły. Tuż przed karczmą wymienili spojrzenia, po czym Seth otworzył drzwi karczmy i wszedł. Przywitał ich niestrudzony wietrzniak

"Uuuuu lala" - wymruczał Lancelot, "a kogoż tu moje oczy widzą? Seth?! Cały i zdrów, a tak żeśmy się o CIebie martwili" - uśmiechął się Trubadur. "Mistrzu Mysticu...." - błagalnie spojrzał wietrzniak - "wczoraj miała być opowieść..." Stary czarodziej wydawał się dziwnie zamyślony, gdy przekraczał próg lokalu.

- Tak, tak - odburknął Mystic. Omiótł spojrzeniem gości karczmy. W środku byli wszyscy stali bywalcy prócz Vasqueza. Nie było też Klik, ale Lancelot już znalazł sobie inny obiekt westchnień. "Rufina" - przypomniał sobie czarodziej imię dziewczyny, która kierowała przyjezdnych do Geriona, w zamian za co stary troll polecał ją jako przewodnika swoim gościom. "Zobaczy kawałek piersi i wystarczy. Taki to ma życie." - westchnął Mystic. Sam nigdy nie miał odwagi do kobiet, a teraz to już pozostały mu tylko wspomnienia.

- Przynieś mi mojej ulubionej herbaty i coś na ząb, żeby mi w gardle nie zaschło gdy będę opowiadał. - poprosił Lancelota
- Już się robi - zaskrzeczał wyraźnie rozochocony dziś wietrzniak.
Mystic zbierał myśli do kupy, gdy do karczmy wpadł Bezbronny
- GERION MAM ZŁODZIEJA ! - leży niedaleko nieprzytomny pomóż mi go przenieść - rozdarł się mały wietrzniak
Mystic spojrzał na starego trolla, był ciekaw jego reakcji...

Lancelot przyniósł starcowi dzban herbaty i pół talerza krewetek.
- A teraz opowieść mistrzu Mysticu
- Spokojnie, daj mi chwilę odetchnąć. - Mystic zaczął chrupać krewetki, popijając małymi lyczkami herbaty.
Lancelot zawisnął przed Mysticiem, wyraźnie nie mógł się zdecydować czy poczekać. W końcu jednak dziewczyna zwyciężyła i pofrunał do niej.
"Pewnie zdecydował, że stamtąd też dobrze słychać" - pomyślał czarodziej. Zbierał myśli, przypominając sobie stare czasy. Nie mógł sobie pozwolić na zająknięcia. jego reputacja na to nie pozwalała.
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-22, 21:22   

Theon siedział na swoim ulubionym fotelu z rozmarzeniem wspominając sprawne usta Belli. Dzień należał do udanych. Myrgelle gryzł ziemię, jutro jego majątek zostanie zlicytowany w Magistracie Urupy. Ale Theon miał swoich ludzi w Urupie, którzy dostarczyli mu to i owo z majątku zmarłego nagle maga. Oczywiście theranin o mało co nie dostał szału jak nie znalazł broszy o którą mu najbardziej chodziło. Jego frustrację szybko i skutecznie ugasiła Bella, choć dziś dziewczyna musiała sie długo starać...

Szlachcic się zastanawiał, położył na szali bardzo wiele, żeby postawić maga pod ścianą. Łobuz przysięgał na swoją brode, że posiada przedmiot wzorca gotowy do badań i wie gdzie wzorzec przebywa...A jednak ktoś mu go wykradł! Theon nie brał pod uwage innej możliwości.

***

Abishai był najwyraźniej ukontentowany obecnością Rufiny. Ale Gerion się w to nie mieszał. Właśnie do karczmy schodzili ostatni goście, Seth i Mystic. Lancelot nie próżnował, "Mistrzu Mysticu...." - zaczał od razu jak tylko spostrzegł maga - "wczoraj miała być opowieść..." Stary czarodziej wydawał się dziwnie zamyślony, gdy przekraczał próg lokalu. "- Tak, tak "- odburknął Mystic i zaraz potem dodał: "Przynieś mi mojej ulubionej herbaty i coś na ząb, żeby mi w gardle nie zaschło gdy będę opowiadał. "

Gerion właśnie się zastanawial gdzie jest Klik i czemu zniknął SirValeq, ale połączył to z cieżką pracą Ksenomanty, jaką wykonał rozmawiając z duchem Roxa. Właściwie to Gerion myślał o tym, co bardziej by zadowoliło Łucznika. Jeszcze się wahał.

"- GERION MAM ZŁODZIEJA ! - leży niedaleko nieprzytomny pomóż mi go przenieść " - wydarł się Bezbronny z hukiem wpadając do karczmy. "Jesteś pewien smyku?" - spokojnie zapytal troll. Reszta gosci spojrzała na wiszącego w powietrzu wietrzniaka. "Powalę go jednym ciosem Rufino!" - krzyknął Lancelot, nie zważając na protesty Bezbronnego, że złodziej jest nieprzytomny, leży i czeka. "Jakem Lancelot, Trubadur z Urupy" - wypiął drobną pierś do przodu, chcąc zaimponować Rufinie i zręcznym ślizgiem wybyl w mrok nocy.
"Gerion zrób coś! zaraz sie ocknie, zresztą zbiegowisko się zrobiło" - głos Bezbronnego podniósł się o oktawę wyżej. Troll z właściwą sobie flegmą wyszedł na ulicę. Faktycznie trzysta krokow dalej robiło się zbiegowisko.

"Hm..." - chrząknął troll - "Dagni już tam jest wietrzniaku, mam nadzieję, że nie zabiłeś tego człowiek, bo inaczej z bólem serca bede musial Cię pożegnać na wieki." Bezbronny nieco zbladł, "za..za...za....zabiłem?" - wyjąkał. Wielu Dawców Imion wskazywało na Bezbronnego, ktory przysiadł na ramieniu trolla. "Dagni, druhu" - zadudnił Gerion, "coś nietęgo u Ciebie z łapaniem rzezimieszków w Urupie,co?". Dagni miał minę numer dwa, na jej widok kwaśniało mleko, a woda zyskiwała smak kocich szczyn. "Mistrzu" - odparl oficjalnie - "jak tylko docucę tego tu leżącego Vinrycha, chętnie wyslucham zeznań siedzącego na twych plecach skrzydlaka." "Co za kurdupel" - pomyślał Bezbronny. "Ja myślę" - troll podrapał się w czolo widząc jak podwładni Dagniego docucają łotrzyka, ten miał zapuchnięte czoło i siniejącego guza wielkości orkowej pięści - "że miał wiele szczęścia, że żyw. Natomiast masz rację Dagni, nie godzi się napadać na ulicy nikogo i dlatego Bezbronny najsamprzód pójdzie z toba łaskawie do garnizonu i tam złoży skarge na owego..jak powiadałeś? Vinrycha?".

Wietrzniak z miną nieco markotną powlókl się wraz ze strażnikami, psem i złodziejem. A troll wracał do swojego lokalu, chwilowo tylko pozbawionego opieki. Oczywiście Lancelot jak tylko zobaczył Dagniego, stwierdził że nie ma miejsca tu na bohaterskie czyny więc czasu cennego marnował nie będzie. I błyskawicznie wrocił do karczmy.

***

Klik z daleko obserwowała Dagniego i jego ludzi. Prowadzili mocno poturbowanego starego Vinrycha i znajomego z widzenia wietrzniaka. Pantera uśmiechnęła się z politowaniem...

***
Seth zachodził w głowę po co działo się wszystko to co się działo. Uznał, że pytanie jakie sformułował zabrzmiało głupio. Pewnie to efekt rozmowy z Czarodziejem i ostatnich gwałtownych przeżyć. Miał ochotę na dobrą rybę, i mocne wino. Jedno i drugie u Geriona było wyśmienite. A potem...potem Seth miał ochotę na kobietę...ale tego Gerion już nie oferował.
***

"Panie Abishaju" - zagadnęła Rufina na chwilę uwolniwszy się od towarzystwa Trubadura - "prawda to, że wasz brat jest ważnym archiwistą w Throalskiej Bibliotece? Coś wspominaliście, jak was po Urupie oprowadzałam, a nie chcę potem na głupia wyjść i gafy jakiejś palnąć" - zaczerwieniła się na obu policzkach.

***

Sharkuz aż się przebudził. "Kto do jasnej chrapie tak głośno, że mnie obudził!" Wstrzymał na chwilę oddech. W powietrzu unosiło się jeszcze jego własne chrapanie. "Aaaaa to moje" - pomyślał z dumą uspokojony. Chwilę nasłuchiwał, czy z parteru nie dochodzą odgłosy rozbijanych krzeseł i łbów, tudzież rozkoszne jęki niewiast, ale że nie słyszał nic takiego tylko mruczenie Mystica - "pewnie znów dziadyga jakieś bajki z dzieciństwa plecie" - postanowił dokończyć swój jakże przyjemny sen...
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-23, 11:43   

Klik z daleko obserwowała Dagniego i jego ludzi prowadzących w kierunku garnizonu mocno poturbowanego starego Vinrycha i znajomego jej z widzenia wietrzniaka. Uśmiechnęła się z politowaniem. Z Vinrycha zawsze była taka żałosna łajza – wystająca grdyka na niemiłosiernie chudej szyi, wodniste niebieskie oczy i jasne włosy upodabniały go do gęsi głęboko przejętej swoimi problemami żołądkowymi. Był jedną z tych osób, którym w życiu nic nie wychodzi: bękart wychowany przez mężczyznę, którego jego matka uczyniła rogaczem, wieczny pechowiec i ofiara niewybrednych dowcipów. Ślepo zapatrzony w swego ojczyma przez całe życie starał się zyskać jego przychylność, upodobnić się do niego, stać się w końcu dla niego prawdziwym synem. Bezskutecznie. Naśladując masywnego i agresywnego Vernera pił dużo, mówił głośno i brutalnie kradł. Wrodzone i pielęgnowane latami tchórzostwo sprawiło jednak, że ofiarami Vinrycha padali tylko i wyłącznie mniejsi od niego. Prawdziwy pies na wietrzniaki. Kundel – poprawiła się w myślach.
Dziewczyna nigdy nie pałała sympatią do tego złodzieja. Cechował go jakiś obmierzły spryt, pewna oślizłość charakteru, która wydawała jej się odrażająca. Może i był kundlem, ale pozbawionym wszystkich jego pozytywnych cech. Nigdy nie mogła zdecydować się czego było w nim więcej – parchatego szczurka czy jaszczurki. Uśmiechnęła się złośliwie. Chłopina się chyba zapłacze, gdy dojdzie do siebie. Pokonany publicznie przez małe skrzydlate stworzonko. Lokalna społeczność łajdacza nie da mu o tym zapomnieć.
Uznawszy to przedstawienie za zakończone powoli poszła w kierunku Karczmy.
 
 
 
Bezbronny 
Nowicjusz
Nie bij


Wiek: 36
Dołączył: 18 Sie 2006
Posty: 1
Wysłany: 2007-01-23, 13:42   

Mały wietrzniak, choć nie młody bo wszak 85 lat miał, nie raz miał już do czynienia z przedstawicielami władzy, często wszak latał po pijaku po miastach gdzie bywał, co się nieraz kończyło walnięciem w to jednego to drugiego przedstawiciela władzy, czy strażnika.

Przekraczał próg garnizonu z lekkim uśmiechem, przypominając sobie jego wyczyny z czasów młodości...

Bezbronny czekał, aż będzie mógł powiedzieć wszystko to co wie na temat tego ścierwa.

Wietrzniak opowiedział ze szczegółami czynność po czynności co dokładnie robił tamtego felernego dnia.
opisał gdzie go Vinrych napadł, czym skrępował, co zabrał ze szczegółami opisał jak wyglądała jego broń, ile złota miał przy sobie i dlaczego taką znaczą ilość przy sobie trzymał.

Wietrzniak opowiadał z podnieceniem, gdy usłyszał pytanie dlaczego tyle gotówki przy sobie trzymał, aż drgnął, poprawił ubranko, obtarł twarz, po czym zaczał opowiadać o swojej miłości która mieszka nieopodal Lasu Pająków.

podążałem w stronę lasu pająków, tam czeka ma miłość... Ma 189cm wzrostu, jasne piwne oczy, średnio długie, włosy koloru brąz, lekko kręcone, skóra o odcieniu ciemno szarym... Jest to Elfka, kocham ją, widziałem ją ostatni raz prawie 15 lat temu, jak uciekałem przed gargulcem z całą karawaną... Dużo nas nie zostało ech, niech im ziemia lekka będzie. tak więc lecę tam, albo dokładniej jadę tam na moim psie.

tak więc sprzedałem wszystko co w czasie swojego życia nabyłem i wyruszyłem do niej, do mojej miłości....

jeden strażnik nie wytrzymał i parsknął ze śmiechu gdy tylko usłyszał że wietrzniak, i to w dodatku taki mały chce starać się o rękę 15 razy większej od niego Elfki.


Bezbronny przemilczał zniewagę, wszak z wymiarem sprawiedliwości zaczynać nie warto...
czekał na dalszy bieg wydarzeń.
_________________
-=[ PIWO Rule 4 Ever ]=-
 
 
 
Bibi 
Nowicjusz

Wiek: 38
Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 4
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-23, 14:31   

"Ooooohhh kochanie, nie mogę już...."-wydyszał Theon uwalniając swoje uda z objęć czarnowłosej piękności. Belle lubieżnie odgarnęła wilgotne pasmo włosów ze swojej twarzy i spojrzała w górę na swego klienta. Therański urzędnik pośpiesznie wkładał togę na swoje ciało. "Pachnę cały tobą, maleńka" - rzucił na pożegnanie. Jak zwykle zostawił na jej łóżku sakiewkę wypełnioną złotymi florenami i wyszedł w pośpiechu. "Nawet się nie wykąpał" - stwierdziła dziewczyna. Podeszła do lustra w drzwiach szafy i przyjrzała się z zadowoleniem swojemu nagiemu ciału. Uniosła dłońmi piersi, zawirowała w radosnym piruecie...Miała idealną twarz, mistrz Iluzji Kolarat sprawił się jak należy. Od miesiąca nie mogła opędzić się od klientów...
Bibi siedziała w pokoju kąpielowym i czekała, aż Belle skończy z tym therańskim urzędasem. Bawiła się cienką linką i zaczynała się niecierpliwić, bo siedzenie w pomieszczeniu pełnym pary to dla niej żadna przyjemność. Tym razem trwa to trochę dłużej niż zazwyczaj. Może wyciągnie z niego coś więcej niż tylko stek nieprzydatnych bzdur. W końcu do pokoju wbiegła całkiem urodziwa dziewoja i wskoczyła do wanny.
- Skrzydełka sobie zamoczysz - od niechcenia rzuciła Belle.
- Wiesz ile mnie obchodzi twoja troska? - prychnęła z pogardą wietrzniaczka.- Mów mi co wyciągnęłaś...albo wyssałaś z Theona. Inaczej wiesz....mogę stać się mniej przyjemna. Ciemnowłosa dziewczyna zanurzyła się pod wodę... Po chwili Bibi wynurzyła głowę dziewki spod wody ciągnąc za włosy:
- Tylko bez ukrywania. Masz powtórzyć słowo w słowo to, co ci powiedział Theon – nieprzyjemny uśmiech wietrzniaczki spowodował słowotok u dziewczyny, która zdaniem Bibi była ładniejsza bez tej iluzji na twarzy. Ale cóż, skoro lubi żyć w zakłamaniu...
- On miał zdobyć jakiś elficki amulet. Prawie mu się udało, ale Mygrelle się przekręcił, a amulet zniknął. I gdy teraz therańczycy domagają się zwrotu swojej własności, ten go nie ma. Próbował dopaść tego elfa, bo miał nadzieję, że to może on odzyskał swoją włąsność, ale się pomylił. Teraz jest w kropce. Czarne chmury zbierają się nad jego głową, a on tylko wie, że to jakaś kobieta gmerała w domu czarodzieja. Nic więcej nie powiedział poza tym co mam zrobić z jego przyrodzeniem i jak...
– Dobra, dobra, szczegółów łóżkowych nie muszę znać, a przynajmniej nie teraz - przerwała jej Bibi. I zachowuj się, żebym przypadkiem treści naszej rozmowy nie usłyszała gdzieś na rynku, bo twoja buźka przestanie być tak ładna - skrzydlata kobietka znów obdarzyła dziewczynę swym uśmiechem i lina powoli wróciła na swoje miejsce wokół talii wietrzniaczki. Uwolniona z więzów Belle w momencie wyskoczyła z wanny i okryła się ręcznikiem.
- Żegnaj maleńka, hihihi – rzuciła Bibi i udała się w nieznanym dziewczynie kierunku.

Gdy wietrzniaczka opuściła przybytek rozkoszy wzleciała wysoko w niebo, aby przeanalizować to czego się dowiedziała. A nie dowiedziała się zbyt wiele:
- Tyle to dziadunio to już wie. Nie dowiedziałam się nic nowego, ta głupia dziewucha patrzy tylko w lustro, nic rozumu w tym czarnym lepku nie ma. Ciekawe czemu ten amulet jest taki ważny, chociaż to nie amulet jest ważny tylko ten elf. Co takiego wie ten elf, że wszyscy chcą go dopaść. A może to nie elf, a jednak amulet jest ważny, a elf o tym nie wie? A może jednak elf wie i nic nie mówi? Muszę się przyjrzeć temu elfikowi z szabelką. Coś mi w nim nie pasuje, tylko co? On za dużo wie, a ja się tego dowiem, no chyba, że Jupik będzie szybszy. Ale na pewno zdobędę tą wiedzę w ten czy inny sposób. I dziwne, po co Theranom jakiś amulet pospolitego elfa. Nie, to nie jest pospolity ostrouchy i trzeba o niego zadbać, tu chodzi o wyższy cel... Muszę znaleźć dziadunia...
I wysokim lotem udała się w stronę Karczmy, gdzie Gerion serwuje najlepsze desery w Urupie.
- Dziadunio o tej porze powinien już tam być, snując kolejną opowieść, a może nie opowiada tylko słucha kogoś innego, albo z Gerionem razem wspominają dawne czasy, a może tylko siedzi i rozmyśla... E, nie, pewnie opowiada, przecież ten Lancelot nie da mu żyć, no chyba, że się dziadunio wymiga starością i przyśnie przy kominku, hihihi.
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-23, 18:56   

Ciekawe w jaki sposób Theranie udowodniliby, że mają prawo do majątku Myrgella ? Nawet jeśli był ich tajnym współpracownikiem, to naiwnością było by dopominanie się o jego rzeczy. I w ten sposób zwracanie uwagi na ich wartość. Bezpieczniej i dyskretniej byłoby je zakupić podczas jutrzejszej aukcji. -pomyślał Abishai dochodząc do karczmy z której rozlewał się blask na ulicę. Podszedłszy bliżej zauważył jak z drugiej strony nachodzi Rufina, która dopiero co odprowadził do w pobliże domostwa.
"Usiądź mi na ramieniu Lancelocie" - Rufina po raz kolejny upomniała wietrzniaka - "Nie będę skręcała sobie karku z tego powodu, że mój rozmówca krąży mi nad głową"
Widać trubadur wyciągnął ją na miasto.- pomyślał Abishai.
I z pewną satysfakcja zauważył że urocza krasnoludka nosi zakupioną przez niego broszkę. Jak się okazało Rufina również zmierzała do karczmy Geriona. Więc Abishai zaproponował jej kolację... i Lancelotowi też.
"Uuuuu lala" - wymruczał Lancelot zaraz na wejściu, "a kogoż tu moje oczy widzą? Seth?! Cały i zdrów, a tak żeśmy się o Ciebie martwili" - uśmiechął się Trubadur. "Mistrzu Mysticu...." - błagalnie spojrzał wietrzniak - "wczoraj miała być opowieść..."
Abishai i Rufina weszli razem do karczmy, usiedli przy jednym ze stołów, po czym iluzjonista rzekł do trolla. "- Mości Gerionie, kolacje dla dwojga.. Dla mnie coś lekkostrawnego, natomiast dla damy wszystko co sobie zażyczy.. Lancelot ma u ciebie zapewne zniżkę prawda? No i zamawiam butelkę najlepszego wina."
"- GERION MAM ZŁODZIEJA ! - leży niedaleko nieprzytomny pomóż mi go przenieść " - wydarł się Bezbronny z hukiem wpadając do karczmy. "Jesteś pewien smyku?" - spokojnie zapytal troll. Reszta gości spojrzała na wiszącego w powietrzu wietrzniaka. "Powalę go jednym ciosem Rufino!" - krzyknął Lancelot, nie zważając na protesty Bezbronnego, że złodziej jest nieprzytomny, leży i czeka. "Jakem Lancelot, Trubadur z Urupy" - wypiął drobną pierś do przodu, jakby chcąc zaimponować Rufinie i zręcznym ślizgiem wybył w mrok nocy.
Fajnie.... konkuruję z wietrzniackim trubadurem. Moja ex-narzeczona miałaby się z czego pośmiać.- pomyślał posępnie Abishai.
"Gerion zrób coś! zaraz się ocknie, zresztą zbiegowisko się zrobiło" - głos Bezbronnego podniósł się o oktawę wyżej. Troll z właściwą sobie flegmą wyszedł na ulicę.
"Panie Abishaju" - zagadnęła Rufina na chwilę uwolniwszy się od towarzystwa Trubadura - "prawda to, że wasz brat jest ważnym archiwistą w Throalskiej Bibliotece? Coś wspominaliście, jak was po Urupie oprowadzałam, a nie chcę potem na głupia wyjść i gafy jakiejś palnąć" - zaczerwieniła się na obu policzkach.

"- Wspominałem? W sumie to chyba tak..- "mruknął Abishai nieco roztargnionym głosem. Rodzinne sprawy iluzjonisty były skomplikowane ( jak całe jego życie zresztą). Ojciec na wysokim urzędniczym stanowisku, brat szanowany archiwista...Tylko on ,iluzjonista.. zakała rodziny. Pierwotnie Abishai miał być czarodziejem, ale zbiegiem okoliczności wylądował na terminie u Zmiennokształtnego (nazywany tak ze względu na codziennie inną rasę i wygląd, a czasami i płeć.. iluzje, pod którymi skrywał swą prawdziwą postać tak dobrze.. Że do dziś Abishai nie potrafiłby powiedzieć jak naprawdę wyglądał Zmiennokształtny) ekscentrycznego iluzjonisty o kontrowersyjnych poglądach. W każdym razie, ojciec zarzucał Abishai'owi, że zamiast stać się kimś, został byle kuglarzem. Wróciwszy myślami do chwili obecnej krasnolud.
"- Mój brat pracuje przy wielu, wielu poważnych projektach pod kierownictwem Merroxa. A nazywa się Thom Erdull.. Mam nawet kilka publikacji Thoma w pokoju, jeśli chciałabyś je zobaczyć to moglibyśmy.."
Tu Abishai przerwał, zdając sobie że te słowa zabrzmiały , jak tekst kiepskiego podrywu.
Ponowne pojawienie Lancelota dodatkowo skomplikowało sytuację. Jak zwykle.- posępnie pomyślał Abishai.
 
 
Sethariel 
Opiekun X Kręgu


Wiek: 35
Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 1861
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2007-01-24, 00:01   

"Hej Rufinka, może winka?" Zapytał ze stołu obok ze znaną sobie brawurą (którą co niektórzy nazwaliby bezczelnością) elfi Fechtmistrz, wznosząc oczywiście swój kielich w górę do toastu. Seth nie myślał poważnie o jakiejkolwiek próbie podrywu krasnoludki, myślał natomiast o zabawie, a do tej Rufina nadawała się doskonale. Czas się przejść pomyślał, po czym wstał i podszedł do krasnoludki. "Wybaczcie, że przeszkadzam, ale pewna myśl nie daje mi spokoju. Muszę przynać Rufino, bo taki Ci na imię prawda, że bardzo atrakcyjna z Ciebie krasnoludka" perfekcyjnie blefował Seth. Nauczyła go tego jego ścieżka i pokaźna liczba rozegranych partii elfickimi kartami. "Swoja drogą Rufina to bardzo ładne imię, pasuje Tobie, tak jak i pewnie pasowałoby naszej królowej, której cudna uroda to temat wielu barsawiańskich opowieści" "Twój uśmiech to pewnie rozweseli każdą duszę i rozświetli każde miejsce" kontunuował elf "Bardzo miło mi Ciebie poznać, na imię mi Seth, kłaniam się do stóp" po czym skłonił się z gracją godną Elfickiego Dworu. "Słyszałem, żeś jest jedna z najlepszych przewodniczek w Urupie, czy to prawda? Tylko bez skromności proszę... Tak się składa, że właśnie kogoś takiego jak Ty potrzebuję, urocza, miła przewodniczka, która mogłaby mi pokazać to i owo..." tu elf na chwilę przerwał mówić, przechylił lekko głowę, uśmiechając się i patrząc Rufinie prosto w oczy, odgarnął lekko włosy po czym dokończył zdanie "... w mieście. Przejdziemy się?" Seth spojrzał na krasnoludkę... i zdziwił się niezmiernie, na jej fizyczny obraz nakładał się drugi... astralny. To samo zresztą było z innymi Dawcami Imion w karczmie, gdzieniegdzie też świeciły coniektóre przedmioty. "Zabawne" pomyślał elfi fechtmistrz "Tak dawno tego nie robiłem, że prawie zapomniałem jakie to uczucie, a co najważniejsze jak to kontrolować" Seth skupił się na chwilę i wszystko wróciło do normy. Cała sytuacja trwała zaledwie kilka sekund...
_________________
Wojciech 'Sethariel' Żółtański
Gry-Fabularne.pl - serwis o grach fabularnych
 
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-24, 13:42   

- No dobrze - westchnął stary czarodziej połykając krewetkę. Poukłądał już wszystkie elementy w głowie. Wstał z krzesła po czym zaczał tkać wątki zaklęcia, przysiadając sobie. Po chwili siedział już na rozmytym tronie stworzonym z powietrza. Uniósł się nad stół przy którym siedział i zaczął opowiadać...

- Było to 13 Mawaga roku 1476 - czarodziej przeniósł się już w tamten okres, okres w którym był w sile wieku wiele podróżował, poszerzał swoje kontakty i zdobywał wiedzę. - wracałem właśnie z długiej podróży, z serca Imperium Thery. Przedostatni odcinek z Vivane do Domu K'tenshin odbywałem drogą lądową. Dołączyłem do jedenj z kupieckich karawan wlokących się przez pustkowia dawnego królestwa Landis i Ustrekt u podnóża Lśniących Szczytów. Chciałem rzucić okiem na te góry będące jak wiadomo siedzibą wielu plemion trolli. No i oczywiście będące bardzo bogate w żywioły ziemi i powietrza.

Niestety zanim dotarłiśmy do Lśniących szczytów zamordowany został jeden z adeptów, wynajętych do ochrany karawany. Zaczęliśmy badać tą sprawę, jednak zanim znaleźliśmy cokolwiek podejrzanego, znaleziono drugiego z rozszapanym gardłem. Wkrótce do mych uszu zaczęły docierać plotki o horrorze, który opętał jednego z nas, o głosicielach Raggoka i Vestrial, o stadzie krojenów krążącym w okół karawany. Oczywiście moja niezaspokojona ciekawości kazała mi drążyć ten temat. Nie dane było mi jednak wtedy dowiedzieć się, kto stał za tym zamieszaniem. Przebudziłem się wleczony za ręce po lesie. Otrzymałem kilka ciosów. Ostatnim co poczułem było ostre ulucie w klatce piersiowej. Zapadła ciemność.

Stary czarodziej łyknął herbaty i potarł się w okolicach serca.
- Niewiele brakowało, a nie siedziałbym tu z wami. - westchnął. - Na dzisiaj wystarczy dalsze moje dzieje opowiem wam przy następnej okazji.
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-24, 19:12   

"Hej Rufinka, może winka?" - Zapytał ze stołu obok ze znaną sobie brawurą (którą co niektórzy nazwaliby bezczelnością) elfi Fechtmistrz.. Abishai określał takie zachowanie chamstwem.
Dalsze zachowanie elfa byłe dość często spotykane u fechmistrzów ( choć krasnolud znał kilka chlubnych wyjątków od tej reguły), którzy wykazywali się brakiem taktu, grzeczności, a czasem i manier. Przez chwilę korciło iluzjonistę by potraktować Setha jakimś złośliwym czarem, ale uznał że szkoda zachodu. Elf był dość dobrym znajomym Geriona, a krasnolud nie zamierzał jeszcze zmieniać karczmy. Bardziej ciekawiło go jak Rufina zareaguje na słowa elfa. To mogło dać Abishai'owi sporą wiedzę o jej charakterze.
 
 
sir_lancelot 
Czeladnik VI Kręgu
Sir Lancelot


Wiek: 37
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 304
Skąd: Iława
Wysłany: 2007-01-26, 19:19   

Ta gospoda schodzi na psy - Pomyślał Lancelot słysząc końskie zaloty Setha wobec Rufin. Nie dość że jakiś buras Bezbronnego się pastwi nad kawałkiem nędznego ochłapu mięsa to jeszcze wewnątrz gospody co niektórzy zachowują się jakby mieli przed sobą barani udziec w postaci krasnoludzkiej kobiety.

Nie po to ją tu przyprowadziłem i cała drogę zaglądałem jej pod brzeg stroju żeby mi teraz krasnolud i elf rozerwali ją miedzy siebie - Zagłębiał się w zdenerwowane myśli trubadur.

"Panowie! Panowie! Dajcie się wypowiedzieć pięknej Pani zamiast zarzucać ją swoimi uwodzicielskimi zabiegami. Rufin przyszła tu ze mną i to jest mój gość bez względu na to którego z Was oprowadzała po mieście lub będzie oprowadzała jutro. Powstrzymajcie więc swoje zapędy i popędy bo Rufin jest tu pod moją opieką." - Stwierdził z zadziornym uśmiechem na ustach Lancelot.

"Jeśli nadal będziecie Panne Rufin tak osaczać swoimi nieświeżymi oddechami to gotowa jest się obrazić a tego chyba żaden z Nas by nie chciał prawda?" - Ciągnął Lancelot wywód mający zdemaskować zapędy Abishaia i Setha i jednocześnie oczarować urodziwą krasnoludkę.

"Poza tym mości fechtmistrzu. Tutejsze maniery nakazują zapytać o przyzwolenie kiedy dama siedzi nie sama przy nie Twoim stoliku w miejscu publicznym a nie od razu wchodzić w zalotne podchody ani się nie przedstawiwszy ani nie zdradzając powodów swojej śmiałości wobec Niej" - Ale mnie zaszczyt kopnął - Myślał Lancelot - żebym ja tu musiał zgrywać ostoje moralności i dobrych manier, do czego to doszło?!

"Sądzę Panowie że w tym gronie historia i to co ma do powiedzenia urodziwa kobieta miedzy Nami tu siedząca ma pierwszeństwo" - W tym momencie wyciągnął wietrzniak kartkę i pióro i zwrócił się do Rufin - "Opowiedz Nam o sobie jeśli łaska bo bardzo bylibyśmy radzi usłyszeć kilka ciekawych historii z życia przewodniczki w tak wielkim i sławnym mieście" - Tu spojrzał trubadur na Rufin zalotnie i wymownie i dodał - "Twoją historię zobaczą oczy wielu kiedy trafi Ona wraz z moim pamiętnikiem do Wielkiej Biblioteki Thoralu złotko. Nie wstrzymuj więc języka bo Twa opowieść będzie zapewne lepsza niż niejednego obecnego w tej gospodzie adepta" - Na tym zakończył Lancelot i czekał aż Rufin dobędzie słowa i zmieni wyraz twarzy będąc zaskoczona zainteresowaniem Jej osobą.

Opowiadaj Skarbie opowiadaj a może jeszcze tej nocy na drugiej stronie tej kartki naszkicuje Twa nagie ciało które w świetle świec legnie na moim łożu - Rozmarzył się trubadur i uśmiechnął przy tym wymownie.
_________________
http://www.myspace.com/sobiewolaclub

http://www.sobiewola.pl/
 
 
 
Sethariel 
Opiekun X Kręgu


Wiek: 35
Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 1861
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2007-01-26, 21:09   

"Przyganiał kocioł garnkowi! Śmiesz mi zwracać uwagę w sprawie manier?! Tak się składa jego mosciu, że pomimo wielkiej sympatii do Ciebie, obraziłeś mnie wystarczająco mocno bym musiał wyzwać Cię na pojedynek, coby mój honor zwrócił! Otóż mylisz się wielce co do mojego zachowania, podszedłem grzecznie, przeprosiłem, przedstawiłem się i wyjaśniłem dogłebnie powody swego zainteresowania... A zresztą czemu ja się tłumaczę komuś, kto po przykrywką moralizatora, obraża nie tylko mnie, ale zdaje mi się też mojego towarzysza rozmowy Abishaia... Coś mi się zdaje Panie wietrzniaku, że to pan tu nas szantażuje swoim nieświeżym oddechem! To pewnie rodzinne! A teraz wychodzę z karczmy, co by w porządnym miejscu burd nie zaczynać i czekam tam na pana, a jeżeli się pan tam nie zjawi to uznam żeś tchórz pan niegodny miana Trubadura, który odpowiedzialności za swe słowa nie potrafi przyjąć..."

Seth nie lada zdenerwowany, obrócił się w stronę Rufiny "Pani wybaczy, całe to zamieszanie, bronię swojego, Abishaia i pani honoru... Co musi być, to musi być" ukłonił się elgancko, po czym szybkim krokiem wyszedł z karczmy...
_________________
Wojciech 'Sethariel' Żółtański
Gry-Fabularne.pl - serwis o grach fabularnych
 
 
 
Sharkuz 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 77
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-26, 22:12   

-Hey, fircyku! - wrzeszczy, rozbudzony Łupieżca zjeżdżając na poręczy schodów prowadzących do izby.

Wpadł przed Lancelota zasłaniając go całego, obkręcił rzemię na rękojeści nadziaka...

-Skoroś kozaczysz na małego Lancelota, wpierw ze mną zapraszam do gawędy mości Sethu!
_________________
I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-26, 23:55   

"Co my tam będziemy mieć" - zastanawiał się Vasquez - "to że stada krylowców i innego paskudztwa, to wiem. Splugawione duchy - to też może być, te są szczególnie wredne, zwłaszcza jak się moga manifestować, a znając przewrotność Ristula - mogą. Naznaczone duchy żywiołów? Owszem. Bylem nie nartafił na wściekłego żywiołaka w służbie Ristulowców. Właśnie - jescze ci szaleńcy. Do tego im bliżej Otosk, tym bardziej prawdopodobne będzie mi spotkać Spaczenia nocy...a z tym plugastwem samojeden rady nie dam. No nic" - splunął i zatarł ręce. Wędrował raźno już od samego przedświtu...

***
"Szlachetny Theonie" - krasnolud w granatowej czapie skłonił się przed dyplomatą. "Mieliście słuszność co do waszych podejrzeń. Moje myszki wśliznęly się tu i ówdzie i
musze pogratulować Wam intuicji. Szkoda, że Zinjan skrewił i ten barsawiański elfik nie połknął przynęty. Wiem za to gdzie może przebywać Złodziej...a dokładniej ZŁodziejka, która w perfidny i obrzydliwy sposób splatał nam nasze plany, prawda wasza miłość?" - tu ciemnobrody karzeł uśmiechnął się obleśnie. Theon spojrzał na niego z wyraźną dezaprobatą: "Nie wiem jak twoje plany G..." "Tylko bez imion, panie! Tylko bez imion" - wtrącił mu krasnolud - "tutaj nawet ściany moga mieć uszy..zwłaszcza wietrzniackie. Ten bezzębny i niedołężny Mystic jest nad wyraz żywotny. Rozpuszcza plotki po mieście w kręgach nam szczególnie drogich. Poza tym myszki mi szeptały, że ta jego Bibi coś zbyt natrętnie odwiedza pewną urodziwą dziwkę ze Srebrnego Dzwonka..." Krasnolud zawiesił głos. Theon wstał. Zamiótł płaszczem kurz zalegający przybalkonową część komnaty. Wbił spojrzenie szarych oczu w jakiś punkt w oddali. "Wiesz co robić, G..." "Panie! Prosze...bez imion." - zakrakał brodacz ochrypłym glosem. A jego dlonie wykonały gest ukręcania łba gołębiowi. "Ja nie chcę o niczym wiedzieć.." - podkreśłił Theon. "Mnie interesuje tylko efekt....".

***
Myrgelle błądził po ogromnej ciemnej sali. Wokół stały niebosiężne piramidy glinianych tabliczek. CIemność była tak gęsta, że domyślał się słuchem wysokości każdego
ze stosów. Doliczył ponad 1376...A dopiero co wkroczył do przedsionka. Nagle poczuł potrowrne zawirowanie przestrzeni...rozpaczliwie szukał wlasciwego zaklęcia,ale
jego magia zniknęła...Coś go pociągnęło i rzuciło w sam środek ogromnej rzeki Dawców Imion. "Wybacz" - ktoś huknął go łokciem w głowę. Olbrzymi troll. "Gdzie się pchasz staruchu!" - jakiś dzieciak o szalonym spojrzeniu krzyczał na maga. Wokół niego tłoczyly się miliony krasnoludów, ludzi, elfow, t'skrangów..."Idź, idź" - Myrgelle pchany ruchem tłumu czuł wokół siebie żywe słowa. "Idź, idź" - przenikało jego ciało i duszę. pisało w niej ognistymi literami. Nagle spostrzegł, że każdy jeden z Dawców Imion miał w dłoni glinianą tabliczke i rylec. Każdy jeden skupiony byl na słowach, jakie usiłował wypisać na tabliczce. Nikt nie zdawała przykładać większej wagi do tego gdzie szedł i kto szedł obok niego. Myrgelle usiłował się wyszarpnąć. Spojrzał na elfa obok siebie: "co ty piszesz?!" Elf ze smutkiem spuścił wzork. Jego twarz zapłonęła wstydem. Z wielkim wysiłkiem przepchnął się między parą orków byle dalej od Myrgelle. Mag zauwazył, że gdy ktoś kończył pisać, tabliczka wyrywała mu się z rąk i łączyła z milionami innych, unoszących się nad tłumem w nieznanym kierunku. Na jej miejsce zawsze pojawiała się kolejna...pusta.

***

Wietrzniak opowiedział ze szczegółami czynność po czynności co dokładnie robił tamtego felernego dnia. Opisał gdzie go Vinrych napadł, czym skrępował, co zabrał ze szczegółami opisał jak wyglądała jego broń, ile złota miał przy sobie i dlaczego taką znaczą ilość przy sobie trzymał. "Dużo nas nie zostało ech, niech im ziemia lekka będzie. tak więc lecę tam, albo dokładniej jadę tam na moim psie. Tak więc sprzedałem wszystko co w czasie
swojego życia nabyłem i wyruszyłem do niej, do mojej miłości.... " - dokończył ukontentowany.

"No taaaa..." - Dagni z miną profesjonalisty rozparl się w fotelu. "NIe będę wydziwiał wietrzniaku, bo czterech świadków potwierdzilo, żeś go gonił, a on uciekał. Jakby nie
miał nic na sumienu to by nie uciekał. Zresztą Gerion poświadczył na piśmie, żeś trafił doń okradziony i bez grosza przy duszy. Ale żeście są obcy. A Vinrych tutejszy. Za
naruszenie cielesnej nietykalności obywatela Urupy wymierzam wam grzywnę w wysokości 30 sztuk srebra na rzecz Magistratu. Płatną w ratach trzech - z uwagi na wasz
kiepski stan majątku. Za schwytanie i doporowadzenie podejrzanego o kradzież, Magistrat wa wypłaci nagrodę 10 srebrników. Musicie jeno pismo przedłozyć i po
uprawomocnieniu do miejskiej skarbnicy się stawić. Ooooo " wskazał paluchem" Tu wam dam pismo i plenipotencje, a tu" - wskazał raz jeszcze" - dokumentum o grzywnie".

"A moje rzeczy? Majątek?!" - Bezbronny zaczął się miotać po komnacie. "Weźmiemy go na spytki i prawdę wyciągniemy." - se spokojem odparł Dagni. "Tera ino lećcie do
karczmy, a w sprawie złodzeja i jego napaści na waszą osobę, jutro jeszcze stawić się tu musicie."

***

Bibi w ciemności kluczyła między dachami Dzielnicy Przybyszów. Od Złotego Dzwonka do Karczmy Geriona było dobre pół godziny wietrzniackiego lotu. Nagle intuicja szarpnęlą ja ostro do tyłu. Dziewczyna zapikowała na ślepo, głową w dół. Walnęła zdrowo biodrem o kawałek drewnianego gargulca przy mansardzie i przykleila się do beczki z cuchnącą już deszczówką. Jej serduszko biło niewiarygodnie szybko. "Co jest kurna!" - myślała z prędkością błyskawicy -"kto rzucał na mnie zatrutą sieć!?" Węch nigdy Bibi nie mylił. A ten rodzaj wietrzniackiej broni znała od dziecka...

***

"Mam nawet kilka publikacji Thoma w pokoju, jeśli chciałabyś je zobaczyć to moglibyśmy.." - Abishai Edrull zawiesił głos. Rufinie przez myśl przemknęło " Czy on mnie próbuje poderwać?" Może innym razem pozwoliłaby się rozpieszczać, ale Rufina dbała o reputację. "Ta broszka to uroczy prezent, ale Abishai jest adeptem...wędrowcem i
Iluzjonistą...może ta broszka jutro zniknie tak jak i on sam?" -zastanawiała się dziewczyna.
"Hej Rufinka, może winka?" Zapytał ze stołu obok bezczelnym głosem jakiś chudy i blady elf. Rufina nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem, miała bardzo przykre wspomnienia z pracy z elfami. Nie raz ją wydrwili i próbowali poniżyć. "Leniwe głupki! Wiecznie tęskniące za ich kolczatą królową." -
"Twój uśmiech to pewnie rozweseli każdą duszę i rozświetli każde miejsce" kontunuował elf.
"Nic niewarte darmozjady Barsawii. Powinni od nas uczyć się pracy i umiłowania porządku. Kwietne płaszcze, błyskotki we włosach, oooo jak ten tutaj, ozdobny rapier
którym się może wychędożyć.
- szeptała w myślach krasnoludka.
".. Tak się składa, że właśnie kogoś takiego jak Ty potrzebuję, urocza, miła przewodniczka, która mogłaby mi pokazać to i owo..." - ciągnął Seth.
"Dzięki Pasjom jest ich niewielu, a to co zwą elfickim dziedzictwem kultury - to stek bajęd i legend. Przy Księgach Jutra które wyszły spod naszych rąk, żaden elfi zwój
stanąć nie może...." -

"...w mieście. Przejdziemy się?" Seth spojrzał na krasnoludkę... po czym zrobil okrągłe oczy.
Rufina nie odpowiedziała. Usłyszała jedynie koniec historii stergo czarodzieja: " Na dzisiaj wystarczy dalsze moje dzieje opowiem wam przy następnej okazji." Błągalnym
wzorkiem spojrzała na Abishaja. Wstała lekko zaczerwieniona na twarzy. Już miała potraktować elfa jedną z ulubionych przypowieści, kiedy z głośnym furkotem nad jej
glową pojawił się krzykliwy Trubadur. "Panowie! Panowie! Dajcie się wypowiedzieć pięknej Pani zamiast zarzucać ją swoimi uwodzicielskimi zabiegami. Rufin przyszła tu ze
mną i to jest mój gość bez względu na to którego z Was oprowadzała po mieście lub będzie oprowadzała jutro."
Rufina byl lekko poirytowana tym, jak Trubadur przekręcał jej imię. "Lancel - srancel" - pomyślała ze złością. Ale posłała wietrzniakowi uśmiech wdzięczności. A co.
"Niech se nie myśli jeden z drugim, że mogą mnie obśmiewać po kątach" - układała sobie w głowie przewrotny plan. Wzrokiem i uwodzicielska poza podjuchciła
wietrzniaka, który chciał już spisywać jej historię (a oczy mu się błyszczały jakby go kuśka swędziła) , ale też zerkała na Setha i jego coraz bardziej blade oblicze.
Niewątpliwie Fechmistrz poczuł się urażony i zaraz poobcina temy malcowi kulasy. Rufina nieco się obawiała, ale w głebi duszy była zadowolona - zasłużyli sobie obaj na bęcki, niekrasnoludzkie błazny jedne. I pomyślala jaki ten Abishai jest mądry i rozważny....

Seth wyzwał Lancelota przed karczmę,żeby go mieczem moresu nauczyć, kiedy drogę zastąpił (albo zaskoczył) mu na wpół zaspany Lupieżca. Człowiek ryknął :"Skoroś
kozaczysz na małego Lancelota, wpierw ze mną zapraszam do gawędy mości Sethu!" i wyzywająco spojrzał na elfa.

***

Gerion zagadał się z jednym ze strazników. Ten mu opowiedzial o swej żonie i jej przypadłościach, o dobrym utargu teścia i duzach jakie nabil sobie jego najmłodszy syn.
Trollowi zeszła prawie godzina. Wolna wracał do karczmy martwiąc się o swoich gości. "No cholera...Bezbronnego wzięli do garnizonu, Lancelot pewnie znów "zapomniał"
grzeczności i dbania o gości potrzeby, ehhh" - westchnął Wojownik. Przyspieszył nieco.."Wujku Gerionie, wujku Gerionie!" - mała Bibi przysiadła na szerokim barku
potężnego trolla. "Dobrze że was widze...jest dziadunio w karczmie?!" - zapytala zdyszana. "Aleś ty wyrosła na śliczną pannicę Bibi" - uśmiechnął się Gerion. "Pewnie że
jest, właśnie tam wracam". Ciekawe co teraz robi ten stary spryciarz...

***
A stary spryciarz się uśmiechał "Co, hehehehe!" - trzymal się za brzuch. "Zaklęcia lewitującego nie znacie synkowie, hehehehe" - spoglądał na Setha i Sharkuza
unoszących się dobre 15 stóp w ciemności ponad podwórzem karczmy. Zastanawial się chwilkę..."Abishaju, dajcie no więcej swiatła na Setha....Ooo ta zielonkawa aura
będzie jak najbardziej na miejscu...hehehehe." - mag miał niewątpliwy ubaw. "A teraz na gorące głowy odrobina ochłody" - przymknął oczy i zaczerpnął nieco energii z
astralu, w świadomości przemknęły mu symbole prowadzące na plan żywiołu wody...

***
Klik ostrożnie zbliżała się do karczmy. Dzisiejszego wieczoru ktoś próbował ją śledzić. A nawet trzech ktosiow. Wejdzie więc od tyłu do karczmy. Najlepiej przez strych.
Gdy Złodziejka przekradła się przez wysoki parkan, stanęła jak wryta. Na podwórzu stał Gerion z jakąś wietrzniaczką na ramieniu i ryczal ze śmiechu. Wtórowal mu mag, a
nad nimi w chmurze siekącego deszczu unosily się dwa ciała oblepione zielonkawą aurą. Ciała wyginały się walcząc z porywami magii. PO dobrym kwadransie Seth i
Sharkuz, zmęczeni i przemoczeni opadli na ziemię. Klik się wreszcie ruszyła z cienia.
"A teraz do środka, dość wygłupów. Wszyscy zasłużyli na porządną kolację" - zarządził troll głosem nie znoszącym sprzeciwu.
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Sethariel 
Opiekun X Kręgu


Wiek: 35
Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 1861
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2007-01-27, 09:30   

"Ale wpierw..." Seth wstał dość szybko z podłogi "wpierwej muszę tu wszystkich przeprosić za całe zamieszanie" Seth uśmiechnął się "Ale drogiemu Lancelotowi podarować nie mogę... Wyzwanie to wyzwanie, co się stało się nie odstanie. I nie pomoże tu żadna magia... oprócz magii opowieści... Zatem wyzywam cię Lancelocie na pojedynek... pojedynek słów! Drogą Rufinę prosiłbym o Prolog, aleee... to może gdy wszyscy ochłoniemy i odpoczniemy przy kolacji na którą nas Gerion zaprasza..."

Rzucić wyzwanie opowieści znanemu Trubadurowi... to przynosi chwałę, pomyślał Seth, zadowolony ze sposobu jakim próbował wybrnąć z całego zamieszania... Zamieszania, które było mu na rękę... W końcu był w centrum wydarzeń, tam gdzie jego miejsce.

Uśmiechnął się jeszcze raz, zamrugał oczami i stanął pośrodku zgiełku w oczekiwaniu na odpowiedź... W tym ułamku chwili sprawne oko dostrzegło by dziwny błysk w źrenicy Setha, dziwny bo nie przypominający niczego, co elfie. Źrenica sprawiała czasem wrażenie jakby należała do kogos znacznie starszego, starszego niż wszystkie dzieci Alamaise.
_________________
Wojciech 'Sethariel' Żółtański
Gry-Fabularne.pl - serwis o grach fabularnych
 
 
 
klik 
Nowicjusz
klik

Dołączyła: 08 Lip 2006
Posty: 13
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2007-01-27, 14:31   

Klik ostrożnie zbliżała się do karczmy – nie chciała ściągnąć na głowę Gerionowi nieproszonych gości. Ktoś śledził ja tego wieczoru i była to więcej niż jedna osoba. Próbował śledzić – pomyślała z satysfakcją. Jeśli udało jej się skutecznie zgubić natrętów, noc powinna być spokojna. Jutro zajmie się myszkami, dziś już wystarczająco przegoniła je po Urupie zapewniając przy tym liczne atrakcje. Przekradła się przez wysoki parkan i na moment stanęła jak wryta. Gerion z nieznaną jej wietrzniaczką usadowioną na jego ramieniu zanosił się śmiechem. Mystic chichocząc dyrygował dwoma ciałami oblepionymi zielonkawą aurą i smaganych deszczem. Dziewczyna odruchowo zagłębiła się głębiej w cieniu z fascynacją oglądając przedstawienie, które zakończyło się dopiero po kwadransie. Gdy Seth i Sharkuz opadli w końcu na ziemię Klik szybko przemknęła ku tylnemu wejściu karczmy – jeśli nawet ktoś obserwuje to miejsce powinien być w tym momencie jeszcze skupiony na bohaterach magicznego spektaklu. Cicho wśliznęła się do środka magią swojej dyscypliny szukając zabezpieczeń i pułapek.
 
 
 
abishai 
Uczeń III Kręgu


Wiek: 39
Dołączył: 28 Lis 2006
Posty: 58
Wysłany: 2007-01-27, 16:22   

"Panowie! Panowie! Dajcie się wypowiedzieć pięknej Pani zamiast zarzucać ją swoimi uwodzicielskimi zabiegami. Rufin przyszła tu ze mną i to jest mój gość bez względu na to którego z Was oprowadzała po mieście lub będzie oprowadzała jutro. Powstrzymajcie więc swoje zapędy i popędy bo Rufin jest tu pod moją opieką." - Stwierdził z zadziornym uśmiechem na ustach Lancelot.

Gerion powinien pomyśleć nad wystrojem wnętrza. Może wtedy przyciągnie więcej kobiet do karczmy.- pomyślał krasnolud, spogladajac to na Lancelota, to na Rufinę. - Bo tutejsi bywalcy rzucającą się na każdą dziewoję , która się tu zjawi, niczym wygłodzone wilki.
Krasnoludka nie wyglądała na to taką, co nie potrafi o siebie zadbać.
"Jeśli nadal będziecie Panne Rufin tak osaczać swoimi nieświeżymi oddechami to gotowa jest się obrazić a tego chyba żaden z Nas by nie chciał prawda?" - Ciągnął Lancelot wywód mający zdemaskować zapędy Abishaia i Setha i jednocześnie oczarować urodziwą krasnoludkę.
Iluzjonista z lekkim uśmiechem patrzył jak Rufina z kobiecym wdziękiem manipuluje wietrzniackim trubadurem. Mogłaby być lepszą iluzjonistką niż ja .- pomyślał z satysfakcją Abishai.

"Przyganiał kocioł garnkowi! Śmiesz mi zwracać uwagę w sprawie manier?! Tak się składa jego mosciu, że pomimo wielkiej sympatii do Ciebie, obraziłeś mnie wystarczająco mocno bym musiał wyzwać Cię na pojedynek, co by mój honor zwrócił! Otóż mylisz się wielce co do mojego zachowania, podszedłem grzecznie, przeprosiłem, przedstawiłem się i wyjaśniłem dogłębnie powody swego zainteresowania... A zresztą czemu ja się tłumaczę komuś, kto po przykrywką moralizatora, obraża nie tylko mnie, ale zdaje mi się też mojego towarzysza rozmowy Abishaia... Coś mi się zdaje Panie wietrzniaku, że to pan tu nas szantażuje swoim nieświeżym oddechem! To pewnie rodzinne! A teraz wychodzę z karczmy, co by w porządnym miejscu burd nie zaczynać i czekam tam na pana, a jeżeli się pan tam nie zjawi to uznam żeś tchórz pan niegodny miana Trubadura, który odpowiedzialności za swe słowa nie potrafi przyjąć..."- Seth odpowiedział na tyrady Lancelota kwieciście i barwnie, jak na fechmistrza przystało.

"Wybacz mi o Pani Rufiną zwana ale muszę jak widać folgować słowa aby nie rzucać ich na darmo przed świnie. Chcąc przywołać buzujące hormony obecnych tu przy tym stole osobników zostaje jak widzę narażony na uszczerbek życia a nawet zdrowia. Powiem Ci tak drogi Abishaiu cenię sobie rozwagę Twojego milczenia i to że dajesz dotrzeć moim słowom do sedna Twoich dobrych manier. Co do Ciebie Sethu powiem krótko. To nie Ty dyktujesz oręż naszego podejścia do zaistniałej Ty sprawy. Tylko tchórz ima się miecza kiedy brak mu intelektu aby rozwiązać sprawę słowem. Nie dbam więc co pomyślisz sobie ale odmawiam pojedynkowania się z Tobą w sposób inny niż zostało Ci postawione wyzwanie w moich słowach. Jeśli nie jesteś gotów aby dotrzymać mi kroku na polu rozmowy to zamilknij i przysłuchuj się a nie ośmieszasz siebie i obrażasz mnie a Pannę Rufinę przede wszystkim."- odparował wietrzniak.

Seth nie lada zdenerwowany, obrócił się w stronę Rufiny "Pani wybaczy, całe to zamieszanie, bronię swojego, Abishaia i pani honoru... Co musi być, to musi być" ukłonił się elegancko, po czym szybkim krokiem wyszedł z karczmy...

Iluzjonistę wzburzyło to że elf, kreuje się na jego obrońcę. Wstał nieco wzburzony i rzekł.- "Momencik, mój honor należy do mnie i ja zdecyduję kiedy go bronić trzeba. Nie mieszajcie mnie w wasze porachunki, jeśli łaska."

Seth wyzwał Lancelota przed karczmę, żeby go (prawdopodobnie mieczem) moresu nauczyć, kiedy drogę zastąpił (albo zaskoczył) mu na wpół zaspany Łupieżca. Człowiek ryknął : - "Skoroś
kozaczysz na małego Lancelota, wpierw ze mną zapraszam do gawędy mości Sethu!" i wyzywająco spojrzał na elfa.

Wykorzystał to Lancelot.- "Jeśli interesuje Cię fizyczna rozrywka mająca na celu zaimponowanie obecnej tu Damy brutalną bezmyślna siła i zręcznością to bardzo proszę abyś udał się tam gdzie Cię zaprasza mój przyjaciel Sharkuz. Mniemam że dostarczycie sobie o wiele więcej prymitywnej rozrywki niż by to było w moim przypadku."-

Na te słowa odwrócił się Lancelot zupełnie od Setha a całkowicie w stronę Rufiny i powiedział: "Wybacz o Pani tę niepotrzebną prymitywna dywagację. Przepraszam też i Ciebie rozważny i milczący Abishaiu. Mam nadzieje że teraz bez przeszkód możesz Pani zacząć opowieść którą z niekrytą satysfakcją spiszę."

Krasnolud nalał sobie wina, oraz napełnił kielich Rufiny. Następnie rzekł do niej.- "Jak mawiał Zmiennokształtny , kiedy jeszcze żył. Kiepski to honor , który byle uwagą obrazić można.."

Sharkuz i Seth wyszli na zewnątrz.
"- Chodźmy popatrzyć na ten pojedynek i przy okazji dopilnować, co by sobie nadmiernie krzywdy nie porobili.-" rzekł Abishai do Rufiny podając jej swe ramię. Krasnoludka chyba nie była zainteresowana opowiadaniem wietrzniakowi historyjek.

Krasnolud obserwował przygotowania do pojedynku z pewnym niesmakiem. Osobiście nie znosił przemocy i walki z byle powodów mierziły go. Ale adepci wojowniczych dyscyplin, pojedynki chyba uwielbiali.

Gdy tylko walka rozgorzała, tuż za plecami Rufiny i Abishai'a zjawił się Mystic. Stary czarodziej coś knuł. Krasnolud bez wahania postawiłby na tą tezę wszystko co mu zostało z małej fortunki , którą gwizdnął Viggo. I miał rację.. Wkrótce za sprawą magii Mystica, obaj oponenci unieśli się górę niczym therańskie baty.

A stary spryciarz się uśmiechał "Co, hehehehe!" - trzymal się za brzuch. "Zaklęcia lewitującego nie znacie synkowie, hehehehe" - spoglądał na Setha i Sharkuza unoszących się dobre 15 stóp w ciemności ponad podwórzem karczmy. Zastanawial się chwilkę..."Abishaju, dajcie no więcej swiatła na Setha....Ooo ta zielonkawa aura będzie jak najbardziej na miejscu...hehehehe." - mag miał niewątpliwy ubaw. "A teraz na gorące głowy odrobina ochłody" - przymknął oczy i zaczerpnął nieco energii z astralu, w świadomości przemknęły mu symbole prowadzące na plan żywiołu wody.

Iluzjonista skupił się na przygotowaniu zaklęcia (a musiał wpierw matrycę przestroić) , wyciągnął dłoń przed siebie i zacisnął w pięść. Pomiędzy palcami pojawiły się błyski światła, i gdy rzucanie czaru zostało zakończone. Powoli otworzył dłoń na której leżała kula światła zielonej barwy. Sfera urosła nieco i uniosła się szybko górę podążając za życzeniem iluzjonisty i oblewając swym blaskiem obie walczące sylwetki.
Gerion stał z jakąś wietrzniaczką na ramieniu i ryczał ze śmiechu. Wtórował mu mag, a
nad nimi w chmurze siekącego deszczu unosiły się dwa ciała oblepione zielonkawą aurą. Ciała wyginały się walcząc z porywami magii. Podobnym kwadransie Seth i Sharkuz, zmęczeni i przemoczeni opadli na ziemię.
"A teraz do środka, dość wygłupów. Wszyscy zasłużyli na porządną kolację" - zarządził troll głosem nie znoszącym sprzeciwu.

"Ale wpierw..." Seth wstał dość szybko z podłogi "wpierwej muszę tu wszystkich przeprosić za całe zamieszanie" Seth uśmiechnął się "Ale drogiemu Lancelotowi podarować nie mogę... Wyzwanie to wyzwanie, co się stało się nie odstanie. I nie pomoże tu żadna magia..."

"- Lepszy byłby konkurs.- " wtrącił Iluzjonista. "- Niech każdy, kto chętny, wykaże się opowieścią. A ocenę zostawmy publiczności. Taka noc, stworzona jest na legendy. "


Elfi Fechmistrz podjął od razu pomysł Abishaja: "Zatem wyzywam cię Lancelocie na pojedynek... pojedynek słów! Drogą Rufinę prosiłbym o Prolog, aleee... to może gdy wszyscy ochłoniemy i odpoczniemy przy kolacji na którą nas Gerion zaprasza..."

Lancelot nie był mu wcale dłużny! Podjął rzuconą przez Setha rękawicę nie czekając na kolację.

Widzę że Rufinie spodobało się wymyślone przeze mnie zdrobnienie Rufin. Trochę ją to identyfikuje ze mną w gronie tej potarganej jak grzywa szkapy w galopie zgrai. Mnie tu każdy woła Lancel mimo że Lancelot mam na imię a to tylko dwie literki do wymówienia więcej. Jeśli więc zjem ze smakiem jedną ostatnią literkę z imienia smakowitej Rufin to się nic nie stanie.

Widząc reakcję Setha na słowa trubadura i zdawszy sobie sprawę że został właśnie wyzwany na pojedynek wystrychał się początkowo czego znać po sobie nie dał a potem wystosował ripostę...

"Wybacz mi o Pani Rufiną zwana ale muszę jak widać folgować słowa aby nie rzucać ich na darmo przed świnie. Chcąc przywołać buzujące hormony obecnych tu przy tym stole osobników zostaje jak widze narażony na uszczerbek życia a nawet zdrowia. Powiem Ci tak drogi Abishaiu cenię sobie rozwagę Twojego milczenia i to że dajesz dotrzeć moim słowom do sedna Twoich dobrych manier. Co do Ciebie Sethu powiem krótko. To nie Ty dyktujesz oręż naszego podejścia do zaistniałej Ty sprawy. Tylko tchórz ima się miecza kiedy brak mu intelektu aby rozwiązać sprawę słowem. Nie dbam więc co pomyślisz sobie ale odmawiam pojedynkowania się z Tobą w sposób inny niż zostało Ci postawione wyzwanie w moich słowach. Jeśli nie jesteś gotów aby dotrzymać mi kroku na polu rozmowy to zamilknij i przysłuchuj się a nie ośmieszasz siebie i obrażasz mnie a Pannę Rufinę przede wszystkim."

Tu Lancelot widząc reakcję Sharkuza stwierdził z niekrytym zadowoleniem. "Jeśli interesuje Cię fizyczna rozrywka mająca na celu zaimponowanie obecnej tu Damy brutalną bezmyślna siła i zręcznością to bardzo prosze abyś udał się tam gdzie Cię zaprasza mój przyjaciel Sharkuz. Mniemam że dostarczycie sobie o wiele więcej prymitywnej rozrywki niż by to było w moim przypadku."

Na te słowa odwrócił się Lancelot zupełnie od Setha a całkowicie w stronę Rufiny i powiedział: "Wybacz o Pani tę niepotrzebną prymitywna dywagację. Przepraszam tez i Ciebie rozważny i milczący Abishaiu. Mam nadzieje że teraz bez przeszkód możesz Pani zacząć opowieść którą z niekrytą satysfakcją spiszę."

Zamilkł. Rzucił przyjazne spojrzenie Rufinie i Abishaiowi i zamienił się w słuch.
Ostatnio zmieniony przez Gerion 2007-01-27, 20:11, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
mystic 
Czeladnik VII Kręgu
Emeryt


Wiek: 109
Dołączył: 27 Maj 2006
Posty: 882
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2007-01-27, 17:16   

Zaiste zacny to pomysł. - buchnął rozbawiony Mystic - Gerionie lej mi tu tego twojego piwa korzennego. Jest idealne do takich okazji.
 
 
Gerion 
Opiekun IX Kręgu
Troll Warrior


Wiek: 47
Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 1091
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-27, 20:49   

Seth z uwagą przysłuchiwał się tyradzie Trubadura. Na chwilę słowa wietrzniaka przykuły uwage wszystkich, to właśnie mały,zadziorny skrzydlak stal w samym centrum uwagi wszystkich gości. Jego słowotok - zrozumiały, czy nie - wspomagany magią Dyscypliny, porwał słuchaczy ze sobą. Czy Seth uległ jednak magii Zagadania i Prowokacji ze strony Trubadura? Na pewno przeciętny Dawca Imion poczułby się osaczony jego słowami, pokonany i rozbity na drobne kawałki. Jednak Fechmistrz nie był nowicjuszem. Przymknął oczy, przełknął ślinę i sięgnął po swoją karmiczną energię. SIłą woli skierował jaj strumień ku magii Zimnej krwi...Słowa wietrzniaka spłynęły po nim jak kropla deszczu po łuskach espagry.

***

Rufina wcale nie miala ochoty zaczynać jakiejkolwiek opowieści. Dobrze jej było u boku Abishaja, jedynego porządnego krasnoluda w tej hałastrze. Najchętniej zignorowałaby latającego gadułę i tego przemoczonego elfa...Niepewnie spojrzała po ratunek ku swemu towarzyszowi z Throalu.

***

Gerion postawił przed Sharkuzem dzban piwa z sokiem malinowym. "Wyspałeś się łobuzie, i od razu harcujesz?" - zagadnął z uśmiechem. Utytłany w pyle, który przykleił się do mokrej skóry, człowiek wyglądał dosć przerażająco. Błysnął białkami oczu i zazgrzytał zębami. Sięgnął od razu po dzban i wychylił go do dna, spojrzeniem dając do zrozumienia, że oczekuje kolejnego. Wszakże jutro z rana czekała go załoga jego drakkaru.

Bibi siedziała na kolanach Mystica i kończyła właśnie opowiadać o tym czego dowiedziała się od Belli. Stary czarodziej mruczał coś po cichu i skubał brodę. Przeczuwał to, że jeśli on wykona ruch jako pierwszy, to wkrótce pozna kolejnego gracza zasiadającego do partii. Ruch został wykonany i teraz Mystic zastanawiał się czy zdoła przewidzieć kolejne posunięcie.

***
Krasnoludka spojrzała na Lancelota: "Wybacz mi panie wietrzniaku, ale na moją opowieść i pomoc nie liczcie. Ja się nie wyznaję na słownych waszych gierkach." Gdy dojrzała wyraz rozczarowania na twarzy Lancelota, przez moment jej sie zrobiło żal wesołego Trubadura. Poczuła, jak bardzo zepsuła mu zabawę. "Ja chętnie bym obejrzała księgo twojego brata Abishaju, więc jeśli nadal chcesz mi je pokazać, to z przyjemnością będę ci towarzyszyć" - i dodała - "ale żeby pan wietrzniak i pan elf mogli konkurować, to rozpocznę opowieść. A sędzią będziesz ty Gerionie" - dodała z uśmiechem i zaczęła:

"Na skraju dżungli Liaj, była niewielka osada ludu Gałązek Iroko. Żyli w zgodzie z naturą i natura dawała im wszystko co potrzeba. Pewnego dnia jednak, przybyli uciekinierzy ze Skawii. Prosili lud Gałązek o schronienie. Ich szaman, Permambuko, zgodził się pod warunkiem, że udowodnią czystość od splugawienia i bedą przestrzegać obyczajów ich ludu. Wśród Skawian był człowiek imieniem Laudus..."

Rufina zawiesiła głos i spojrzała na Setha i Lancelota. "Ekhm.." -Abishaj nieco speszony odchrząknął. NIe tak wyobrażał sobie kolej wydarzeń, ale...cóż, los jest pełen niespodzianek, nawet dla Iuzjonisty, brata słynnego Thoma.

***
Mystic skinął ku Złodziejce, która z leniwą miną, sączyła przez słomkę limonkowy sok z ogromną ilością cukru trzcinowego. Gerion nie żałował i do tej lemoniady zawsze dodawał kroplę rumu z Travaru. Klik go uwielbiała. Szanując wiek Czarodzieja, wstała od swego stolika, ominęła stolik, przy ktorym zasiadało dwoje krasnoludów, elf i wietrzniak i podeszła do starca. Mystic nawijał sobie na poplamiony atramentem paluch, złociste włosy Bibi, ktora w najlepsze rozsiadła się na kolanach "dziadunia". "Musimy pogadać Pantero..." - całkiem trzeźwym głosem zagadnął Czarodziej.


Było krótko przed północą jak do karczmy wrócił Bezbronny. Ale nie zdążył domknąć cieżkich drzwi, gdyż w szczelinie pojawił się najpierw długi łuskowany pysk Sir Valequa, a potem on sam w całej okazałości. Zniknął kilka godzin temu, po tym jak przedstawił trollowi historię ducha tu pomieszkującego. Pewnie załatwial jakieś swoje interesy i teraz w pełni rozbudzony wrócił, by pokrzepić się jakimś trunkiem przed snem.

***

"Jak to ją zgubiliście!?!" - pieklił się ciemnobrody krasnolud w granatowej mycce na głowie. "Niedojdy! Darmozjady! Myślicie że płacę wam za wąchanie bździn gżmotorożca?" Wytargał porządnie za czuprynę dwójkę krasnoludzkich łazęgów z portowej dzielnicy. "Mam nadzieję, że Vikarionowi poszło łatwiej i trzyma teraz w swojej piwniczce oplecioną lepką nitką dziewczynkę ze skrzydełkami" - skrzywił się paskudnie. "A jak coś się stanie tej dziwce ze Srebrnego Dzwonka, a Vikarion dał d***, to osobiście się tym zajmę i powyrywam co trzeba, komu trzeba. A komu nie trzeba, to powsadzam co trzeba tam, gdzie trzeba".
_________________
Moja wikipedia ED,
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template junglebook v 0.2 modified by Nasedo